28.03.2023, 00:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2023, 00:39 przez Eden Lestrange.)
Jeśli gra, w którą grali, byłaby alegorią szachów, miał prawo się obawiać. W końcu król może poruszyć się tylko o jedno pole, natomiast królowa może uderzyć skąd tylko zechce. Wydawać by się mogło, że miała nie tylko swobodę, ale i przewagę.
Tylko że bez królowej gra może toczyć się dalej. Bez króla nieszczególnie.
- To dobrze, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają - odparła z przekąsem wymalowanym na twarzy, wydając się usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. - Choćby kolor moich włosów na przykład - dorzuciła nieco ciszej, dosyć nonszalancko, wzruszając przy tym ramionami niewinnie, jakby jedynie zrzucała z siebie niewiele znaczące didaskalia.
- Aczkolwiek nie wiem, czy chcę być twoją słabością - wyznała, patrząc mu prosto w oczy. Również wydawała się być poważna, a wstęp wybrzmiał z jej ust tak, jakby miała lada moment odrzucić zaloty. - Chyba wolałabym być twoją siłą. -
Wypowiedziawszy te słowa uniosła sugestywnie brwi, po czym odwróciła głowę, jakby nie powiedziała niczego istotnego i ważniejsi byli otaczający ich ludzie. Spojrzenie miała skupione na czymś innym, jakby usilnie poszukiwała czegoś w tłumie. Nie trzeba było jednak wytężać wzroku, by dostrzec, że powstrzymuje śmiech.
Nie wątpiła, że był dużym chłopcem. Wiedziała, że czegokolwiek los by mu nie zgotował, zniósłby to znacznie sprawniej niż ona sama. Zawsze radził sobie lepiej, bo z perspektywy Eden tłoczące się emocje konfrontował od ręki, kiedy ona spychała je na bok i udawała, że nigdy nie istniały. Nie chciała o nich myśleć, a te, pozostawione w spokoju, odzyskiwały swoje siły i czekały cierpliwie, by uderzyć weń ze zdwojoną siłą. Tak jak teraz.
- Tęskniłam za tobą - oświadczyła bez ostrzeżenia, patrząc na Alastora z neutralnym wyrazem twarzy. Chciała sprawdzić, czy rzeczywiście był w stanie udźwignąć jej prawdę. Nie traciła niczego wyznając mu to - w końcu zawsze mogła obrócić to w żart jak kota ogonem. Przecież i tak nie chciał wierzyć w jej słowa, zbyt wiele razy rzucała je na wiatr. Sam przecież powiedział, że nawet brukowce nie znajdywały w nich żadnej wartości.
Nie była odważna, była bezczelna. Różnica była subtelna, ale kluczowa.
- A więc nie masz nowej partnerki, tylko przedszkolankę. Moje kondolencje - powiedziała, nie mogąc opanować głupiej miny. Był to idiotyczny uśmieszek zmieszany z pewną dozą pychy podszytą przekonaniem o swojej wyższości nad wszystkimi jego przyszłymi partnerkami. Drugiej takiej zołzy już mu nie znajdą, nie ma opcji.
- Staram się wykupić całą, ale jedno małe mieszkanie ulokowane na poddaszu dzielnie stawia opór najeźdźcy - przyznała, dając się obrócić w tańcu, przez co Alastor mógł nie zauważyć, że powiedziała to krzywiąc się z niesmakiem. Właściciel lokum mógł wygrać tę bitwę, ale nie pozwoli mu wygrać wojny. - A co, szukasz jakiejś alternatywy dla swojej meliny? Grzyb na ścianach już ci się znudził? Stracił na walorach smakowych, czy może nocne wizje spowodowane jego wyziewami już cię nie bawią? - Brwi Eden zeszły się w fałszywym zmartwieniu, lecz w oczach nadal tańczyły iskry rozbawienia.
Tylko że bez królowej gra może toczyć się dalej. Bez króla nieszczególnie.
- To dobrze, że pewne rzeczy nigdy się nie zmieniają - odparła z przekąsem wymalowanym na twarzy, wydając się usatysfakcjonowana jego odpowiedzią. - Choćby kolor moich włosów na przykład - dorzuciła nieco ciszej, dosyć nonszalancko, wzruszając przy tym ramionami niewinnie, jakby jedynie zrzucała z siebie niewiele znaczące didaskalia.
- Aczkolwiek nie wiem, czy chcę być twoją słabością - wyznała, patrząc mu prosto w oczy. Również wydawała się być poważna, a wstęp wybrzmiał z jej ust tak, jakby miała lada moment odrzucić zaloty. - Chyba wolałabym być twoją siłą. -
Wypowiedziawszy te słowa uniosła sugestywnie brwi, po czym odwróciła głowę, jakby nie powiedziała niczego istotnego i ważniejsi byli otaczający ich ludzie. Spojrzenie miała skupione na czymś innym, jakby usilnie poszukiwała czegoś w tłumie. Nie trzeba było jednak wytężać wzroku, by dostrzec, że powstrzymuje śmiech.
Nie wątpiła, że był dużym chłopcem. Wiedziała, że czegokolwiek los by mu nie zgotował, zniósłby to znacznie sprawniej niż ona sama. Zawsze radził sobie lepiej, bo z perspektywy Eden tłoczące się emocje konfrontował od ręki, kiedy ona spychała je na bok i udawała, że nigdy nie istniały. Nie chciała o nich myśleć, a te, pozostawione w spokoju, odzyskiwały swoje siły i czekały cierpliwie, by uderzyć weń ze zdwojoną siłą. Tak jak teraz.
- Tęskniłam za tobą - oświadczyła bez ostrzeżenia, patrząc na Alastora z neutralnym wyrazem twarzy. Chciała sprawdzić, czy rzeczywiście był w stanie udźwignąć jej prawdę. Nie traciła niczego wyznając mu to - w końcu zawsze mogła obrócić to w żart jak kota ogonem. Przecież i tak nie chciał wierzyć w jej słowa, zbyt wiele razy rzucała je na wiatr. Sam przecież powiedział, że nawet brukowce nie znajdywały w nich żadnej wartości.
Nie była odważna, była bezczelna. Różnica była subtelna, ale kluczowa.
- A więc nie masz nowej partnerki, tylko przedszkolankę. Moje kondolencje - powiedziała, nie mogąc opanować głupiej miny. Był to idiotyczny uśmieszek zmieszany z pewną dozą pychy podszytą przekonaniem o swojej wyższości nad wszystkimi jego przyszłymi partnerkami. Drugiej takiej zołzy już mu nie znajdą, nie ma opcji.
- Staram się wykupić całą, ale jedno małe mieszkanie ulokowane na poddaszu dzielnie stawia opór najeźdźcy - przyznała, dając się obrócić w tańcu, przez co Alastor mógł nie zauważyć, że powiedziała to krzywiąc się z niesmakiem. Właściciel lokum mógł wygrać tę bitwę, ale nie pozwoli mu wygrać wojny. - A co, szukasz jakiejś alternatywy dla swojej meliny? Grzyb na ścianach już ci się znudził? Stracił na walorach smakowych, czy może nocne wizje spowodowane jego wyziewami już cię nie bawią? - Brwi Eden zeszły się w fałszywym zmartwieniu, lecz w oczach nadal tańczyły iskry rozbawienia.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~