28.03.2023, 01:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2023, 01:19 przez Norvel Twonk.)
Czarownica obserwowała zachowanie Mackenzie ze zniecierpliwieniem. Chyba nie dostrzegała jak bardzo dziwna wydawała się zawodniczce Quidditcha i Martinowi sytuacja, w której się znaleźli. Albo dostrzegała, ale własna desperacja popchnęła ją dalej, tak daleko, że gotowa była prosić o pomoc przypadkowych ludzi, którzy stanęli na jej drodze.
- Zadbałam o was, gdy byliście nieprzytomni – powiedziała powoli. – A kiedy przyniósł was wiatr… wtedy zrozumiałam, że bogini wysłuchała moich modlitw i zesłała mi was, byście pomogli mi odzyskać męża. Sama nie mogę przerwać klątwy, jestem zbyt słaba. Ale z wami… jestem pewna, że z wami wreszcie mi się uda.
Ognisko za nią płonęło, zapraszając całą trójkę do siebie. Las majaczący w oddali milczał. Brakowało wiatru. Brakowało pohukiwań sowy. Ale kąpielisko wciąż tętniło życiem: świerszcze odgrywały cykady, gdzieś w pobliżu zarechotała żaba. Czarownica, która do nich podeszła miała wianek na głowie – pięknie upleciony wianek z wielu różnych kwiatów. Było w nim dużo róż, trochę hiacyntów, irysów, fiołków, niezapominek i hibiskusów. Wyglądała tak, jakby dla niej nic się nie wydarzyło: wciąż chciała świętować Beltane, wznosić modły do bogini i prosić ją zdjęcie klątwy, która ciążyła na jej mężu.
Ale magia zniknęła. Może to naprawdę było jedno z tych miejsc, w których nie działała prawidłowo. Albo też stało się coś, co sprawiło, że rozproszyła się. Przepadła. Zagubiła w drodze. Być może odebrał im ją wiatr, gdy unosił ponad Knieję Godryka, gdy ciskał ich ciałami jak chciał, gdy zrzucił ich na ziemię, przy kąpielisku, przy tańczącej i rozpalonemu przez nią ogniowi.
- Ministerstwo Magii mi nie pomoże – rzuciła gorzko. – Nigdy nie pomagają w takich sprawach. Dla nich to pewnie nawet nie wygląda jak klątwa. Tylko jak nic nieznaczący skok w bok. Ale ja znam mojego męża. Wiem jaki jest. I wiem jak się nie zachowuje. To co go spotkało, nie było zwykłym zauroczeniem, znudzeniem naszym małżeństwem i poszukiwaniem uciechy gdzieś indziej. To było coś zupełnie innego. On… on oszalał. Przestał o siebie dbać, przestał pracować, całkiem zmienił mu się charakter. Stał się… stał się zupełnie niepodobny do siebie. Może tylko myśleć o niej, usychać z tęsknoty do niej, czekać aż do niego wróci… - Pokręciła głową. W jej oczach pojawiły się łzy. – Ja tylko chciałabym, żeby znowu stał się taki jak dawniej. Jeśli bogini dzisiaj nie wysłucha moich błagań, to się poddam. Nie złamię klątwy. Nie uratuję go – zakończyła, patrząc na Martina i Mackenzie prosząco.
Wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Machnęła nią. Wystrzeliło z niej kilka iskier i zgasło dość szybko. Czarownica pokręciła bezradnie głową. Dla niej klątwa, która dotknęła jej męża, była dziełem magii, nie jej negacji.
- Pomogę wam dostać się do Doliny Godryka, jeśli tylko pomożecie mi w odprawieniu rytuału – zaoferowała.
- Zadbałam o was, gdy byliście nieprzytomni – powiedziała powoli. – A kiedy przyniósł was wiatr… wtedy zrozumiałam, że bogini wysłuchała moich modlitw i zesłała mi was, byście pomogli mi odzyskać męża. Sama nie mogę przerwać klątwy, jestem zbyt słaba. Ale z wami… jestem pewna, że z wami wreszcie mi się uda.
Ognisko za nią płonęło, zapraszając całą trójkę do siebie. Las majaczący w oddali milczał. Brakowało wiatru. Brakowało pohukiwań sowy. Ale kąpielisko wciąż tętniło życiem: świerszcze odgrywały cykady, gdzieś w pobliżu zarechotała żaba. Czarownica, która do nich podeszła miała wianek na głowie – pięknie upleciony wianek z wielu różnych kwiatów. Było w nim dużo róż, trochę hiacyntów, irysów, fiołków, niezapominek i hibiskusów. Wyglądała tak, jakby dla niej nic się nie wydarzyło: wciąż chciała świętować Beltane, wznosić modły do bogini i prosić ją zdjęcie klątwy, która ciążyła na jej mężu.
Ale magia zniknęła. Może to naprawdę było jedno z tych miejsc, w których nie działała prawidłowo. Albo też stało się coś, co sprawiło, że rozproszyła się. Przepadła. Zagubiła w drodze. Być może odebrał im ją wiatr, gdy unosił ponad Knieję Godryka, gdy ciskał ich ciałami jak chciał, gdy zrzucił ich na ziemię, przy kąpielisku, przy tańczącej i rozpalonemu przez nią ogniowi.
- Ministerstwo Magii mi nie pomoże – rzuciła gorzko. – Nigdy nie pomagają w takich sprawach. Dla nich to pewnie nawet nie wygląda jak klątwa. Tylko jak nic nieznaczący skok w bok. Ale ja znam mojego męża. Wiem jaki jest. I wiem jak się nie zachowuje. To co go spotkało, nie było zwykłym zauroczeniem, znudzeniem naszym małżeństwem i poszukiwaniem uciechy gdzieś indziej. To było coś zupełnie innego. On… on oszalał. Przestał o siebie dbać, przestał pracować, całkiem zmienił mu się charakter. Stał się… stał się zupełnie niepodobny do siebie. Może tylko myśleć o niej, usychać z tęsknoty do niej, czekać aż do niego wróci… - Pokręciła głową. W jej oczach pojawiły się łzy. – Ja tylko chciałabym, żeby znowu stał się taki jak dawniej. Jeśli bogini dzisiaj nie wysłucha moich błagań, to się poddam. Nie złamię klątwy. Nie uratuję go – zakończyła, patrząc na Martina i Mackenzie prosząco.
Wyciągnęła z kieszeni różdżkę. Machnęła nią. Wystrzeliło z niej kilka iskier i zgasło dość szybko. Czarownica pokręciła bezradnie głową. Dla niej klątwa, która dotknęła jej męża, była dziełem magii, nie jej negacji.
- Pomogę wam dostać się do Doliny Godryka, jeśli tylko pomożecie mi w odprawieniu rytuału – zaoferowała.