28.03.2023, 01:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2023, 01:53 przez Norvel Twonk.)
Duch młodej dziewczyny drgnął, jakby nie dowierzał, że Nora z Cameronem naprawdę zechcieli jej pomóc. I pewnie nie było to możliwe, pewnie zupełnie nie było to możliwe, ale półprzezroczysta twarz zmarłej rozpromieniła się radością. Patrzyła na nich z zachwytem, jakby już samo to, że się zgodzili, choć tak naprawdę nie wiedzieli jeszcze na co właściwie się godzą, sprawiło, że patrzyła na nich tak, jakby byli jej wybawicielami.
- Mam na imię Vivianne – powiedziała. – I tak. Tak. Wiem, gdzie jest polana z magicznymi kamieniami. Pomóżcie mi, a wskażę wam do niej drogę – zaoferowała.
Wyciągnęła w ich stronę półprzezroczyste ręce, w których trzymała wianek. Sam wianek był wyjątkowo starannie wykonany. Utkany z czerwonych róż, niezapominajek, hibiskusów, irysów i frezji. Zjawa czekała aż odbiorą go od niej.
- On ma na imię Grimes. Zakochał się w mnie od pierwszej chwili, w której mnie zobaczył – w głosie ducha pojawiło się rozmarzenie. – Byłam nową mieszkanką Doliny Godryka. Jeszcze niemal nikogo nie znałam. Aż spotkaliśmy się na drodze. A potem było jak w tych wszystkich opowieściach i wielkiej miłości. Zaczęliśmy się spotykać. Zamieszkał ze mną. Było jak w bajce, ale zamiast szczęśliwego zakończenia, na drodze naszego szczęścia stanęła zła wiedźma.
Duch zamilkł, najwyraźniej wspominając tamte wydarzenia. W półprzezroczystej poświacie mogli zobaczyć, że zmarła nosiła ślady po wielu ciosach nożem na klatce piersiowej a przód jej sukienki niemal w całości skąpany był w srebrzystej krwi. W zakończeniu, które ją spotkało, czekała tylko gwałtowna śmierć i bezimienna mogiła w lesie.
- A teraz ja nie żyję a on jest przetrzymywany wbrew swojej woli daleko ode mnie – powiedziała Vivianne. – Zła wiedźma nie tylko nas rozdzieliła, ale również zadbała o to, bym nie mogła do niego przybyć nawet w tej… - machnęła rękami, pokazując na swoją półprzezroczystą formę. A potem poruszyła się gwałtownie i przeniknęła przez najbliższe drzewo, by pokazać im największą ironię, jaka ją spotkała. – Wszędzie mogę trafić, ale nie tam, gdzie jest mój ukochany. Zaprowadzę was do miejsca, gdzie jest przetrzymywany. Dajcie mu wianek ode mnie. Włóżcie mu go na głowę, gdyby było trzeba. A ja pokażę wam jak trafić z powrotem polanę z magicznymi kamieniami - zaoferowała.
Las był pogrążony w ciszy. Nie słychać było pohukiwań sowy, szurania gałęzi gdy jakieś malutkie zwierzę przebiegało blisko nich. Głos Vivianne, choć cichy i melodyjny, wybrzmiewał przez to wyjątkowo głośno i zdecydowanie.
- Mam na imię Vivianne – powiedziała. – I tak. Tak. Wiem, gdzie jest polana z magicznymi kamieniami. Pomóżcie mi, a wskażę wam do niej drogę – zaoferowała.
Wyciągnęła w ich stronę półprzezroczyste ręce, w których trzymała wianek. Sam wianek był wyjątkowo starannie wykonany. Utkany z czerwonych róż, niezapominajek, hibiskusów, irysów i frezji. Zjawa czekała aż odbiorą go od niej.
- On ma na imię Grimes. Zakochał się w mnie od pierwszej chwili, w której mnie zobaczył – w głosie ducha pojawiło się rozmarzenie. – Byłam nową mieszkanką Doliny Godryka. Jeszcze niemal nikogo nie znałam. Aż spotkaliśmy się na drodze. A potem było jak w tych wszystkich opowieściach i wielkiej miłości. Zaczęliśmy się spotykać. Zamieszkał ze mną. Było jak w bajce, ale zamiast szczęśliwego zakończenia, na drodze naszego szczęścia stanęła zła wiedźma.
Duch zamilkł, najwyraźniej wspominając tamte wydarzenia. W półprzezroczystej poświacie mogli zobaczyć, że zmarła nosiła ślady po wielu ciosach nożem na klatce piersiowej a przód jej sukienki niemal w całości skąpany był w srebrzystej krwi. W zakończeniu, które ją spotkało, czekała tylko gwałtowna śmierć i bezimienna mogiła w lesie.
- A teraz ja nie żyję a on jest przetrzymywany wbrew swojej woli daleko ode mnie – powiedziała Vivianne. – Zła wiedźma nie tylko nas rozdzieliła, ale również zadbała o to, bym nie mogła do niego przybyć nawet w tej… - machnęła rękami, pokazując na swoją półprzezroczystą formę. A potem poruszyła się gwałtownie i przeniknęła przez najbliższe drzewo, by pokazać im największą ironię, jaka ją spotkała. – Wszędzie mogę trafić, ale nie tam, gdzie jest mój ukochany. Zaprowadzę was do miejsca, gdzie jest przetrzymywany. Dajcie mu wianek ode mnie. Włóżcie mu go na głowę, gdyby było trzeba. A ja pokażę wam jak trafić z powrotem polanę z magicznymi kamieniami - zaoferowała.
Las był pogrążony w ciszy. Nie słychać było pohukiwań sowy, szurania gałęzi gdy jakieś malutkie zwierzę przebiegało blisko nich. Głos Vivianne, choć cichy i melodyjny, wybrzmiewał przez to wyjątkowo głośno i zdecydowanie.