29.03.2023, 00:09 ✶
W sobotnie popołudnie postanowił opuścić obecnie zamieszkiwaną kamienicę przy Ulicy Pokątnej i wyjść z domu na spacer zakończony w swojej ulubionej klubokawiarni na kawie i kawałku ciasta cytrynowego. Na krótko przed wyjściem przystanął przed zawieszonym w korytarzu lustrem, wsuwając dłonie do kieszeni grafitowych garniturowych spodni przytrzymywanych skórzanym brązowym paskiem. Przed nałożeniem płaszcza w szarym kolorze poprawił grafitową marynarkę i kołnierzyk czarnej koszuli. Na końcu ubrał czarne oksfordy. Standardowo upewnił się, czy zabrał ze sobą różdżkę, wypełnioną monetami sakiewkę i wieczne pióro.
Krocząc zatłoczoną aleją znalazł się w centrum uwagi swoich fanów, którym rozdał swój autograf, wymienił z nimi kilka uścisków dłoni i zamienił kilka słów, po czym ruszył w swoją stronę. Różowe ściany lokalu, do którego zmierzał, były dla niego widoczne z daleka. W końcu stanął przed drzwiami lokalu i po chwili p porzerzekroczył jego próg. Od zapachu tych słodkości mogło zakręcić się w głowie. Jego spojrzenie od razu spoczęło na tych oszklonych ladach, w których piętrzyły się te wszystkie łakocie. Dotarł do gablot i zlokalizował kawałek ciasta cytrynowego. Zamówił do niego czarną kawę.
Niosąc talerzyk z ciastem w prawej ręce i kubek z kawą w drugiej dłoni zmierzał do jednego z nielicznych wolnych stolików, kiedy jeden z klientów klubokawiarni wpadł prosto na niego. Spowodował tym prawdziwą cukierniczą katastrofę. Ciastko ozdobiło noszonego przez niego buta, zaś to cytrynowe przesunęło się niebezpiecznie blisko krawędzi talerza i pomknęło na spotkanie z podłogą. Rozlał również trochę kawy na na swoje palce i podłogę lokalu. Syknął cicho, gdy niepokorne krople gorącego napoju zetknęły się z jego skórą.
— Ale bałaganu narobiliśmy... to był ostatni kawałek ciasta cytrynowego, który udało mi dostać o tej porze. Może Pan miał więcej szczęścia ode mnie i nie kupił ostatniego ciastka zważywszy na to, że ono spadło na mojego prawego buta — Otaksował spojrzeniem tego mężczyznę, stojącego przed nim ze spuszczoną głową. Nie uszło to jego uwadze, że ten czarodziej dość po macoszemu podchodził do kwestii swojego wyglądu, chodząc w ubraniach z koślawo zapiętymi guzikami. Nie brzmiał na złego, bardziej na kogoś, kto został nie do końca mile zaskoczony i postawiony w stosunkowo niekomfortowej sytuacji.
— Mógłby Pan potrzymać moją kawę? Wyczyściłbym tego buta i zgłosiłbym zaistniałą sytuację obsłudze — Dodał rzeczowo. Może gdy zapanuje nad tą sytuacją to uda mu się uratować to wyjście. Na pewno ten czarodziej powinien mu to wynagrodzić. Na razie musi zdecydować w jaki sposób.
Krocząc zatłoczoną aleją znalazł się w centrum uwagi swoich fanów, którym rozdał swój autograf, wymienił z nimi kilka uścisków dłoni i zamienił kilka słów, po czym ruszył w swoją stronę. Różowe ściany lokalu, do którego zmierzał, były dla niego widoczne z daleka. W końcu stanął przed drzwiami lokalu i po chwili p porzerzekroczył jego próg. Od zapachu tych słodkości mogło zakręcić się w głowie. Jego spojrzenie od razu spoczęło na tych oszklonych ladach, w których piętrzyły się te wszystkie łakocie. Dotarł do gablot i zlokalizował kawałek ciasta cytrynowego. Zamówił do niego czarną kawę.
Niosąc talerzyk z ciastem w prawej ręce i kubek z kawą w drugiej dłoni zmierzał do jednego z nielicznych wolnych stolików, kiedy jeden z klientów klubokawiarni wpadł prosto na niego. Spowodował tym prawdziwą cukierniczą katastrofę. Ciastko ozdobiło noszonego przez niego buta, zaś to cytrynowe przesunęło się niebezpiecznie blisko krawędzi talerza i pomknęło na spotkanie z podłogą. Rozlał również trochę kawy na na swoje palce i podłogę lokalu. Syknął cicho, gdy niepokorne krople gorącego napoju zetknęły się z jego skórą.
— Ale bałaganu narobiliśmy... to był ostatni kawałek ciasta cytrynowego, który udało mi dostać o tej porze. Może Pan miał więcej szczęścia ode mnie i nie kupił ostatniego ciastka zważywszy na to, że ono spadło na mojego prawego buta — Otaksował spojrzeniem tego mężczyznę, stojącego przed nim ze spuszczoną głową. Nie uszło to jego uwadze, że ten czarodziej dość po macoszemu podchodził do kwestii swojego wyglądu, chodząc w ubraniach z koślawo zapiętymi guzikami. Nie brzmiał na złego, bardziej na kogoś, kto został nie do końca mile zaskoczony i postawiony w stosunkowo niekomfortowej sytuacji.
— Mógłby Pan potrzymać moją kawę? Wyczyściłbym tego buta i zgłosiłbym zaistniałą sytuację obsłudze — Dodał rzeczowo. Może gdy zapanuje nad tą sytuacją to uda mu się uratować to wyjście. Na pewno ten czarodziej powinien mu to wynagrodzić. Na razie musi zdecydować w jaki sposób.