Miała wrażenie, że faktycznie ostatnio jej imię i nazwisko są kojarzone głównie z cukiernią. Uszczęśliwiało ją to ogromnie, to by oznaczało, że ludzie faktycznie kojarzą jej słodkości - a na tym przede wszystkim jej zależało. Nora jeszcze będzie najbardziej znaną cukiernią w Londynie. Na całe szczęście raczej nikt nie przypominał jej o tej aferze z bobrem, a miała wrażenie, że to przekreśli wszystko, jakoś jednak nikt do tego nie wracał. Mimo, że na balu u Longbottomów zebrała się cała śmietanka towarzyska.
- Chyba trochę za młoda jest na Twoją matkę. - Odpowiedziała Cameronowi, nim ten się poprawił z uśmiechem na twarzy. - Tak, znamy się, znamy, teraz muszę Cię pilnować, nie wybaczyliby mi gdyby coś Ci się stało. - Nie mogła pozwolić na to, aby Camerona spotkało coś złego, jak miałaby przekazać te informacje jego rodzeństwu? No nie, musiała być odpowiedzialna za tego młodego człowieka, jak przystało na odpowiedzialną kobietę. Szkoda, że sama czasami nie do końca sobie radziła ze sobą samą... No, ale Mabel nawet udało jej się wychować, więc może nie było z nią aż tak źle, miała wrażenie, że będzie dobrze. Takie dziwne uczucie, po prostu czuła, że to wszystko będzie mieć pozytywne zakończenie, choć na początku spodziewała się najgorszego.
Cóż Figg poczuła się trochę pewniej gdy dowiedziała się, czym zajmuje się Cameron, dlatego też się tym z nim podzieliła. Gdyby coś jej się stało, chociaż ten las wyglądał raczej na spokojne miejsce, to zawsze miała wsparcie profesjonalisty.
- Aż tak ciężko było? - Skomentowała informację na temat wspinania się na pal. Kiedy spoglądała, jak robi to Erik wydawało się to być bardzo proste. Longbottom bez najmniejszego problemu wspiął się na pal, chociaż zdecydowanie wydawał się być dużo bardziej sprawny fizycznie niż Cameron. Nie, żeby chciała go obrażać, ale Lupin wydawał się być chucherkiem.
Całkiem szybko ruszyli przed siebie w stronę zjawy. Norka miała nadzieję, że duch im pomoże, nie spodziewała się, że to będzie wyglądało odwrotnie i że oni najpierw będą musieli pomóc tej biednej istocie.
Norka dostrzegła, że duch się rozpromienił, sprawiło to, że nie widziała już odwrotu z tej sytuacji. Nie lubiła zawodzić, nawet jeśli chodziło o martwych. Teraz musieli już spełnić jej prośbę i wykonać zadanie. Nie było innego wyjścia.
- Ja jestem Nora, a to Cameron. - Skoro już się im przedstawiła, to wypadało, aby oni zrobili to samo. Norka nie zwklekając ani sekundy sięgnęła po wianek, był piekny, widać było, że bardzo starannie wykonany. - Śliczny jest. - Skomentowała jeszcze.
Figg słuchała uważnie opowieści Vivianne. Brzmiało to rzeczywiście jak opowieść, która nie mogła się wydarzyć, Nora nie do końca wierzyła w miłość i trochę bajkowe to dla niej było. Może i nawet pozazdrościła zjawie, że było dane jej przeżyć takie silne uczucie, jednak wtedy dostrzegła rany na jej ciele. To musiało boleć, okropne, że spotkało ją coś takiego.
- To straszne, że spotkało Cię coś takiego. - Nic więcej nie była w stanie powiedzieć. - Pójdziemy tam i wręczymy mu wianek. - Powiedziała zdecydowanym głosem i spojrzała na Camerona, jakby szukając potwierdzenia, że zrobi to z nią. Czuła, że muszą pomóc dziewczynie, należało jej się to, może dzięki temu zazna choć trochę spokoju po tej tragicznej śmierci? No i dzięki temu uda im się wrócić do domu.
- Powinniśmy coś więcej wiedzieć o tej wiedźmie? - Zapytała jeszcze, bo chyba czas ruszyć do tej chatki, o której wspomniała.