28.03.2023, 15:03 ✶
Uśmiechnął się szeroko na jej widok, wątpliwości dotyczące tego, czy zostanie wystawiony, szybko poszły w zapomnienie. Ujrzał ją od razu, ale rozpoznał głównie dzięki jej charakterystycznym, jasnym włosom. Przejście ze szkolnego mundurka na przemyślaną sukienkę odmieniło dziewczynę. Sprawiała wrażenie dojrzalszej, piękniejszej i gdyby tylko nie ślad wątpliwości w oczach, to również pewniejszej siebie niż wcześniej. Kreacja Effie uzmysłowiła mu, jak dużo roboty dziewczyny miały z włosami, makijażem, dobraniem kolorów i kroju ubrania. Musiały się naprawdę postarać, by wszystko ze sobą współgrało, podczas gdy chłopcy upewniali się tylko, że włosy są w miarę uczesane, zęby są czyste, a w spodniach nie mają dziury na tyłku. Nie było to sprawiedliwe.
Z dumą w oczach poczekał na nią u dołu schodów.
- Wyglądasz fantastycznie, aż brak mi słów – zapewnił ją wesoło, wyraźnie szczęśliwy, że narobiła sobie trudu, by prezentować się nienagannie podczas balu. Przyjrzał się jej ponownie z zadowoleniem wypisanym na twarzy, by zaraz przypomnieć sobie o prezencie schowanym za plecami. Wyciągnął rękę przed siebie, prezentując jej czerwony kwiat.
- Chciałem dać ci różę, ale widzę, że sama zadbałaś o kwieciste ozdoby – powiedział z nieśmiałym uśmiechem, mając na myśli jej białe kwiaty wplecione zmyślnie w strój. Nie był pewien, czy powinien w takim przypadku oddać jej różę mimo wszystko, poszukać miejsca, by gdzieś ją odłożyć, czy może wsunąć ją w sobie w butonierkę, więc wystawił prezent przed siebie, czekając najpierw na jej reakcję.
- A jak ja wyglądam? Nie żałujesz, że nie przyjęłaś zaproszenia kogoś innego? - spytał się i na moment wyprostował się oraz uśmiechnął się niczym gwiazda muzyczna z magazynu, chcąc zaprezentować się jak najlepiej. Czuł, że zrobił wszystko, co mógł, by dobrze wyglądać, a dodatkowo geny matki, która była wilą, ułatwiały mu to zadanie.
Z dumą w oczach poczekał na nią u dołu schodów.
- Wyglądasz fantastycznie, aż brak mi słów – zapewnił ją wesoło, wyraźnie szczęśliwy, że narobiła sobie trudu, by prezentować się nienagannie podczas balu. Przyjrzał się jej ponownie z zadowoleniem wypisanym na twarzy, by zaraz przypomnieć sobie o prezencie schowanym za plecami. Wyciągnął rękę przed siebie, prezentując jej czerwony kwiat.
- Chciałem dać ci różę, ale widzę, że sama zadbałaś o kwieciste ozdoby – powiedział z nieśmiałym uśmiechem, mając na myśli jej białe kwiaty wplecione zmyślnie w strój. Nie był pewien, czy powinien w takim przypadku oddać jej różę mimo wszystko, poszukać miejsca, by gdzieś ją odłożyć, czy może wsunąć ją w sobie w butonierkę, więc wystawił prezent przed siebie, czekając najpierw na jej reakcję.
- A jak ja wyglądam? Nie żałujesz, że nie przyjęłaś zaproszenia kogoś innego? - spytał się i na moment wyprostował się oraz uśmiechnął się niczym gwiazda muzyczna z magazynu, chcąc zaprezentować się jak najlepiej. Czuł, że zrobił wszystko, co mógł, by dobrze wyglądać, a dodatkowo geny matki, która była wilą, ułatwiały mu to zadanie.