29.03.2023, 14:45 ✶
- Nawet ty to widzisz – zauważył Jamil, z wyraźną ulgą, że i Cathal zgadzał się z tym, że oddanie Nell w ręce zwolenników Qadira wróżyło więcej kłopotów, niż samo ugrupowanie Nundu. – Już bym naprawdę wolał dostać Avadą w plecy, niż posmakować jakiejś trucizny, która zabijałaby mnie tygodniami.
Nie żeby sam wierzył, że Bagshot byłoby na to stać. Może nawet w pewnym momencie zrobiłoby się jej go żal. Ale gdyby rzeczywiście oddał ją jakimś zbirom, uznając za przedmiot do zapłaty (którym de facto według czarnoksiężników była) raczej stałaby się jego nowym boginem. I nawet rzucenie w nią skorpionem by go nie uchroniło przed tego rodzaju gniewem. Tak przynajmniej widział to we własnej głowie i chociaż te nie mające racji bytu wizje trzymały go w ryzach przed popełnieniem jeszcze większych gaf.
Milczenie Shafiqa ani trochę mu nie pomagało. Już układał sobie najczarniejsze scenariusze, w których szef ekipy mówi mu, że nie mają dla niego miejsca, więc musi sobie radzić sam, gdy oni będą wypoczywać po kilku latach spędzonych w palącym słońcu. Czy gdyby poszedł w pierwszej kolejności do Lety, okazałaby mu więcej łaski? Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc stał tak, obserwując niezmieniający się wyraz twarzy mężczyzny, który najwyraźniej prowadził jakąś konwersację sam ze sobą. Omal nie zakrztusił się własną śliną, gdy Cal znów się odezwał.
- Jak wiele jest tych rodzin? – spytał z konsternacją wymalowaną na twarzy, bo tego akurat się nie spodziewał. Czasem słyszał jakieś uwagi na temat różnych rodów czarodziejskich, ale nie sądził, by było ich aż tyle, aby wymagało to utworzenia listy. Najwyraźniej się mylił. – Jasne, dawaj długopis, ołówek, czy co tam masz. Mogę to podpisać nawet krwią – powiedział ze zbyt wielkim entuzjazmem i pośpiechem, byle naprawdę mieć potwierdzenie, że zdoła się wydostać z Kairu, nim Nundu wydostanie go z własnego łóżka w środku nocy i porzuci gdzieś na pustyni pozbawionego głowy.
- Będę grzeczny, obiecuję, spłacę wszystkie pieniądze i żadnych kłopotów. Będę się zadawał tylko z osobami, z którymi mi pozwolisz. W ogóle będę rozmawiał tylko z tobą, Nell i Letą, jeśli zajdzie taka potrzeba – paplał dalej, gdy wyraźnie mu ulżyło. W chwili niebezpieczeństwa naprawdę mógł obiecać wiele, być może aż za wiele. Jak znał sam siebie, pewnie zapomni połowy tych przyrzeczeń, gdy tylko znajdzie się w Londynie. Teraz jednak liczyło się to, że miał szansę się stąd wydostać.
Niewiele wiedział o Anglii, jedynie to, co opowiedziała mu matka. O wojnie słyszał jedynie z gazet, które czytała mu na głos Nell. Nie lubił jednak angażować się w konflikty, które zupełnie go nie dotyczyły i liczył na to, że nie zaczną. Poznał tych ludzi dostatecznie dobrze przez ostatnie lata, by wiedzieć, że i oni raczej woleli trzymać się z daleka od głównych ognisk wszelkich sporów. Liczyła się tylko praca i utrzymywanie od niej z daleka typów spod ciemnej gwiazdy, których – niestety – Jamil czasami im sprowadzał. Bezpieczniej zatem było nie wdawać się z nimi w zatargi w Wielkiej Brytanii. Może po prostu zacznie grać w karty o czekoladę razem z Nell? I tak go ogra, więc raczej powinna się zgodzić.
- Ja mam z nimi porozmawiać, czy ty to zrobisz? – dopytał tylko, a napięcie znów w nim wzrosło, bo chociaż przekonanie Cathala było trudne, Nell i Leta mogły zawetować jego decyzję.
Nie żeby sam wierzył, że Bagshot byłoby na to stać. Może nawet w pewnym momencie zrobiłoby się jej go żal. Ale gdyby rzeczywiście oddał ją jakimś zbirom, uznając za przedmiot do zapłaty (którym de facto według czarnoksiężników była) raczej stałaby się jego nowym boginem. I nawet rzucenie w nią skorpionem by go nie uchroniło przed tego rodzaju gniewem. Tak przynajmniej widział to we własnej głowie i chociaż te nie mające racji bytu wizje trzymały go w ryzach przed popełnieniem jeszcze większych gaf.
Milczenie Shafiqa ani trochę mu nie pomagało. Już układał sobie najczarniejsze scenariusze, w których szef ekipy mówi mu, że nie mają dla niego miejsca, więc musi sobie radzić sam, gdy oni będą wypoczywać po kilku latach spędzonych w palącym słońcu. Czy gdyby poszedł w pierwszej kolejności do Lety, okazałaby mu więcej łaski? Nie wiedział, co ze sobą zrobić, więc stał tak, obserwując niezmieniający się wyraz twarzy mężczyzny, który najwyraźniej prowadził jakąś konwersację sam ze sobą. Omal nie zakrztusił się własną śliną, gdy Cal znów się odezwał.
- Jak wiele jest tych rodzin? – spytał z konsternacją wymalowaną na twarzy, bo tego akurat się nie spodziewał. Czasem słyszał jakieś uwagi na temat różnych rodów czarodziejskich, ale nie sądził, by było ich aż tyle, aby wymagało to utworzenia listy. Najwyraźniej się mylił. – Jasne, dawaj długopis, ołówek, czy co tam masz. Mogę to podpisać nawet krwią – powiedział ze zbyt wielkim entuzjazmem i pośpiechem, byle naprawdę mieć potwierdzenie, że zdoła się wydostać z Kairu, nim Nundu wydostanie go z własnego łóżka w środku nocy i porzuci gdzieś na pustyni pozbawionego głowy.
- Będę grzeczny, obiecuję, spłacę wszystkie pieniądze i żadnych kłopotów. Będę się zadawał tylko z osobami, z którymi mi pozwolisz. W ogóle będę rozmawiał tylko z tobą, Nell i Letą, jeśli zajdzie taka potrzeba – paplał dalej, gdy wyraźnie mu ulżyło. W chwili niebezpieczeństwa naprawdę mógł obiecać wiele, być może aż za wiele. Jak znał sam siebie, pewnie zapomni połowy tych przyrzeczeń, gdy tylko znajdzie się w Londynie. Teraz jednak liczyło się to, że miał szansę się stąd wydostać.
Niewiele wiedział o Anglii, jedynie to, co opowiedziała mu matka. O wojnie słyszał jedynie z gazet, które czytała mu na głos Nell. Nie lubił jednak angażować się w konflikty, które zupełnie go nie dotyczyły i liczył na to, że nie zaczną. Poznał tych ludzi dostatecznie dobrze przez ostatnie lata, by wiedzieć, że i oni raczej woleli trzymać się z daleka od głównych ognisk wszelkich sporów. Liczyła się tylko praca i utrzymywanie od niej z daleka typów spod ciemnej gwiazdy, których – niestety – Jamil czasami im sprowadzał. Bezpieczniej zatem było nie wdawać się z nimi w zatargi w Wielkiej Brytanii. Może po prostu zacznie grać w karty o czekoladę razem z Nell? I tak go ogra, więc raczej powinna się zgodzić.
- Ja mam z nimi porozmawiać, czy ty to zrobisz? – dopytał tylko, a napięcie znów w nim wzrosło, bo chociaż przekonanie Cathala było trudne, Nell i Leta mogły zawetować jego decyzję.