Kiedy zdał sobie sprawę, że Stelli popłynęło kilka łez, coś w nim pękło. Czuł jakby z każdą kolejną uronioną kroplą, ktoś wbijał mu sztylet w pierś. Jej ból i cierpenie, było dla Stanleya katorgą. Nigdy przecież nie chciał, aby musiała tak cierpieć. Gdyby mógł tylko coś zrobić to nie zawahałby się nawet przed sekundę.
- Niech będzie - zgodził się na to, aby powiedziała mu o tym kiedyś. Niby chciał z niej wydobyć tę informację za wszelką cenę... Ale odpuścił, ponieważ jej stan mimo wstępnego uspokojenia, nie należał do najstabilniejszych - Kiedyś mi o tym opowiesz... Jak będziesz gotowa - dodał. Borgin rozumiał, że z niewolnika nie ma pracownika i wyciąganie tego siłą od Avery też nie ma najmniejszego sensu.
Dlaczego to musiało akurat ich spotkać? Pewnie dlatego, że zakochali się w sobie w świecie w którym nie ma za łatwo, a prawie każdy podkłada drugiemu kłody pod nogi. Byli niczym Romeo i z Julią, z tą różnicą, że nie pochodzili z dwóch zwaśnionych rodów, lecz dwóch oddzielnych kręgów, które różniły się od siebie diametralnie.
- Bo nie godzimy się na panujące aktualnie realia? - rzucił pomysłem na stwierdzenie Stelli - Walczymy o jutro mimo wszystkich przeciwności losu? - kontynuował - Staramy się żyć według własnych zasad? - zakończył serię pytań. Nie wymagał od niej odpowiedzi. Chciał ją po prostu podnieść na duchu. Pomóc zrozumieć dlaczego tak jest, a nie inaczej.
- Oczywiście, że nie jest - odparł. - Ale przyrzekłem sobie, że będę walczyć... Że się nie poddam - za dużo już poświęcił, aby teraz odpuścić. Zaczął nawet się zmieniać na lepsze i to tylko dzięki niej, a przede wszystkim dla niej. Przestał się spóźniać czy traktować pracę jako najważniejszą rzecz jaką ma w życiu. A to było dopiero początkiem wyrzeczeń na które był w stanie się zgodzić tylko po to aby być przy Stelli.
Rok ukrywania się przed wszystkimi, był niczym w porównaniu z tym na co był gotowy Stanley. Gdyby mógł wybrać jedną z tych dwóch rzeczy, mając jako drugą opcję odsiadkę w Azkabanie. Po stokroć wybrałby ten rok bez rzucania się w oczy. To była naprawdę niska cena jak za późniejszy spokój.
- Kto by nie chciał? - zapytał. Każdy wolałby uniknąć takiej sytuacji albo móc manipulować czasem, aby tylko te złe i trudne chwile minęły - Za rok będziemy się z tego śmiać - zapewnił ją. Stanley był o tym święcie przekonany. Prawda była zresztą taka, że większość rzeczy tak się kończyła. Jednego dnia wydawało się to być niemożliwe do przeżycia, a następnego już było nic nie znaczącą przeszłością z życia.
- Grunt to się nie poddać - wypuścił ciężko powietrze - Tylko starać się i walczyć - tłumaczył dalej - A jak się potkniesz… Wstać, zacisnąć zęby i spróbować po raz kolejny… I tak, aż do skutku - zatrzymał na chwilę dłoń na jej głowie. Borgin zdał sobie sprawę, że teraz zamienili się lekko rolami. Kiedy to Stella próbowała go wcześniej pocieszać i podnieść na duchu, tak teraz robił to on. Służył dobrym słowem oraz ciepłem własnego ciała. Ale czy można mu się dziwić? W końcu grali teraz do jednej bramki.
- Nie bój się o nic. Damy radę - ponownie zaczął ją gładzić po włosach. Ta czynność działała na ich dwójkę. Uspokajała zarówno Avery jak i Borgina. Czuł, że przy niej może być po prostu sobą - Byłem, jestem i będę… Zawsze… - zapewnił - Nigdzie się nie wybieram… Kochanie… - nachylił się lekko i pocałował ją w czubek głowy. Nawet nie wiedział czemu to powiedział. Po prostu wypalił bez większego zastanowienia. Nie przejął się tym zbytnio jednak. Nie spalił żadnego buraka ani nawet się nie zająknął. Czyżby zaczął w końcu do tego dorastać?
Stanley był już teraz pewny co do tego wszystkiego. Nie miał żadnych złudzeń. W te pół roku, zdążą sobie ułożyć idealny plan oraz nastawią się na to psychicznie, a następnie ruszą do urzędu aby załatwić wszelkie formalności. O żadnej wielkiej uroczystości z tego powodu nie było mowy - z dwóch powodów. Pierwsza kwestia dotyczyła ogromu pieniędzy jaki trzeba by wyłożyć na tego typu uroczystość. Druga kwestią był fakt, że musieli się z tym ukrywać na razie. Zarówno z planami jak i ich wykonaniem. A zaślubiny w towarzystwie całej rodziny, nie należą do “tajnego” obrządku.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972