29.03.2023, 22:56 ✶
Brenna, niestety, nie mogła poinformować Sebastiana o całej sprawie kilka dni temu, bo wtedy nie miała pojęcia o czarnoksiężniku, jego ofiarach i artefakcie. Wszystko wydarzyło się wczoraj i niezbyt mogło czekać: nie wiedzieli w końcu, czy ten artefakt nie wyrządzi komuś krzywdy przy dłuższym przechowywaniu. Zapewne też wyczuwała jego niechęć, ale… jeżeli cokolwiek sobie jednak z tego robiła, to niczego po sobie nie pokazała, dalej uśmiechając się jak wcześniej.
- Bardzo bym chciała wpisać się do twojego kalendarza, ale wiesz, jak jest, Sebastian, duchy, trupy i podejrzane, czarnomagiczne przedmioty wpadają do mojego bez odpowiedniego uprzedzenia, tak kompletnie lekceważąc zasady dobrych manier i stosunków społecznych – westchnęła Brenna, a uśmiech przybladł. Nieważne, jak bardzo chciała robić dobrą minę do złej gry, to była naprawdę zła gra i do jej umysłu wciskało się wspomnienie ludzi, chwytanych przez utopce, by zginąć na dnie stawu. Poza tym, po prawdzie, nadmierna wesołość przy tak poważne sprawie byłaby przesadą nawet przy niej: etatowym pajacy Brygady Uderzeniowej. – Chyba nie masz mi ciągle na złe Little Hangleton? Sam musisz przyznać, nie jestem specjalistką od duchów, naprawdę nie mogłam wiedzieć, że to nie jest proste opętanie… - dorzuciła lekko, również przysuwając sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko, obok Patricka. Dłonie splotła na kolanach, nakrywając lewą ręką prawą.
Gdyby znała myśli Macmillana, odnośnie tych dziwnych zbiegów okoliczności… musiałaby przyznać mu rację. Czasem w ostatnich miesiącach miała wrażenie, że dosłownie potyka się o sprawy, ilekroć wyjdzie z domu. Brała od kogoś przedmiot na licytację, okazywał się przeklęty, szła do lasu i znajdowała dziewczynę zamienioną w kamień albo wędrowała Pokątną i wywlekała z alejki kogoś, kogo podtruto… Sebastian przyjął jednak drobną „łapówkę” od Stewarda, istniała więc szansa, że będzie współpracował.
- Mamy coś, co z dużym prawdopodobieństwem, może mieć związek z duchami – odparła Brenna. – Nie znam się na tym, ale dla mnie… wygląda to trochę, jakby przedmiot chwycił dusze albo został przez nie opętany?
W jej głosie zabrzmiał pytający ton, bo to było raczej pytanie, hipoteza rzucona w przestrzeń niż stwierdzenie faktu. Myśl zrodziła się w jej głowie głównie dlatego, że w czaszce widać było twarze, a znaleźli ją pośród trupów. Było jednak możliwe, że chodziło o coś zupełnie innego. Wiedza spirytystyczna Brenny nie była specjalnie wysoka.
Na razie nie wdawała się w szczegóły. Sprawa była na tyle poważna, że i tak wyjdzie na światło dzienne, ale Brenna nie planowała wychodzić nadmiernie przed szereg, zwłaszcza, że nie miała pojęcia, ile Steward chce zdradzić. Zerknęła zresztą na niego, czekając, czy zaprezentuje czaszkę, czy zdecyduje się powiedzieć coś więcej.
- Bardzo bym chciała wpisać się do twojego kalendarza, ale wiesz, jak jest, Sebastian, duchy, trupy i podejrzane, czarnomagiczne przedmioty wpadają do mojego bez odpowiedniego uprzedzenia, tak kompletnie lekceważąc zasady dobrych manier i stosunków społecznych – westchnęła Brenna, a uśmiech przybladł. Nieważne, jak bardzo chciała robić dobrą minę do złej gry, to była naprawdę zła gra i do jej umysłu wciskało się wspomnienie ludzi, chwytanych przez utopce, by zginąć na dnie stawu. Poza tym, po prawdzie, nadmierna wesołość przy tak poważne sprawie byłaby przesadą nawet przy niej: etatowym pajacy Brygady Uderzeniowej. – Chyba nie masz mi ciągle na złe Little Hangleton? Sam musisz przyznać, nie jestem specjalistką od duchów, naprawdę nie mogłam wiedzieć, że to nie jest proste opętanie… - dorzuciła lekko, również przysuwając sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko, obok Patricka. Dłonie splotła na kolanach, nakrywając lewą ręką prawą.
Gdyby znała myśli Macmillana, odnośnie tych dziwnych zbiegów okoliczności… musiałaby przyznać mu rację. Czasem w ostatnich miesiącach miała wrażenie, że dosłownie potyka się o sprawy, ilekroć wyjdzie z domu. Brała od kogoś przedmiot na licytację, okazywał się przeklęty, szła do lasu i znajdowała dziewczynę zamienioną w kamień albo wędrowała Pokątną i wywlekała z alejki kogoś, kogo podtruto… Sebastian przyjął jednak drobną „łapówkę” od Stewarda, istniała więc szansa, że będzie współpracował.
- Mamy coś, co z dużym prawdopodobieństwem, może mieć związek z duchami – odparła Brenna. – Nie znam się na tym, ale dla mnie… wygląda to trochę, jakby przedmiot chwycił dusze albo został przez nie opętany?
W jej głosie zabrzmiał pytający ton, bo to było raczej pytanie, hipoteza rzucona w przestrzeń niż stwierdzenie faktu. Myśl zrodziła się w jej głowie głównie dlatego, że w czaszce widać było twarze, a znaleźli ją pośród trupów. Było jednak możliwe, że chodziło o coś zupełnie innego. Wiedza spirytystyczna Brenny nie była specjalnie wysoka.
Na razie nie wdawała się w szczegóły. Sprawa była na tyle poważna, że i tak wyjdzie na światło dzienne, ale Brenna nie planowała wychodzić nadmiernie przed szereg, zwłaszcza, że nie miała pojęcia, ile Steward chce zdradzić. Zerknęła zresztą na niego, czekając, czy zaprezentuje czaszkę, czy zdecyduje się powiedzieć coś więcej.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.