- Tak grzecznie, że wygląda, jakby chciał połknąć mojego psa w całości i mam wrażenie, że właśnie się do tego przymierza. - Geraldine znała się na zwierzętach. Potrafiła rozpoznać ich odruchy, i "Ciapek" zdecydowanie obserwował ofiarę, którą za chwilę chciałby wciągnąć na obiad. Na pewno będzie rozczarowany, że mu się nie udało. Nie można mieć w życiu wszystkiego.
Uwagę Yaxley przykuł jednak właściciel węża. Gerry przyglądała mu się bardzo uważnie. Pojawiło się dziwne uczucie, taka niepewność, znała je bardzo dobrze, tylko, że w tym przypadku nie do końca potrafiła to zrozumieć. Zazwyczaj wystarczyło, że spojrzała na kogoś, a wiedziała, co ukrywają, potrafiła bez mniejszego problemu dopasować wynaturzenia do osób, które poznawała. W tym jednak przypadku wiedziała, że coś jest na rzeczy, czuła jednak pustkę, jakby ktoś jej odciął wszystkie informacje. Zaciekawiło ją to ogromnie. Zbliżyła się do mężczyzny, nie odrywała od niego wzroku, nie dało się nie zauważyć, że dosyć nachalnie mu się przygląda. Nie znalazła jednak odpowiedzi na pytanie, co w nim siedzi, kim jest. Nie da jej to spokoju.
- On Cię tak słucha? - Oparła sobie ręce na biodrach i spoglądała na węża. To było naprawdę ciekawe. Jeszcze nie spotkała w swoim życiu kogoś, kto potrafiłby rozkazywać wężom. Może faktycznie dało się je tak wytresować? Powinna się głębiej zainteresować tematem.
- Widzę i trochę mnie to dziwi. Ty też mnie niepokoisz. - Nawet nie mrugnęła, kiedy powiedziała te słowa. Chciała, żeby Cathal wiedział, że ona wie, chociaż tak naprawdę nic nie wiedziała. No, nie nic, tylko małą część. Wiedziała, że coś z nim jest nie tak.
- Taki krótki spacer wystarczył Twojemu zwierzaczkowi? Pewnie jest rozczarowany, że nie udało mu się zjeść obiadu. - Pierdoła nadal bowiem stał przy drzewie, cały i zdrowy. Zastanawiało ją, jak to możliwe, że mężczyzna powstrzymał węża przed zjedzeniem jej psa na obiad i namówił go na powrót do domu.