Byłaby zadowolona, gdyby wiedziała, co o niej myśli i jak ona na niego działa. Cała ta otoczka ich romansu była dla niej jedną z tych przyjemniejszych. Nigdy się przed nikim nie otwierała, dla nikogo nie była w stanie wychodzić ze swojej strefy komfortu i nie zamierzała przy nikim mięknąć. On niedostrzegalnie dla niej usypiał jej czujność, zmieniał ją, a ona nie była w stanie tego zatrzymać. Perseus Black był zbyt inny od tych wszystkich osób, które miała w swoich ramionach i to czasami wprowadzało w jej serce delikatne obawy, że może źle robi spotykając się z nim tak często, pozwalając na te wszystkie wypady do muzeów i kolacji w drogich restauracjach. Była to dla niej przyjemna rozrywka, lubiła czasem poudawać, że jest normalna, ale taka nie była. Była Śmierciożerczynią na usługach Czarnego Pana, nie miała swojej woli, była podporządkowana woli swojego ojca. Robiła, co kazał on, Robert i Czarny Pan. Nie chciała w ten świat wciągać Blacka, bo miała wrażenie, że był wolny od tego. Tak, oczyści świat z szumowin, ale nie miała zamiaru robić tego u boku Perseusa. On powinien się bawić, pić wino i zabawiać świat swoim romantyzmem.
— W takim razie nie lubię przymusowych urlopów. – pokusiła się na zdanie okraszone odrobiną żaru.
Vespera nie należała do osób uczuciowych, chowała je za fasadą chłodu, pewności siebie i rzeczowości. Romantyzm był w książkach lub na deskach teatru, małżeństwa w jej imię nie były szczęśliwe, bo w końcu otoczka zauroczenia mija i pojawia się chłodna, szara rzeczywistość, która powoduje, że tacy ludzie utykają w grząskim, smolistym związku bez wyjścia. Bała się przyjmować uczucia od innych, bo była uczona, że takowe są oznaką słabości, że ludzie kierujący się emocjami szybciej giną i nigdy nie osiągają swoich celów. Kobiety są wabione romantyzmem, tylko po to, aby zostać zmiażdżone przez silniejsze osobniki, dlatego nie zamierzała się poddawać w swoich postanowieniach i przyrzekła, że nigdy nie pozwoli sobie na miłość. Nie wzięła pod uwagę jednej istotnej rzeczy: innych ludzi, ich wpływów na otaczający ją świat, że nie kieruje swoim życiem sama, a pozwalając wchodzić do niego innym ryzykuje właśnie takimi zmianami, których nigdy nie chciała.
— Akurat mi? – zapytała uśmiechając się kącikami ust i patrząc na niego uważnie. Ciekawiła ją ta historia, a gdy złączył ich usta w pocałunku przymknęła ciemne oczy z cichym pomrukiem zadowolenia. Jego usta były tak przyjemne, tak elektryzujące, że przysunęła się do niego bardziej, kładąc niby przypadkiem swoją dłoń na jego udzie blisko pożądanej przez nią cały dzień męskości.
Gdy odsunął się od niej cicho mruknęła niezadowolona, ale patrzyła na butelkę czekając, czy jakoś skomentuje jej pytanie, ale wolała najpierw zakropić swój umysł alkoholem, więc milczała. Z uśmiechem na ustach upiła łyk wina prosto z butelki czując, że tak ten alkohol smakuje jeszcze lepiej niż w drętwych kieliszkach do wina.
— Pijąc w ten sposób składamy sobie nieśmiałe pocałunki, wiesz? – szepnęła oddając mu butelkę, a na jej ustach igrał zadziorny uśmieszek.