01.04.2023, 01:10 ✶
No i to by było na tyle w kwestii robienia dobrego wrażenia, pomyślał Patrick, obserwując jak Sebastian MacMillan cofa się i unosi ręce do wysokości ramion. Ten gest zdecydowanie wyglądał tak, jakby egzorcysta przestraszył się, że za moment zostanie aresztowany. I cóż, patrząc na to w jakiej atmosferze wpadli do środka, mógł mieć pełne prawo by tak uważać.
Szczęśliwie albo nie, Steward nic nie wiedział o osobliwych przygodach, które już zdążyły połączyć Sebastiana i Brennę. Choć może, gdyby coś tam jednak usłyszał wcześniej, trochę inaczej zaplanowałby tę wizytę. Z mniej agresywnym wejściem. Neutralniej. Teraz zaś pozostało mu unieść brwi i spoglądać to na jedno, to na drugie uważnie, starając się wyciągnąć z ich wymiany zdań tyle, ile właściwie mógł.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Całkiem możliwe, że nie zajmiemy ci zbyt wiele czasu – rzucił pocieszająco.
Nie do końca wierzył by sprawa, z którą przyszli rzeczywiście mogła zostać załatwiona w kilka minut. Oczywiście mógł się mylić, bo nie znał się specjalnie na duchach i egzorcyzmach. Tak właściwie to na czarno magicznych, kryształowych czaszkach też nieszczególnie się znał.
W czasie, gdy Brenna zabrała głos, powoli otworzył plecak i dość ostrożnie wyciągnął stamtąd owinięty materiałem przedmiot. Nie widział powodu by ukrywać przed MacMillanem z czym właściwie do niego przyszli. Może się mylił i egzorcysta od razu będzie wiedział co to takiego i co należało z tym zrobić (albo nawet zniszczyć i w jaki sposób zniszczyć, jeśli tylko pozwoliłoby to na ocalenie tego, co było w środku, o ile to rzeczywiście były dusze a nie np. wspomnienia).
Choć właściwie było coś, co Stewarda nieco zaskoczyło w siedzącym za biurkiem człowieku. Jakoś tak odruchowo założył, że ten był cichym i raczej łagodnym w obyciu mężczyzną. A tu nagle zobaczył, że miał całkiem silny charakter, w którym drzemało trochę temperamentu, sporo cierpkiego poczucia humoru i mnóstwo irytacji. Może jednak, zamiast herbaty, trzeba mu było przynieść butelkę brandy? Lub whisky?
- Obawiam się, że chyba wolałbym dawnego pracownika w Biurze Aurorów – rzucił, posyłając egzorcyście poważne spojrzenie. Och, oczywiście że wyłapał złośliwość, którą niosło ze sobą jego pytanie i w innym przypadku pewnie podchwyciłby żart, ciągnąc go nieco dalej. Ale nie w tym. Ten wiązał się z wieloma zamordowanymi bestialsko ludźmi, blokadą magii na Mglistych Mokradłach, żywymi trupami i szalonym starcem.
Steward odwinął materiał, pokazując Sebastianowi kryształową czaszkę. Była prześwitująca a w jej wnętrzu wirowały dziwaczne obłoczki, co jakiś czas przyjmujące kształty ludzkich twarzy. Od przedmiotu wionęło czarną magią. Postawił ją na biurku.
- Wiesz może co to jest? – zapytał. – Znaleźliśmy to wczoraj ukryte na dnie jeziora. Broniły tego utopce – opisał bez wdawania się w przesadne szczegóły.
Tylko najważniejsze informacje. Żadnych dodatkowych o rozczłonkowanych częściach wielu ciał lub o tym, co odkryła Brenna jako widmowidz. Chociaż, gdyby się okazało, że Sebastian potrzebował wszystkich szczegółowych informacji, gotów był mu ich udzielić (może poza personaliami widmowidza).
Szczęśliwie albo nie, Steward nic nie wiedział o osobliwych przygodach, które już zdążyły połączyć Sebastiana i Brennę. Choć może, gdyby coś tam jednak usłyszał wcześniej, trochę inaczej zaplanowałby tę wizytę. Z mniej agresywnym wejściem. Neutralniej. Teraz zaś pozostało mu unieść brwi i spoglądać to na jedno, to na drugie uważnie, starając się wyciągnąć z ich wymiany zdań tyle, ile właściwie mógł.
Uśmiechnął się pod nosem.
- Całkiem możliwe, że nie zajmiemy ci zbyt wiele czasu – rzucił pocieszająco.
Nie do końca wierzył by sprawa, z którą przyszli rzeczywiście mogła zostać załatwiona w kilka minut. Oczywiście mógł się mylić, bo nie znał się specjalnie na duchach i egzorcyzmach. Tak właściwie to na czarno magicznych, kryształowych czaszkach też nieszczególnie się znał.
W czasie, gdy Brenna zabrała głos, powoli otworzył plecak i dość ostrożnie wyciągnął stamtąd owinięty materiałem przedmiot. Nie widział powodu by ukrywać przed MacMillanem z czym właściwie do niego przyszli. Może się mylił i egzorcysta od razu będzie wiedział co to takiego i co należało z tym zrobić (albo nawet zniszczyć i w jaki sposób zniszczyć, jeśli tylko pozwoliłoby to na ocalenie tego, co było w środku, o ile to rzeczywiście były dusze a nie np. wspomnienia).
Choć właściwie było coś, co Stewarda nieco zaskoczyło w siedzącym za biurkiem człowieku. Jakoś tak odruchowo założył, że ten był cichym i raczej łagodnym w obyciu mężczyzną. A tu nagle zobaczył, że miał całkiem silny charakter, w którym drzemało trochę temperamentu, sporo cierpkiego poczucia humoru i mnóstwo irytacji. Może jednak, zamiast herbaty, trzeba mu było przynieść butelkę brandy? Lub whisky?
- Obawiam się, że chyba wolałbym dawnego pracownika w Biurze Aurorów – rzucił, posyłając egzorcyście poważne spojrzenie. Och, oczywiście że wyłapał złośliwość, którą niosło ze sobą jego pytanie i w innym przypadku pewnie podchwyciłby żart, ciągnąc go nieco dalej. Ale nie w tym. Ten wiązał się z wieloma zamordowanymi bestialsko ludźmi, blokadą magii na Mglistych Mokradłach, żywymi trupami i szalonym starcem.
Steward odwinął materiał, pokazując Sebastianowi kryształową czaszkę. Była prześwitująca a w jej wnętrzu wirowały dziwaczne obłoczki, co jakiś czas przyjmujące kształty ludzkich twarzy. Od przedmiotu wionęło czarną magią. Postawił ją na biurku.
- Wiesz może co to jest? – zapytał. – Znaleźliśmy to wczoraj ukryte na dnie jeziora. Broniły tego utopce – opisał bez wdawania się w przesadne szczegóły.
Tylko najważniejsze informacje. Żadnych dodatkowych o rozczłonkowanych częściach wielu ciał lub o tym, co odkryła Brenna jako widmowidz. Chociaż, gdyby się okazało, że Sebastian potrzebował wszystkich szczegółowych informacji, gotów był mu ich udzielić (może poza personaliami widmowidza).