W gruncie rzeczy Dolohov stanowił obiekt jej fascynacji – nie tej niezdrowej, zakrawającej o egzaltację; bardziej przyziemnej, ulotnej i ukrytej pod welonem niepewności. Bo w jego towarzystwie istotnie traciła animusz i jakkolwiek było to dotkliwe, tak spotykało się z gęstą ścianą zaciekawienia. Rodzinne więzy ich ku sobie skłoniły jeszcze mocniej, jeszcze silniej, a ona sama obserwowała go niejednokrotnie wśród tłumów – wyróżniał się w końcu wysoką, szczupakowatą sylwetką i tym charakterystycznie uniesionym podbródkiem. Był nie do pomylenia z nikim innym, a pielęgnowana we wnętrzu fascynacja niemym rozkazem pchała ją ku drzwiom jego gabinetu. Nie przychodziła tu raczej po wróżby, bardziej po rozmowę, aniżeli odczytywanie woli gwiazd.
Wyciągnęła dłoń po papierosa – ogień prędko umościł się na końcówce źródła nikotynowego, czyniąc z niego ognistą gwiazdę śmierci. Otuliwszy miękko wargami filtr, zaciągnęła się solidnie, aby po chwili jej płuca opuściły kłęby siwego dymu. Oparła łokieć na podłokietniku fotela, rozkładając się weń wygodnie, jej wzrok jednak był roziskrzony i nade wszystko skupiony w mężczyźnie. Ponowna wędrówka papierosa do ust…
…I kolejna.
– Chodzą takie plotki, Vasilij, ale musisz się wyjątkowo skupić – rzekła, pochylając się ku niemu konspiracyjnie. – Że kobiety nie wiedzą, czego chcą. Ciężko uwierzyć, ale jestem kobietą. – Parsknęła śmiechem, ponownie opadając na oparcie fotela. Uśmiech rozszerzył jej wargi w urokliwy uśmiech – ten, dla którego wielu traciło głowę.
Patrzyła na niego zaklęta, wsłuchując się w melodykę słów. Coś wewnątrz niej zaigrało, coś zechciało przyspieszyć bicie serca, na obliczu wykwitł rumieniec – bynajmniej nie z tych świadczących o speszeniu; a jednak emocje nią potrząsnęły gwałtownie.
– Zabawne, bo ja też pomyślałabym o sobie – odparła, dogaszając niedopałek papierosa w szklanej popielniczce.