01.04.2023, 20:37 ✶
Silna, niesamowicie spracowana dłoń niespodziewanie zacisnęła się na ramieniu Fernah. Był to mężczyzna o twarzy przeoranej zmarszczkami i oczach lękliwie wyglądających zza wysłużonego kaszkietu, jeden z drwali pracujących tego dnia na polanie.
— Przepraszam, że paniom przerywam, ale tam jest jeszcze jeden ranny — zwrócił się do czarownicy, kiwając głową w stronę jasnowłosego chłopaka, którego ręka zaklinowała się pod upadającym konarze. Chociaż kompani uwolnili ją spod ciężaru drewna, to wciąż potrzebował pomocy - zielona flanelowa koszula, jaką miał tego dnia na sobie, zabarwiła się na ciemny rdzawy odcień. Chłopak z pomocą swojego rówieśnika siedział na pniu i dzielnie zaciskał zęby, lecz po jego kredowobiałej twarzy widać było, że trzyma się ostatkiem sił. — Proszę, to mój wnuk... — błagalnie zwrócił się do Fernah, po czym rozpaczliwie pociągnął ją w stronę blondyna, uprzednio dając jej chwilę na oporządzenie rannego, którym właśnie się zajmowała.
Nie byli jedyną parą krewnych na polanie, o czym uzdrowicielki miały przekonać się wkrótce.
— Hamish! — donośny baryton przeciął przestrzeń, zmuszając zebranych do rozstąpienia się. Przed Amandą i rannym mężczyzną stanął czarodziej niezwykle podobny do tego z roztrzaskaną nogą. On również tego dnia pracował przy wycince drzew, tyle, że po drugiej stronie polany. Na widok krwi wypuścił gwałtownie powietrze z płuc. — Hamish, na Merlina.... — jęknął zbolały, a zaraz potem uklęknął obok Amandy. — Czy mogę jakoś pomóc? Przynieść coś? Przenieść go?
— Przepraszam, że paniom przerywam, ale tam jest jeszcze jeden ranny — zwrócił się do czarownicy, kiwając głową w stronę jasnowłosego chłopaka, którego ręka zaklinowała się pod upadającym konarze. Chociaż kompani uwolnili ją spod ciężaru drewna, to wciąż potrzebował pomocy - zielona flanelowa koszula, jaką miał tego dnia na sobie, zabarwiła się na ciemny rdzawy odcień. Chłopak z pomocą swojego rówieśnika siedział na pniu i dzielnie zaciskał zęby, lecz po jego kredowobiałej twarzy widać było, że trzyma się ostatkiem sił. — Proszę, to mój wnuk... — błagalnie zwrócił się do Fernah, po czym rozpaczliwie pociągnął ją w stronę blondyna, uprzednio dając jej chwilę na oporządzenie rannego, którym właśnie się zajmowała.
Nie byli jedyną parą krewnych na polanie, o czym uzdrowicielki miały przekonać się wkrótce.
— Hamish! — donośny baryton przeciął przestrzeń, zmuszając zebranych do rozstąpienia się. Przed Amandą i rannym mężczyzną stanął czarodziej niezwykle podobny do tego z roztrzaskaną nogą. On również tego dnia pracował przy wycince drzew, tyle, że po drugiej stronie polany. Na widok krwi wypuścił gwałtownie powietrze z płuc. — Hamish, na Merlina.... — jęknął zbolały, a zaraz potem uklęknął obok Amandy. — Czy mogę jakoś pomóc? Przynieść coś? Przenieść go?