02.04.2023, 16:06 ✶
- Mógł podać mi fałszywe imię – zapewnił pośpiesznie Joseph. Był pewien, że człowiek nazywał się Roger, ale nie planował się o to kłócić, gdy wisiał do góry nogami, we własnej klinice.
Odetchnął z ulgą, gdy opuszczono go na ziemię. Chyba zaczął mieć nadzieję, że może faktycznie uda mu się wyjść dzisiaj z tej opresji cało, a kto wie, może także uratować klinikę, w którą włożył ostatnie oszczędności? Ulga ta jednak nie potrwała długo. Gdy Alanna wróciła, a jego ciało oplotła stalowa linka, zaczął się szarpać zdezorientowany.
- Tam był tylko mój alchemik! Derek Cromwell! Zatrudniam go od pół roku! Jest brunetem! – zawołał z rozpaczą, kiedy lina zaczęła zacieśniać się coraz bardziej i bardziej, a potem do jego nosa dotarł zapach spalenizny. Jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, gdy zrozumiał, że Carrow podpaliła klinikę.
Chociaż nie chodziło tylko o utratę dorobku wyjścia…
- Tam jest pracownia alchemiczna! Tam są składniki! Wszystko zaraz wybuchnie!!! – krzyknął, mimo swojego położenia próbując choćby opaść na ziemię i zacząć pełznąć do wyjścia. Magiczny ogień tak czy siak miał strawić klinikę, ale podpalenie miejsca, gdzie składowano alchemiczne substancje, mogło sprawić, że pożar będzie szybki. Wybuchowy. Szczególnie… spektakularny.
Pani Aisnworthy załkała, starając się sięgnąć po różdżkę.
Gdzieś z tyłu coś huknęło.
Pierwsze składniki musiały zająć się ogniem…
Odetchnął z ulgą, gdy opuszczono go na ziemię. Chyba zaczął mieć nadzieję, że może faktycznie uda mu się wyjść dzisiaj z tej opresji cało, a kto wie, może także uratować klinikę, w którą włożył ostatnie oszczędności? Ulga ta jednak nie potrwała długo. Gdy Alanna wróciła, a jego ciało oplotła stalowa linka, zaczął się szarpać zdezorientowany.
- Tam był tylko mój alchemik! Derek Cromwell! Zatrudniam go od pół roku! Jest brunetem! – zawołał z rozpaczą, kiedy lina zaczęła zacieśniać się coraz bardziej i bardziej, a potem do jego nosa dotarł zapach spalenizny. Jego oczy rozszerzyły się jeszcze bardziej, gdy zrozumiał, że Carrow podpaliła klinikę.
Chociaż nie chodziło tylko o utratę dorobku wyjścia…
- Tam jest pracownia alchemiczna! Tam są składniki! Wszystko zaraz wybuchnie!!! – krzyknął, mimo swojego położenia próbując choćby opaść na ziemię i zacząć pełznąć do wyjścia. Magiczny ogień tak czy siak miał strawić klinikę, ale podpalenie miejsca, gdzie składowano alchemiczne substancje, mogło sprawić, że pożar będzie szybki. Wybuchowy. Szczególnie… spektakularny.
Pani Aisnworthy załkała, starając się sięgnąć po różdżkę.
Gdzieś z tyłu coś huknęło.
Pierwsze składniki musiały zająć się ogniem…