Rządziła nią dalece posunięta niepewność własnych walorów; jakby włosy o barwie łanów ciętego zboża, układające się w loki nie były urokliwe; jakby oczy, w których tonęła sama piana morska nie były błyszczące; jakby szpakowata, drobna sylwetka nie zawierała w sobie nieodzownej kobiecości. I nawet uśmiechy, które na jej obliczu tańczyły urokliwie, uznawała za miernej klasy wygięcie ust. Pytała więc niepewna, nieśmiała i choć była nade wszystko porywcza, licząc raptem szesnaście burzliwych wiosen nie posiadła jeszcze pewności siebie, którą na przestrzeni lat miała wypracować.
Bo przecież były dziewczęta znacznie ładniejsze; znacznie przyjemniejsze dla oka; biegłe w sztuce flirtu, trzepoczące welonem czarnych rzęs i odrzucające filuternie włosy za ramię. Ona do nich nie należała – była więc zaklęta we własnej niepewności i tym chyżej zadawała sobie pytanie, dlaczego to z nią zechciał spędzić wieczór.
Schodząc po schodach spodziewała się, jakoby miał to być urągliwy żart. Jakby miał nie czekać na nią przed masywnymi drzwiami, a jednak tam był. Jednak wzburzył kąciki ust do wzniesienia się ku górze.
– Mogę być twoją gwiazdką z nieba – westchnęła, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, jak flirciarsko i dwuznacznie zabrzmiały jej słowa.
Potrząsnęła prędko głową, postanawiając zmienić temat o jotę. Zacisnęła pewniej palce na jego odzieniu, przyklejając się odrobinę do jego sylwetki. Cierpki smak trunku rozlał się po gardle, rozgrzewając ciało i barwiące policzki pąsem na czerwono.
– Masz absolutną rację. Gdybym cię nie lubiła, zapewne bym już uciekła. W sumie byłam tego bliska, bo byłam nieomal pewna, że mnie wystawisz. Nie żebym miała o tobie złe zdanie! Nie, po prostu… – urwała, czując, iż mota się w swoich własnych słowach.
– Miałam wrażenie po prostu, że jestem dla ciebie niedostateczna? Nie wiem. Niemniej, serce mi trzepocze, bo mogę tu być z tobą – wyjaśniła miękko.
Jego dłoń była przyjemnie miękka i ciepła, gdy wiódł ją na parkiet. Muzyka akurat zwolniła swoje tempa i tonu, przeradzając się w łzawo-romantyczną balladę. Ułożyła więc dłoń na jego ramieniu, drugą wręczając jemu.