02.04.2023, 20:34 ✶
Aura Brenny była teraz dość spokojna, czerwona i żywa tak jak zwykle – znamionująca energiczność. Brenną nie targały w tej chwili szczególnie gwałtowne emocje, może ot, aura była lekko podszyta niepokojem, wywołanym całym wypadkiem, choć teraz, gdy już sytuacja została opanowana, ten niepokój rozpływał się powoli w jasnej czerwieni. I mimo niego Longbottomówna uśmiechnęła się psotnie na deklarację, że panna Trelawney nigdy dotąd nie jechała Błędnym Rycerzem.
- To niezapomniane doświadczenie – zapewniła i mrugnęła do niej łobuzersko, dodając konspiracyjnym szeptem: - A na jego kierowcę naprawdę warto popatrzeć.
Nie poddawała w wątpliwość decyzji Effimery. Kiwnęła jedynie głową, potem zaś poruszyła ręką, wykonując szeroki zamach. Nie minęła minuty, a nagle dosłownie z powietrza, tuż obok, zmaterializował się ogromny autobus i na jego schodach stanął konduktor. Autobus miał aż trzy piętra, był błękitny i bez wątpienia magiczny.
- Dwa bilety do Londynu proszę. Oraz dwie gorące czekolady – oświadczyła Brenna, posyłając mu uśmiech, a później wydobyła z kieszeni sakiewkę, by odliczyć odpowiednią kwotę. Obróciła się do Effimery i wyciągnęła rękę, gotowa pomóc jej wdrapać się po schodach do środka, jeżeli ta tylko pomoc przyjęła, i następnie usadowić się na jednym z łóżek.
- Tylko trzymaj się mocno, dziewczyno. Nasz przystojny kierowca ma bardzo… specyficzny styl prowadzenia – szepnęła jej jeszcze na ucho, po czym usiadła na sąsiednim posłaniu. Nie kładła się, bo wiedząc, z jaką prędkością porusza się Błędny Rycerz wiedziała, że podczas tej wycieczki może jeszcze nie raz z łóżka spaść – a kto wie, czy i nie przyjdzie jej łapać Effimery. Tę z kolei Brenna planowała odstawić pod same drzwi mieszkania Alastora.
- To niezapomniane doświadczenie – zapewniła i mrugnęła do niej łobuzersko, dodając konspiracyjnym szeptem: - A na jego kierowcę naprawdę warto popatrzeć.
Nie poddawała w wątpliwość decyzji Effimery. Kiwnęła jedynie głową, potem zaś poruszyła ręką, wykonując szeroki zamach. Nie minęła minuty, a nagle dosłownie z powietrza, tuż obok, zmaterializował się ogromny autobus i na jego schodach stanął konduktor. Autobus miał aż trzy piętra, był błękitny i bez wątpienia magiczny.
- Dwa bilety do Londynu proszę. Oraz dwie gorące czekolady – oświadczyła Brenna, posyłając mu uśmiech, a później wydobyła z kieszeni sakiewkę, by odliczyć odpowiednią kwotę. Obróciła się do Effimery i wyciągnęła rękę, gotowa pomóc jej wdrapać się po schodach do środka, jeżeli ta tylko pomoc przyjęła, i następnie usadowić się na jednym z łóżek.
- Tylko trzymaj się mocno, dziewczyno. Nasz przystojny kierowca ma bardzo… specyficzny styl prowadzenia – szepnęła jej jeszcze na ucho, po czym usiadła na sąsiednim posłaniu. Nie kładła się, bo wiedząc, z jaką prędkością porusza się Błędny Rycerz wiedziała, że podczas tej wycieczki może jeszcze nie raz z łóżka spaść – a kto wie, czy i nie przyjdzie jej łapać Effimery. Tę z kolei Brenna planowała odstawić pod same drzwi mieszkania Alastora.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.