02.04.2023, 23:55 ✶
Brenna nie spodziewała się, że Macmillan zareaguje na jej obecność i ich wejście… aż tak żywiołowo. Owszem, ich wzajemne współprace były trudne, bo trafili na paskudne sprawy, a ona w dodatku była energiczna i mogła jawić się jako chaos (choć w istocie była pod pewnymi względami bardzo metodyczna) spokojnemu Sebastianowi. Ale nie przewidziała, że w oczach egzorcysty stała się wręcz uosobieniem chaosu i chodzącymi kłopotami.
Brenna w milczeniu obserwowała poczynania Sebastiana. Patrząc po jego reakcji, artefakt był dokładnie czymś tak paskudnym, jak Brygadzistka się spodziewała, a egzorcysta chyba nawet zrozumiał, dlaczego zachwiali jego świętym harmonogramem i w dodatku zamknęli drzwi. Na jego pytanie zerknęła na Patricka, ot odruchowo. Nietypowo dla siebie odezwała się po chwili milczenia, a słowa wypowiadała powoli, jakby każde z nich ważyła.
Nie chciała zdradzić zbyt wiele, ale jeżeli Sebastian miał zaradzić na to, co znaleźli, uwolnić tych nieszczęśników… to potrzebował pewnie informacji.
- Pośród ciał ofiar czarnoksiężnika – przyznała. – Jak sam się chyba domyśliłeś. Gromadził je przez długi czas. Nie jesteśmy pewni liczby. Odcięliśmy go od... ich źródeł, więc przy odrobinie szczęścia kolejnych szybko nie będzie. Teraz szukamy jego, ale to…
Machnęła lewą ręką w stronę czaszki. Nie dokończyła. W tym „to” kryło się wiele różnych znaczeń. Musieli wiedzieć, czy „to” jest niebezpieczne. Czym jest. Co z tym zrobić. Czy go wzmacnia…
Brenna zacisnęła wargi, kiedy dalszy ciąg wywodu Sebastiana potwierdził jej najgorsze podejrzenia, ba, nawet przerósł oczekiwania kobiety. I nie chodziło tylko o to, że w środku uwięziono dusze. Także o to, że chociaż czarownik z jej wizji wyglądał jak kompletny szaleniec, był potężny. Och, Brenna wiedziała, że musiał być bardzo silny – w jakiś sposób stworzył anomalię odbierającą magię.
- Cóż, skoro stworzył coś takiego, najwyraźniej jest bardzo wprawnym nekromantą, jak rozumiem. Będziemy musieli się przygotować na ostre starcie – stwierdziła Brenna w końcu w pewnym zamyśleniu. Kawa spoczywała na stole, zapomniana: Brygadzistka po nią nie sięgnęła. Spojrzenie skupiała na czaszce, choć po chwili przeniosła uważny wzrok na Sebastiana. – Kluczowe dla nas są dwa pytania. Czy zdołasz ich uwolnić… i czy póki ofiary są tutaj uwięzione, ten artefakt go wzmacnia nawet, jeżeli jest w naszym posiadaniu? Aha, jeszcze jednak trzecie. Jak go przechowywać bezpiecznie?
Na to pierwsze pytanie Sebastian dość szybko odpowiedział. Najwyraźniej miał jakiś pomysł, choć nie brzmiało to jak coś prostego do zrobienia. Potem czekała dość cierpliwie, kiedy mówił sam do siebie. Wolała mu nie przerywać i pozwolić, aby w spokoju ocenił, czy to „aż tak poważne” i czy to „dużo pracy” powinno zostać wykonane. W końcu to on był tutaj specjalistą od egzorcystów, a nie ona. Jeżeli szło o Brennę, zamierzała co do joty wypełnić jego wskazówki. Mogła wykazać się cierpliwością, skoro przyszli do niego z tak poważnym przypadkiem. (Chociaż przez myśl przeszło jej, że kto wie, czy Sebastian też nie bawi się w takie rytuały i czy nie zechciałby tej czaszki jakoś wykorzystać lub się nią... zainspirować…)
Brenna w milczeniu obserwowała poczynania Sebastiana. Patrząc po jego reakcji, artefakt był dokładnie czymś tak paskudnym, jak Brygadzistka się spodziewała, a egzorcysta chyba nawet zrozumiał, dlaczego zachwiali jego świętym harmonogramem i w dodatku zamknęli drzwi. Na jego pytanie zerknęła na Patricka, ot odruchowo. Nietypowo dla siebie odezwała się po chwili milczenia, a słowa wypowiadała powoli, jakby każde z nich ważyła.
Nie chciała zdradzić zbyt wiele, ale jeżeli Sebastian miał zaradzić na to, co znaleźli, uwolnić tych nieszczęśników… to potrzebował pewnie informacji.
- Pośród ciał ofiar czarnoksiężnika – przyznała. – Jak sam się chyba domyśliłeś. Gromadził je przez długi czas. Nie jesteśmy pewni liczby. Odcięliśmy go od... ich źródeł, więc przy odrobinie szczęścia kolejnych szybko nie będzie. Teraz szukamy jego, ale to…
Machnęła lewą ręką w stronę czaszki. Nie dokończyła. W tym „to” kryło się wiele różnych znaczeń. Musieli wiedzieć, czy „to” jest niebezpieczne. Czym jest. Co z tym zrobić. Czy go wzmacnia…
Brenna zacisnęła wargi, kiedy dalszy ciąg wywodu Sebastiana potwierdził jej najgorsze podejrzenia, ba, nawet przerósł oczekiwania kobiety. I nie chodziło tylko o to, że w środku uwięziono dusze. Także o to, że chociaż czarownik z jej wizji wyglądał jak kompletny szaleniec, był potężny. Och, Brenna wiedziała, że musiał być bardzo silny – w jakiś sposób stworzył anomalię odbierającą magię.
- Cóż, skoro stworzył coś takiego, najwyraźniej jest bardzo wprawnym nekromantą, jak rozumiem. Będziemy musieli się przygotować na ostre starcie – stwierdziła Brenna w końcu w pewnym zamyśleniu. Kawa spoczywała na stole, zapomniana: Brygadzistka po nią nie sięgnęła. Spojrzenie skupiała na czaszce, choć po chwili przeniosła uważny wzrok na Sebastiana. – Kluczowe dla nas są dwa pytania. Czy zdołasz ich uwolnić… i czy póki ofiary są tutaj uwięzione, ten artefakt go wzmacnia nawet, jeżeli jest w naszym posiadaniu? Aha, jeszcze jednak trzecie. Jak go przechowywać bezpiecznie?
Na to pierwsze pytanie Sebastian dość szybko odpowiedział. Najwyraźniej miał jakiś pomysł, choć nie brzmiało to jak coś prostego do zrobienia. Potem czekała dość cierpliwie, kiedy mówił sam do siebie. Wolała mu nie przerywać i pozwolić, aby w spokoju ocenił, czy to „aż tak poważne” i czy to „dużo pracy” powinno zostać wykonane. W końcu to on był tutaj specjalistą od egzorcystów, a nie ona. Jeżeli szło o Brennę, zamierzała co do joty wypełnić jego wskazówki. Mogła wykazać się cierpliwością, skoro przyszli do niego z tak poważnym przypadkiem. (Chociaż przez myśl przeszło jej, że kto wie, czy Sebastian też nie bawi się w takie rytuały i czy nie zechciałby tej czaszki jakoś wykorzystać lub się nią... zainspirować…)
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.