03.04.2023, 00:21 ✶
Udało się. To znaczy nie do końca się udało. Dzięki szybkiej reakcji Victorii światło zgasło, ale krąg wcale nie został przerwany. A Steward jakoś tak odruchowo zakładał, że właśnie tak się stanie, że to wystarczy by przeszkodzić Voldemortowi, by uniemożliwić mu sięgnięcie po moc ognisk.
Kurwa, kurwa, kurwa mać. Auror odruchowo zasłonił rękoma twarz, gdy poczuł jak czyjeś zaklęcie odepchnęło go od ognia. Rozglądał się skołowany, nie bardzo wiedząc, skąd właściwie nadszedł atak.
Cisza. Gęsty pył. Ściany ognia.
Pułapka, która z jednej strony oddzielała ich od Voldemorta, z drugiej sprawiała, że tkwili w niej zamknięci jak zwierzęta. Patrick był pewien jednego: musieli trzymać się razem. Tylko razem mieli szansę na to, żeby przetrwać. Przetrwać i jakoś powstrzymać Voldemorta.
I może dlatego zachowanie Victorii aż tak zwróciło jego uwagę. A może wcale nie, bo Steward od zawsze obserwował, obserwując widział więcej, a przede wszystkim, chciał uratować każdego, kogo można było uratować. Zamrugał, gdy ruszyła w stronę ognia. Pierwszy krok nie był jeszcze niepokojący, ale kolejny? Kolejny już tak. I kolejny.
Patrick rzucił się ku niej, chcąc ją powstrzymać przed wkroczeniem w ogień. Nie widział fioletowego dymu, kobiety, nawet śmierciożerców. Widział Victorię, która nagle zechciała rzucić się w płomienie. Złapał ją ręką w pasie i przyciągnął do siebie mocno.
- Nigdzie nie pójdziesz – rzucił szybko, kategorycznie powstrzymując Lestrange przed samobójstwem (a przynajmniej tak to wyglądało z jego perspektywy). – Na tym świetle była jakaś klątwa. Zadziałała na Victorię! – uprzedził Mavelle.
Sam spróbował sięgnąć po różdżkę i spleść zaklęcie w taki sposób by rozproszyło klątwę, która ciążyła na umyśle Lestrange. Bez różnicy czy mu się to powiodło, czy nie, dla jej własnego bezpieczeństwa, wciąż ją przyciskał do siebie.
Kurwa, kurwa, kurwa mać. Auror odruchowo zasłonił rękoma twarz, gdy poczuł jak czyjeś zaklęcie odepchnęło go od ognia. Rozglądał się skołowany, nie bardzo wiedząc, skąd właściwie nadszedł atak.
Cisza. Gęsty pył. Ściany ognia.
Pułapka, która z jednej strony oddzielała ich od Voldemorta, z drugiej sprawiała, że tkwili w niej zamknięci jak zwierzęta. Patrick był pewien jednego: musieli trzymać się razem. Tylko razem mieli szansę na to, żeby przetrwać. Przetrwać i jakoś powstrzymać Voldemorta.
I może dlatego zachowanie Victorii aż tak zwróciło jego uwagę. A może wcale nie, bo Steward od zawsze obserwował, obserwując widział więcej, a przede wszystkim, chciał uratować każdego, kogo można było uratować. Zamrugał, gdy ruszyła w stronę ognia. Pierwszy krok nie był jeszcze niepokojący, ale kolejny? Kolejny już tak. I kolejny.
Patrick rzucił się ku niej, chcąc ją powstrzymać przed wkroczeniem w ogień. Nie widział fioletowego dymu, kobiety, nawet śmierciożerców. Widział Victorię, która nagle zechciała rzucić się w płomienie. Złapał ją ręką w pasie i przyciągnął do siebie mocno.
- Nigdzie nie pójdziesz – rzucił szybko, kategorycznie powstrzymując Lestrange przed samobójstwem (a przynajmniej tak to wyglądało z jego perspektywy). – Na tym świetle była jakaś klątwa. Zadziałała na Victorię! – uprzedził Mavelle.
Sam spróbował sięgnąć po różdżkę i spleść zaklęcie w taki sposób by rozproszyło klątwę, która ciążyła na umyśle Lestrange. Bez różnicy czy mu się to powiodło, czy nie, dla jej własnego bezpieczeństwa, wciąż ją przyciskał do siebie.
Rzut N 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana