Figg oczywiście nie miała niczego złego na myśli, kiedy zwróciła uwagę Cameronowi na ten drobny błąd. Dostrzegła rumieniec na jego twarzy, zrobiło jej się głupio, że zwróciła mu uwagę, wiadomo, że byli w stresującej sytuacji, nie chciała mu jeszcze dołożyć swoim gadaniem. Spuściła na chwilę wzrok. - Chociaż na tyle na ile znam Cecylii, to wiem, że może zachowywać się jak typowa matka, także pomyłka jest uzasadniona. - Postanowiła jeszcze skomentować.
- Nie wątpię w to wcale. Nie zmienia to jednak faktu, że masz mnie, gdyby coś się działo. - Norka nie była specjalnie dobrym wsparciem, gdyby coś im się przytrafiło, jednak na pewno walczyłaby o niego jak lwica. Szczególnie, że był rodziną jej znajomych, to tylko powodowało, że trochę się zebrała w sobie. W końcu nie mogła dopuścić, żeby stała mu się krzywda. Była nastawiona na działanie. Musieli znaleźć drogę do domu. Tego była pewna.
- Nie sądziłam, że to może być takie niebezpieczne, powinni coś zrobić z tymi palami w przyszłym roku... - Szczególnie, że jej wianek na szczyt niósł Erik i wyglądało to na naprawdę proste zadanie, ale wiadomo, mało kto był w stanie dorównać Longbottomowi w niemalże każdej dziedzinie, był on ponadprzeciętny we wszystkim, za co się zabierał.
Przejęła wianek od kobiety. Skoro Cameron również nie miał nic przeciwko, to ona założy go temu nieszczęsnemu mężczyźnie. Pójdą tam i zdejmą klątwę, uwolnią go. Była pewna, że to zrobią, nie mieli innego wyjścia, szczególnie, że bez pomocy ducha nie będą w stanie dostać się do domu. Musieliby błądzić, nie znali drogi, a tak to w ramach rekompensaty Vivianne im pomoże, była to dobra oferta.
- Madeleine. - Powtórzyła, żeby zapamiętać. Będą musieli jej unikać. Nie chciałaby zmierzyć się oko w oko z morderczynią. - Sama mu wsadzę ten wianek na głowę, żeby mieć pewność. - Powiedziała Nora do ducha.
- Dobrze, pójdziemy do tego domu, znajdziemy Twojego ukochanego, przekażemy wianek, ten plan brzmi jakby nie mógł się nie udać. - Oczywiście o ile zła wiedźma się nie pojawi, Figg miała nadzieję, że zapewnienia Vivianne są prawdziwe i Madeleine faktycznie nie będzie w chatce.
Nora nie zwlekała. - Ruszajmy. - Powiedziała jeszcze do Camerona, szkoda było czasu na to, żeby się dłużej nad tym wszystkim zastanawiać. Całkiem szybkim krokiem podążała za duchem, który prowadził ich do miejsca docelowego. - To lepiej się spieszmy, nie chciałabym na nią trafić. - Wierzyła, że Lupin ma to samo zdanie.