03.04.2023, 12:47 ✶
Effie była we wszystkim bardzo naturalna. Niektóre jej rówieśniczki może i były bardziej odpicowane i starały zachowywać się kusicielsko, ale wciąż były tylko nastolatkami udającymi dorosłe. Jego towarzyszka zaś była sobą i reagowała na wszystko tak, jak czuła. Lubiący udawać i stwarzać pozory Theodore nie potrafiłby funkcjonować bez żadnej maski, przez co jej naturalność była dla niego tym bardziej urocza. Nie mógł tego dokładnie opisać słowami, było to coś, czego brakowało w jego życiu, stąd też mu się to w niej podobało.
Dobrym przykładem tego była jej odpowiedź, po której potrząsnęła głową, jakby była z siebie niezadowolona. Chciał ją objąć i zapewnić, że nic takiego się nie stało, ale w sumie się powstrzymał.
- Mam najjaśniejszą gwiazdę z nieba tylko dla siebie. Szczęściarz ze mnie – odparł, uśmiechając się tak, jakby wypił właśnie cały kociołek felix felicis.
- Niedostateczna? Skąd takie bzdury przyszły ci do głowy? Nie wyobrażam sobie nikogo innego, z kim mógłbym spędzić ten wieczór – upewnił ją, trochę zdziwiony, że w ogóle przyszło jej to głowy. Przecież była ładną i ogarniętą dziewczyną. Z pewnością nie tylko dla niego, ale dla każdego innego młodzieńca byłaby „dostateczna”. - Gdybyś przyszła z kimś innym, to pewnie stałbym teraz gdzieś z boku, przyglądał się wam i szalał z zazdrości – dodał cichszym tonem, po czym delikatnie poprawił swój krawat, na samą myśl zrobiło mu się gorąco. Gdyby Effie go wystawiła i bawiła się z innym chłopcem, to byłby wściekły i pragnąłby być na jego miejscu.
Pociągnął ją ze sobą na parkiet, a muzyka w międzyczasie bardzo zwolniła. Preferował skoczniejsze kawałki, w szczególności na początku, by się rozgrzać. Skoro jednak dostali od losu taką, a nie inną piosenkę, to wzruszył ramionami, uśmiechając się głupkowato i przysunął do siebie dziewczynę. Objął ją w pasie, drugą dłonią zaś pochwycił jej rękę.
Zaczął prowadzić i nadawać tempo ich ruchów. Szło mu tak dobrze, że nawet nie musiał przy tym patrzeć w dół, na swoje stopy i przez cały czas mógł przyglądać się swojej towarzyszce. Tylko od czasu do czasu zrobił krok w niewłaściwy sposób. Choć lubił żywsze piosenki, to wolny taniec również miał swój urok. Czuł się tak, jakby ich ciała, znajdujące się tak blisko siebie, były jednym i na ten krótki moment stopiły się w idealnej harmonii. Tego efektu nie dało się osiągnąć przy dzikszej muzyce, gdzie każdy szalał osobno, po swojemu.
- Wiesz, przypominasz trochę wilę. Nie masz przypadkiem w sobie trochę ich krwi? - zapytał się w trakcie tańca. Przyszło mu to do głowy głównie dzięki jej bujnym blond włosom, ale zapytał się głównie po to, by sprawić jej przyjemność. Chciał, by się dobrze czuła i bawiła w jego towarzystwie.
Dobrym przykładem tego była jej odpowiedź, po której potrząsnęła głową, jakby była z siebie niezadowolona. Chciał ją objąć i zapewnić, że nic takiego się nie stało, ale w sumie się powstrzymał.
- Mam najjaśniejszą gwiazdę z nieba tylko dla siebie. Szczęściarz ze mnie – odparł, uśmiechając się tak, jakby wypił właśnie cały kociołek felix felicis.
- Niedostateczna? Skąd takie bzdury przyszły ci do głowy? Nie wyobrażam sobie nikogo innego, z kim mógłbym spędzić ten wieczór – upewnił ją, trochę zdziwiony, że w ogóle przyszło jej to głowy. Przecież była ładną i ogarniętą dziewczyną. Z pewnością nie tylko dla niego, ale dla każdego innego młodzieńca byłaby „dostateczna”. - Gdybyś przyszła z kimś innym, to pewnie stałbym teraz gdzieś z boku, przyglądał się wam i szalał z zazdrości – dodał cichszym tonem, po czym delikatnie poprawił swój krawat, na samą myśl zrobiło mu się gorąco. Gdyby Effie go wystawiła i bawiła się z innym chłopcem, to byłby wściekły i pragnąłby być na jego miejscu.
Pociągnął ją ze sobą na parkiet, a muzyka w międzyczasie bardzo zwolniła. Preferował skoczniejsze kawałki, w szczególności na początku, by się rozgrzać. Skoro jednak dostali od losu taką, a nie inną piosenkę, to wzruszył ramionami, uśmiechając się głupkowato i przysunął do siebie dziewczynę. Objął ją w pasie, drugą dłonią zaś pochwycił jej rękę.
Zaczął prowadzić i nadawać tempo ich ruchów. Szło mu tak dobrze, że nawet nie musiał przy tym patrzeć w dół, na swoje stopy i przez cały czas mógł przyglądać się swojej towarzyszce. Tylko od czasu do czasu zrobił krok w niewłaściwy sposób. Choć lubił żywsze piosenki, to wolny taniec również miał swój urok. Czuł się tak, jakby ich ciała, znajdujące się tak blisko siebie, były jednym i na ten krótki moment stopiły się w idealnej harmonii. Tego efektu nie dało się osiągnąć przy dzikszej muzyce, gdzie każdy szalał osobno, po swojemu.
- Wiesz, przypominasz trochę wilę. Nie masz przypadkiem w sobie trochę ich krwi? - zapytał się w trakcie tańca. Przyszło mu to do głowy głównie dzięki jej bujnym blond włosom, ale zapytał się głównie po to, by sprawić jej przyjemność. Chciał, by się dobrze czuła i bawiła w jego towarzystwie.