03.04.2023, 14:48 ✶
- Poważnie? – Brenna aż przystanęła na moment, kiedy Victoria wspomniała o okolicznym cmentarzu. – Cholera, to musi być bardzo nawiedzone miejsce, bo ja też musiałam tam wysłuchać historii jednego ducha! Tylko eee… teraz szukam pewnej wampirzycy… nie pytajcie.
Machnęła ręką. To śledztwo toczyło się dość wolno, i na razie Brenna dokopała się głównie do informacji o rodzinie markiza, śmierci jego trzeciego, ślubnego syna oraz siostry Rosaline. Wiadomości o Dolores Riddle nigdzie nie było – albo dziewczyna podała fałszywe dane, albo usunęła to imię z rejestrów. Chwilowo dochodzenie zostało jednak nieco zepchnięte na bok przez sprawę szaleńca z Mglistych Mokradeł.
Posłała pannie Lestrange pełne rozbawienia spojrzenie, kiedy ta wspomniała o przywoływaniu wspomnień.
- Czy ja wiem? Moje wspomnienia z tamtej nocy są trochę zamazane – parsknęła. Za to doskonale pamiętała ranek i upadek z belki pod sufitem w wieży astronomicznej. W Hogwarcie był to chyba jej największy wyczyn, chociaż miała na koncie wejście na dach pracowni zielarskiej, ze trzy bójki, mały wybuch w klasie eliksirów i wyprawy do Zakazanego Lasu (o których na szczęście jednak nikt się nie dowiedział). – Ale jeżeli masz ochotę sprawdzić, czy siedlisko jednorożców nie zmieniło przez lata miejsca, możemy to powtórzyć… może tym razem nie obudzę się pod sufitem.
Bo tym razem będą trzeźwe.
- Powodzenia, córeczko – odparła lekko, w ogóle nie urażona tym, że Heather nazwała ją mamą. Może czasem zachowywała się trochę za bardzo jak ciotka kwoka. Ale w gruncie rzeczy miała już całkiem blisko do trzydziestki, wiele osób w jej wieku powoli szykowało się do posłania dzieci do Hogwartu, więc… A jej zdaniem było to przydatne. Heather może i była świetna na miotle, ale jeżeli akurat jakiś mugol spacerował po lesie i zadrze głowę, byłoby to problematyczne.
Przezorny zawsze ubezpieczony.
Brenna zagłębiła się między drzewa – rozglądając się i co jakiś czas zadzierając głowę, by upewnić się, co do położenia panny Wood.
Machnęła ręką. To śledztwo toczyło się dość wolno, i na razie Brenna dokopała się głównie do informacji o rodzinie markiza, śmierci jego trzeciego, ślubnego syna oraz siostry Rosaline. Wiadomości o Dolores Riddle nigdzie nie było – albo dziewczyna podała fałszywe dane, albo usunęła to imię z rejestrów. Chwilowo dochodzenie zostało jednak nieco zepchnięte na bok przez sprawę szaleńca z Mglistych Mokradeł.
Posłała pannie Lestrange pełne rozbawienia spojrzenie, kiedy ta wspomniała o przywoływaniu wspomnień.
- Czy ja wiem? Moje wspomnienia z tamtej nocy są trochę zamazane – parsknęła. Za to doskonale pamiętała ranek i upadek z belki pod sufitem w wieży astronomicznej. W Hogwarcie był to chyba jej największy wyczyn, chociaż miała na koncie wejście na dach pracowni zielarskiej, ze trzy bójki, mały wybuch w klasie eliksirów i wyprawy do Zakazanego Lasu (o których na szczęście jednak nikt się nie dowiedział). – Ale jeżeli masz ochotę sprawdzić, czy siedlisko jednorożców nie zmieniło przez lata miejsca, możemy to powtórzyć… może tym razem nie obudzę się pod sufitem.
Bo tym razem będą trzeźwe.
- Powodzenia, córeczko – odparła lekko, w ogóle nie urażona tym, że Heather nazwała ją mamą. Może czasem zachowywała się trochę za bardzo jak ciotka kwoka. Ale w gruncie rzeczy miała już całkiem blisko do trzydziestki, wiele osób w jej wieku powoli szykowało się do posłania dzieci do Hogwartu, więc… A jej zdaniem było to przydatne. Heather może i była świetna na miotle, ale jeżeli akurat jakiś mugol spacerował po lesie i zadrze głowę, byłoby to problematyczne.
Przezorny zawsze ubezpieczony.
Brenna zagłębiła się między drzewa – rozglądając się i co jakiś czas zadzierając głowę, by upewnić się, co do położenia panny Wood.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.