03.04.2023, 15:29 ✶
- Miałam na myśli raczej to… że czasem widujesz bardzo paskudne rzeczy. Na to nie da się przygotować – zaznaczyła Brenna. Sama była córką Brygadzisty, a jej brat i kuzynka zaczęli pracę przed nią. Mimo to pewnych rzeczy się nie spodziewała. Zwłaszcza wybuchu konfliktu, o którym coraz częściej Brenna myślała jako o „wojnie” i wszystkim, co to za sobą przyniosła.
Nie spodziewała się w swoim życiu także wielu innych rzeczy.
Na przykład tego, że skończy ten dzień leżąc w rowie.
- Daj mi chwilę, sprawdzę tylko, czy wszystkie moje kości są całe… - parsknęła, wstając powoli. Ubranie miała zmiętoszone, pokryte trawą oraz błotem, spodnie rozdarły się na kolanie i prawdopodobnie pod spodem powstała rana. Brenna ubabrała sobie także włosy oraz policzek. Ogółem, Brygadzistka przedstawiała się niczym obraz nędzy i rozpaczy.
Ale przynajmniej wciąż była żywa, a to nie zdawało się aż takiego oczywiste.
- Chodźmy po prostu do tego Fiuu. Tam ty polecisz do siebie, a ja teleportuję się pod dom – zarządziła Brenna, chociaż słowa kobiety o „trzech razach”, gdy sięgnie po nią śmierć, teraz dźwięczały jej w uszach bardziej złowróżbnie. Prawie spodziewała się, że zaraz zza jakiegoś zakrętu wychynie czarnoksiężnik z jej wizji, który spróbuje trzasnąć ją avadą.
Jeśli tak dalej pójdzie, to potknie się na schodach prowadzących na ganek domu Longbottomów i rozbije sobie głowę.
- Do kominka lepiej nie będę wchodzić, bo jeszcze proszek Fiuu przestanie działać i okaże się, że podpalę sobie ubrania – dodała z udawaną beztroską. Bo gdy ruszyła dalej, prawą dłoń trzymała na kieszeni, w której była różdżka, szła dużo wolniej niż zwykle i rozglądała się jeszcze uważniej niż do tej pory. Jakby spodziewała się, że w dowolnej chwili z nieba może spaść na nią jakaś cegła. Wbrew jej obawą dotarły jednak pod dom, w którym znajdował się kominek, bez dalszych wypadków.
Cóż. Może trzecim faktycznie będzie potknięcie na schodach albo upadek z własnego łóżka…
Nie spodziewała się w swoim życiu także wielu innych rzeczy.
Na przykład tego, że skończy ten dzień leżąc w rowie.
- Daj mi chwilę, sprawdzę tylko, czy wszystkie moje kości są całe… - parsknęła, wstając powoli. Ubranie miała zmiętoszone, pokryte trawą oraz błotem, spodnie rozdarły się na kolanie i prawdopodobnie pod spodem powstała rana. Brenna ubabrała sobie także włosy oraz policzek. Ogółem, Brygadzistka przedstawiała się niczym obraz nędzy i rozpaczy.
Ale przynajmniej wciąż była żywa, a to nie zdawało się aż takiego oczywiste.
- Chodźmy po prostu do tego Fiuu. Tam ty polecisz do siebie, a ja teleportuję się pod dom – zarządziła Brenna, chociaż słowa kobiety o „trzech razach”, gdy sięgnie po nią śmierć, teraz dźwięczały jej w uszach bardziej złowróżbnie. Prawie spodziewała się, że zaraz zza jakiegoś zakrętu wychynie czarnoksiężnik z jej wizji, który spróbuje trzasnąć ją avadą.
Jeśli tak dalej pójdzie, to potknie się na schodach prowadzących na ganek domu Longbottomów i rozbije sobie głowę.
- Do kominka lepiej nie będę wchodzić, bo jeszcze proszek Fiuu przestanie działać i okaże się, że podpalę sobie ubrania – dodała z udawaną beztroską. Bo gdy ruszyła dalej, prawą dłoń trzymała na kieszeni, w której była różdżka, szła dużo wolniej niż zwykle i rozglądała się jeszcze uważniej niż do tej pory. Jakby spodziewała się, że w dowolnej chwili z nieba może spaść na nią jakaś cegła. Wbrew jej obawą dotarły jednak pod dom, w którym znajdował się kominek, bez dalszych wypadków.
Cóż. Może trzecim faktycznie będzie potknięcie na schodach albo upadek z własnego łóżka…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.