03.04.2023, 22:56 ✶
Patrick słuchał, utkwiwszy spojrzenie w kryształowej czaszce, choć tak naprawdę, wcale nie chciał widzieć pływających w niej dusz. Nie musiał być szczególnie błyskotliwy by uznać, że znalezione w sadzawce fragmenty ciał należały pewnie do nieszczęśników tkwiących w środku.
Spojrzał na Brennę z zainteresowaniem, uważnie obserwując jak zmieniała się jej twarz, gdy przechodziła do rzeczy. Oto właśnie przed jego oczami rozgrywała się najprawdziwsza magia. Rozgadana, dowcipkująca Longbottom poważniała i skupiała się na istocie sprawy jak sęp krążący nad dogorywającą antylopą gnu.
- Właściwie to ja mam czwarte pytanie – wtrącił powoli. – Czy twoim zdaniem, Sebastianie, takie naczynie łatwo jest wykonać? Coś, co mogłoby pomieścić w sobie ludzkie dusze? Dużo ludzkich dusz? – zaczął, z każdym kolejnym słowem rozjaśniając, w którą właściwie stronę toczyły się jego myśli. – To kwestia czasu aż ten szalony starzec zrozumie, że ukradliśmy jego wypielęgnowaną czaszkę pełną uwięzionych w środku nieszczęśników. Zastanawiam się, po prostu, czy nie postanowi szybciutko zrobić nowej i zacząć procederu od początku.
Bo jeśli stworzenie samego naczynia nie było wielce problematyczne to powinni jak najszybciej ruszyć dupska w troki i ganiać po Little Hangleton w poszukiwaniu tego skurwysyna. Steward nie był pewien kim były ofiary czarnoksiężnika, ale zakładał, że mogli być zwykłymi mugolami a jeśli już czarnoksiężnik zdołał zamordować kilku (może nawet kilkunastu) mugoli, pewnie nie będzie miał problemu z dorwaniem kolejnych. Pewnie dlatego, że zdołał już opracować metodę, dzięki której zwabiał ich gdzieś i niepostrzeżenie dla reszty świata zabijał.
Steward sięgnął po jeden z wolnych jeszcze, przyniesionych przez siebie kubków z kawą. Upił trochę płynu, zastanawiając się, co powinni najpierw zrobić. Z jego perspektywy najrozsądniej byłoby najpierw dorwać wariata, potem zmusić Sebastiana do współpracy i odesłania nieszczęśników w czaszce na drugą stronę. Chyba, że jednak starzec mógł, jak sugerowała Brenna, aktywnie czerpać moc z czaszki, nawet wtedy, gdy ta nie była w zasięgu jego rąk. Wtedy ich kolejność działań winna być odwrotna. Ale wtedy również z miejsca zaalarmują czarnoksiężnika, może nawet już go w jakiś sposób zaalarmowali wyciągając ją z sadzawki.
- Czego potrzebowałbyś do ich odesłania? Gdybyśmy jednak nie mogli czekać do sabatu? – zapytał, bawiąc się nakrętką od napoju. Tak. Wiedział, że McMillan był zarzucony pracą, ale oni też byli. A były rzeczy ważne i ważniejsze, i najwyżej później będzie mu próbował wynagrodzić zajęcie się ich problemem. Jeszcze nie wiedział jak, ale… ale teraz to nie miało wielkiego znaczenia. Pytanie pewnie miało zabrzmieć nonszalancko, ale raczej całą trójką wiedzieli, że nie było wcale nonszalanckie. Chodziło w nim tylko o to, by wiedzieli w co go zaopatrzyć i kogo sprowadzić. – I ostatnie. Jak powinniśmy tą czaszkę przechowywać?
Spojrzał na Brennę z zainteresowaniem, uważnie obserwując jak zmieniała się jej twarz, gdy przechodziła do rzeczy. Oto właśnie przed jego oczami rozgrywała się najprawdziwsza magia. Rozgadana, dowcipkująca Longbottom poważniała i skupiała się na istocie sprawy jak sęp krążący nad dogorywającą antylopą gnu.
- Właściwie to ja mam czwarte pytanie – wtrącił powoli. – Czy twoim zdaniem, Sebastianie, takie naczynie łatwo jest wykonać? Coś, co mogłoby pomieścić w sobie ludzkie dusze? Dużo ludzkich dusz? – zaczął, z każdym kolejnym słowem rozjaśniając, w którą właściwie stronę toczyły się jego myśli. – To kwestia czasu aż ten szalony starzec zrozumie, że ukradliśmy jego wypielęgnowaną czaszkę pełną uwięzionych w środku nieszczęśników. Zastanawiam się, po prostu, czy nie postanowi szybciutko zrobić nowej i zacząć procederu od początku.
Bo jeśli stworzenie samego naczynia nie było wielce problematyczne to powinni jak najszybciej ruszyć dupska w troki i ganiać po Little Hangleton w poszukiwaniu tego skurwysyna. Steward nie był pewien kim były ofiary czarnoksiężnika, ale zakładał, że mogli być zwykłymi mugolami a jeśli już czarnoksiężnik zdołał zamordować kilku (może nawet kilkunastu) mugoli, pewnie nie będzie miał problemu z dorwaniem kolejnych. Pewnie dlatego, że zdołał już opracować metodę, dzięki której zwabiał ich gdzieś i niepostrzeżenie dla reszty świata zabijał.
Steward sięgnął po jeden z wolnych jeszcze, przyniesionych przez siebie kubków z kawą. Upił trochę płynu, zastanawiając się, co powinni najpierw zrobić. Z jego perspektywy najrozsądniej byłoby najpierw dorwać wariata, potem zmusić Sebastiana do współpracy i odesłania nieszczęśników w czaszce na drugą stronę. Chyba, że jednak starzec mógł, jak sugerowała Brenna, aktywnie czerpać moc z czaszki, nawet wtedy, gdy ta nie była w zasięgu jego rąk. Wtedy ich kolejność działań winna być odwrotna. Ale wtedy również z miejsca zaalarmują czarnoksiężnika, może nawet już go w jakiś sposób zaalarmowali wyciągając ją z sadzawki.
- Czego potrzebowałbyś do ich odesłania? Gdybyśmy jednak nie mogli czekać do sabatu? – zapytał, bawiąc się nakrętką od napoju. Tak. Wiedział, że McMillan był zarzucony pracą, ale oni też byli. A były rzeczy ważne i ważniejsze, i najwyżej później będzie mu próbował wynagrodzić zajęcie się ich problemem. Jeszcze nie wiedział jak, ale… ale teraz to nie miało wielkiego znaczenia. Pytanie pewnie miało zabrzmieć nonszalancko, ale raczej całą trójką wiedzieli, że nie było wcale nonszalanckie. Chodziło w nim tylko o to, by wiedzieli w co go zaopatrzyć i kogo sprowadzić. – I ostatnie. Jak powinniśmy tą czaszkę przechowywać?