04.04.2023, 01:12 ✶
Czarownica posłała Martinowi delikatny, niezbyt szeroki uśmiech.
- Nie jest trudny – powiedziała. – Zatańcz ze mną przy ognisku. Powtarzaj moje ruchy. Ja będę szeptać inkantację, która dzięki wsparciu bogini powinna oczyścić umysł mojego męża. Jeśli to nie zadziała, trudno, będę wiedziała przynajmniej, że zrobiłam wszystko, co tylko mogłam – wyjaśniła, odwracając od Croucha wzrok.
Dalej było dość prosto. Ognisko, które musiała wcześniej rozpalić, nie był zbyt duże. Kobieta stanęła naprzeciwko Martina – odgradzały ich od siebie wznoszące się do nieba płomienie. Ruchy, które zaczęła wykonywać nie należały do skomplikowanych. Krok w lewo, dwa w prawo, obrót i znowu: krok w lewo, dwa w prawo i obrót. Dwa razy dookoła ogniska, jak dwoje jest ludzi, który łączy jedna miłość. Ona szeptała przy tym słowa inkantacji, on musiał tylko tańczyć razem z nią.
Tymczasem Mackenzie oddalała się od ogniska. Ścieżka, po której szła była zwykła, polna, trochę już wydeptana. Im bardziej się oddalała, tym bardziej pogrążała się w ciszy. Dźwięki kąpieliska umilkły. Umilkł również trzask ognia i jeśli obejrzała się za siebie, widziała tylko poruszające się przy ognisku, coraz mniejsze sylwetki.
Ale także im bardziej się oddalała od Martina i czarownicy, tym lepiej widziała, że zbliżała się do jakiejś stojącej na uboczu kamiennej chaty. Widziała w jej oknach światło. Domostwo wyglądało na zadbane. Miało wypielęgnowany ogródek i było otoczone drewnianym płotem.
Tymczasem czarownica i Martin zakończyli rytuał. Kiedy to zrobili, Mackenzie nie było już widać zupełnie. Kobieta wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Chodź ze mną do mojego domu – powiedziała do Croucha. – Tak. Magia nie działa prawidłowo, ale możesz spróbować z siecią Fiuu lub z posłaniem sowy, by przysłano kogoś po ciebie. A jeśli nie będziesz chciał posłać sowy lub skorzystać z sieci Fiuu, poczekamy do rana. Rankiem przeprowadzę cię bezpiecznie przez las – zaproponowała.
A potem poprowadziła go dokładnie tą samą ścieżką, którą szła wcześniej Mackenzie. Ku dokładnie temu samemu domowi, bo to był dom, w którym mieszkała wraz ze swoim mężem.
- Nie jest trudny – powiedziała. – Zatańcz ze mną przy ognisku. Powtarzaj moje ruchy. Ja będę szeptać inkantację, która dzięki wsparciu bogini powinna oczyścić umysł mojego męża. Jeśli to nie zadziała, trudno, będę wiedziała przynajmniej, że zrobiłam wszystko, co tylko mogłam – wyjaśniła, odwracając od Croucha wzrok.
Dalej było dość prosto. Ognisko, które musiała wcześniej rozpalić, nie był zbyt duże. Kobieta stanęła naprzeciwko Martina – odgradzały ich od siebie wznoszące się do nieba płomienie. Ruchy, które zaczęła wykonywać nie należały do skomplikowanych. Krok w lewo, dwa w prawo, obrót i znowu: krok w lewo, dwa w prawo i obrót. Dwa razy dookoła ogniska, jak dwoje jest ludzi, który łączy jedna miłość. Ona szeptała przy tym słowa inkantacji, on musiał tylko tańczyć razem z nią.
Tymczasem Mackenzie oddalała się od ogniska. Ścieżka, po której szła była zwykła, polna, trochę już wydeptana. Im bardziej się oddalała, tym bardziej pogrążała się w ciszy. Dźwięki kąpieliska umilkły. Umilkł również trzask ognia i jeśli obejrzała się za siebie, widziała tylko poruszające się przy ognisku, coraz mniejsze sylwetki.
Ale także im bardziej się oddalała od Martina i czarownicy, tym lepiej widziała, że zbliżała się do jakiejś stojącej na uboczu kamiennej chaty. Widziała w jej oknach światło. Domostwo wyglądało na zadbane. Miało wypielęgnowany ogródek i było otoczone drewnianym płotem.
Tymczasem czarownica i Martin zakończyli rytuał. Kiedy to zrobili, Mackenzie nie było już widać zupełnie. Kobieta wyglądała na całkiem zadowoloną.
- Chodź ze mną do mojego domu – powiedziała do Croucha. – Tak. Magia nie działa prawidłowo, ale możesz spróbować z siecią Fiuu lub z posłaniem sowy, by przysłano kogoś po ciebie. A jeśli nie będziesz chciał posłać sowy lub skorzystać z sieci Fiuu, poczekamy do rana. Rankiem przeprowadzę cię bezpiecznie przez las – zaproponowała.
A potem poprowadziła go dokładnie tą samą ścieżką, którą szła wcześniej Mackenzie. Ku dokładnie temu samemu domowi, bo to był dom, w którym mieszkała wraz ze swoim mężem.