- Nawet nie mów takich rzeczy, ja mam nadzieję, że reszta Doliny jest bezpieczna. - W końcu Mabel została u Longbottomów, Brenna mówiła, że to świetny pomysł. Na pewno nie było lepszego miejsca, w końcu większość jego mieszkańców to byli brygadziści. Nawet jeśli coś by się wydarzyło, to tam, jak nigdzie indziej miałby kto jej pomóc. Tak przynajmniej sobie to tłumaczyła Norka, chociaż wolałaby, żeby jednak nie trzeba było tego sprawdzać.
Figg właściwie nie do końca zarejestrowała, co się wydarzyło. Akurat zaczęła odchodzić, nie była skupiona na polanie, wiatr mocniej powiał i już jej nie było. Ciekawe, czy ktoś w ogóle zauważy jej zniknięcie. Tak naprawdę, to poza Salemem pewnie nikt by nie zauważył, że nie wróciła na noc na Pokątną. Miała nadzieję, że kotu nic nie jest. Wiedziała jednak, że Brenna zostawiła świstoklik pod jej stoiskiem, a kot nie ruszał się stamtąd - powinien sobie poradzić. Przynajmniej tak się jej wydawało, zresztą kto, jak kto, ale Salem zdecydowanie potrafił o siebie zadbać.
Poczuła, że Cameron ją obserwuje, znaczy przygląda jej się przed nosem. Miała coś we włosach? Wcale by to jej nie zdziwiło po tej podróży, która nie należała do najbardziej przyjemnych. Nie zapytała jednak o to na głos, odruchowo jej palce zawędrowały w stronę włosów, może to jakiś liść?
- Tak, mówiłam. - Więc dopiero to zarejestrował. Nie skomentowała jego dosyć apatycznego sposobu myślenia, nie śmiałaby. - Nicholas to mój brat. - Powiedziała spokojnie, świat to jednak był mały, coraz mniej ją zaskakiwało. - Mam nadzieję, że nie nadepnął Ci na odcisk? - Wiedziała, że brat jest trochę bardziej charakterny od niej i w przeciwieństwie do panny Figg zdarzało mu się nawet z kimś pokłócić, czy wdać w bójkę. Patrząc jednak na Camerona sądziła, że nie był jedną z tych osób, Nico miał chyba sumienie i nie atakował słabszych.
Szli przed siebie z Lupinem, duch wyznaczał im drogę. Jeszcze chwila i dotrą na miejsce. Norka zastanawiała się, co wtedy zrobią. W końcu nie codziennie spotykało się duchy zabite przez wiedźmy. Trochę się obawiała, że coś pójdzie nie tak, a ona przecież miała dla kogo żyć. No, ale obiecała - zawsze dotrzymywała słowa. - Niestety, nic nie słyszałam. - W Dolinie bywała, od czasu do czasu. Zapewne gdyby tutaj mieszkała, to byłoby inaczej.
Miała wrażenie, że kręcą się w kółko. Krajobraz wydawał się jej być ciągle ten sam. Ich spacerowi towarzyszyła przerażająca cisza, Figg nie miała pojęcia, czym jest spowodowana. Wydawało jej się, że nocą las powinien żyć, może się myliła? Drzewa zaczęły się przerzedzać, a na skraju lasu pojawił się niewielki domek. Ktoś był w środku - świadczyło o tym zapalone światło. - Jesteśmy. - Rzuciła w eter. Trochę ją to przerażało, bo teraz musieli wejść do środka.
- Poczekaj tu na nas Vivianne, jak tylko wyjdziemy, to poinformujemy Cię o wszystkim. - O ile w ogóle wyjdziemy. W końcu spotkanie z morderczynią, o ile do takiego dojdzie mogłoby się zakończyć różnie. - Chodźmy Cameron, szkoda czasu. - Powiedziała do chłopaka, który był w tym wszystkim z nią. Nora mocno trzymała w dłoni wianek, który miała przekazać mężczyźnie i ruszyła w stronę domku. Chciała wejść do środka, żeby zobaczyć, czy faktycznie zastanie tam mężczyznę.