04.04.2023, 13:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2023, 13:01 przez Bard Beedle.)
Heather dzielił kawałek od lady – gdyby ta było blisko, kobieta miałaby szansę dosięgnąć lub dostrzec różdżkę. Mogła jednak tę pchnąć lub rzucić w kierunku sprzedawczyni, bo to prawdopodobnie ona próbowała schronić się pod meblem. Panna Sprout – a może tylko ktoś, kogo Sproutowie zatrudniali – miała szczęście o tyle, że człowiek przeprowadzający atak prawdopodobnie nie był śmierciożercą. Raczej kandydatem na takiego. Zapewne ktoś noszący Mroczny Znak na ramieniu, pozbyłby się jej szybciej, a potem albo wyszedł, albo podpalił sklep, zamiast niszczyć półki i towary.
Nie dałby się także tak głupio zaskoczyć.
Zaklęcie dziewczyny zadziałało zgodnie z jej planami, sprawiło, że faktycznie nie zdążył zaatakować sprzedawczyni, został odepchnięty od lady i uderzył o regał, ustawiony pod ścianą. Rozległ się trzask, kiedy półki zaczęły spadać, a razem z nimi także eliksiry. Większość w nietłuczących się fiolkach ocalała i tylko porozsypywała po podłodze, jeden jednak pękł i jakaś zrąca substancja wylała się i zaczęła syczeć na posadce, tuż koło stopy mężczyzny. Naśladowca nie był jednak kompletnym idiotą, a nawet jeżeli – nie oznaczało to, że kompletnie nie potrafi walczyć. W stronę Heather poleciało jedno zaklęcie, czerwony promień ogłuszacza, którego jednak mogła próbować uniknąć albo odbić. Drugie, rzucone niemal natychmiast po pierwszym, było wycelowane nad jej głowę, w ścianę: spowodowało niewielki wybuch i sprawiło, że tynk zaczął sypać się na rude włosy Heather, a pył, jaki uniósł się w pomieszczeniu, utrudniał oddychanie.
W tym czasie kobieta spod lady korzystając z tego, że czary przestały lecieć w jej stronę, wyczołgała się spod niej. Nie próbowała uciekać ku drzwiom, być może wiedząc, że stanie się za łatwym celem – znikła Heather na moment z oczu, chowając się za biurkiem. Rozległ się kolejny trzask, coś się tam zwaliło, ale po chwili znad mebla wychynęła szopa ciemnych włosów, okalająca pulchną, dość młodą buzię.
- A masz ty draniu! – zawyła, rzucając w niego odkorkowanymi fiolkami, które najwyraźniej ściągnęła z jakichś półek, kiedy on atakował Heather. Jedna chybiła celu, druga jednak zalała jego nogę jakąś substancją. Sądząc po tym, że zaczął wrzeszczeć, prawdopodobnie żrącą.
Nie dałby się także tak głupio zaskoczyć.
Zaklęcie dziewczyny zadziałało zgodnie z jej planami, sprawiło, że faktycznie nie zdążył zaatakować sprzedawczyni, został odepchnięty od lady i uderzył o regał, ustawiony pod ścianą. Rozległ się trzask, kiedy półki zaczęły spadać, a razem z nimi także eliksiry. Większość w nietłuczących się fiolkach ocalała i tylko porozsypywała po podłodze, jeden jednak pękł i jakaś zrąca substancja wylała się i zaczęła syczeć na posadce, tuż koło stopy mężczyzny. Naśladowca nie był jednak kompletnym idiotą, a nawet jeżeli – nie oznaczało to, że kompletnie nie potrafi walczyć. W stronę Heather poleciało jedno zaklęcie, czerwony promień ogłuszacza, którego jednak mogła próbować uniknąć albo odbić. Drugie, rzucone niemal natychmiast po pierwszym, było wycelowane nad jej głowę, w ścianę: spowodowało niewielki wybuch i sprawiło, że tynk zaczął sypać się na rude włosy Heather, a pył, jaki uniósł się w pomieszczeniu, utrudniał oddychanie.
W tym czasie kobieta spod lady korzystając z tego, że czary przestały lecieć w jej stronę, wyczołgała się spod niej. Nie próbowała uciekać ku drzwiom, być może wiedząc, że stanie się za łatwym celem – znikła Heather na moment z oczu, chowając się za biurkiem. Rozległ się kolejny trzask, coś się tam zwaliło, ale po chwili znad mebla wychynęła szopa ciemnych włosów, okalająca pulchną, dość młodą buzię.
- A masz ty draniu! – zawyła, rzucając w niego odkorkowanymi fiolkami, które najwyraźniej ściągnęła z jakichś półek, kiedy on atakował Heather. Jedna chybiła celu, druga jednak zalała jego nogę jakąś substancją. Sądząc po tym, że zaczął wrzeszczeć, prawdopodobnie żrącą.