04.04.2023, 23:06 ✶
Im dłużej przebywa w towarzystwie swej dalekiej krewniaczki, tym wolniej bije jego serce; kiedy dochodzą do ostatniej zagrody puls Ariela zaczyna przypominać ten należący do zdrowego człowieka, który nie znajduje się niebezpiecznie blisko tachykardii. Nawet przestaje się jąkać, a promienny uśmiech rozkwita się na jego twarzy. Niewątpliwie ma na to wpływ fakt, że właśnie znikają z pola widzenia mieszkańców Doliny.
— D-dobrze. A ty? Czy jesteś zmęczona? — idą ramię w ramię, niosąc bagaże, które wcale nie są tak ciężkie. Och, czyżby tak niewiele zabrała ze sobą Ula? Cóż, gdyby jego samemu nakazano spakować cały swój dobytek, nie wypełniłby nawet połowy walizki kuzynki. Jak to właściwie się stało, że Lovegoodów wywiało aż tak daleko, do środkowej Europy? Zapyta ją o to kiedyś, ale nie teraz - najpierw chce pokazać jej pokoik na poddaszu, który przygotował specjalnie dla niej i poczęstować zupą, którą dla niej ugotował. Chce, aby poznała Bonifacego, starego kocura leniwie wygrzewającego się na piecu, a także Gretę i Marię, dwie młode kózki, które przyszły na świat zeszłego lata. Pragnie przedstawić ją Ernestowi, wiecznie nastroszonemu królowi obejścia i jego towarzyszkom - Genowefie, Stefanii, Józefinie, Stanisławie i małym złocistym kuleczkom, które wykluły się w zeszłym tygodniu i nie otrzymały jeszcze imion. I jaskółki pod sklepieniem stodoły, i jeża w szopie. Chce pokazać jej swojej obrazy i suszące się zioła pod sufitem, ale najpierw muszą dojść do chatki położonej na uboczu Doliny Godryka.
Wspinają się więc pod górkę; deszcz nie przestaje siąpić, choć zza chmur wyjrzała słoneczna tarcza. Gdy docierają na szczyt zatrzymuje się i odwraca.
— Piękna — mówi o tęczy, rozciągającej swą wstęgę nad miasteczkiem. Stoi tak przez chwilę napawając się widokiem, choć zna go na pamięć. Wie jednak, że Ula widzi to miejsce po raz pierwszy, więc pozwala jej wyryć w pamięci każde domostwo, każdy dach skrzący się teraz w złocistych promieniach.
— D-dobrze. A ty? Czy jesteś zmęczona? — idą ramię w ramię, niosąc bagaże, które wcale nie są tak ciężkie. Och, czyżby tak niewiele zabrała ze sobą Ula? Cóż, gdyby jego samemu nakazano spakować cały swój dobytek, nie wypełniłby nawet połowy walizki kuzynki. Jak to właściwie się stało, że Lovegoodów wywiało aż tak daleko, do środkowej Europy? Zapyta ją o to kiedyś, ale nie teraz - najpierw chce pokazać jej pokoik na poddaszu, który przygotował specjalnie dla niej i poczęstować zupą, którą dla niej ugotował. Chce, aby poznała Bonifacego, starego kocura leniwie wygrzewającego się na piecu, a także Gretę i Marię, dwie młode kózki, które przyszły na świat zeszłego lata. Pragnie przedstawić ją Ernestowi, wiecznie nastroszonemu królowi obejścia i jego towarzyszkom - Genowefie, Stefanii, Józefinie, Stanisławie i małym złocistym kuleczkom, które wykluły się w zeszłym tygodniu i nie otrzymały jeszcze imion. I jaskółki pod sklepieniem stodoły, i jeża w szopie. Chce pokazać jej swojej obrazy i suszące się zioła pod sufitem, ale najpierw muszą dojść do chatki położonej na uboczu Doliny Godryka.
Wspinają się więc pod górkę; deszcz nie przestaje siąpić, choć zza chmur wyjrzała słoneczna tarcza. Gdy docierają na szczyt zatrzymuje się i odwraca.
— Piękna — mówi o tęczy, rozciągającej swą wstęgę nad miasteczkiem. Stoi tak przez chwilę napawając się widokiem, choć zna go na pamięć. Wie jednak, że Ula widzi to miejsce po raz pierwszy, więc pozwala jej wyryć w pamięci każde domostwo, każdy dach skrzący się teraz w złocistych promieniach.