05.04.2023, 10:27 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2023, 10:39 przez Brenna Longbottom.)
Brenna naprawdę nie miała pojęcia, o co chodzi Sebastianowi. Żyli przecież w trudnych czasach. A ona zajmowała się na przykład włamaniem do Ollivanderów. Bardzo przyziemna, zwykła sprawa, w której (prawdopodobnie, do tej pory nie znalazła ku temu żadnych przesłanek) nie maczał palców żaden czarnoksiężnik. Owszem, trafiały się też mroczne czaszki, złe wampirzyce albo dobre wampiry, które zgłaszały swoją śmierć, ale była pewna, że każdy w Departamencie miewał takie przygody.
Poza tym sprawę wampirzycy znalazł Patrick. I to jego oraz Mavelle przedziwnym zrządzeniem losu wyrzuciło na Mokradłach, więc ona zasadniczo tylko dowiadując się, że było ich dwoje, zaciągnęła ich tam znowu, ale to oni potknęli się o tę sprawę!
Zastukała palcami lewej dłoni w blat i przygryzła wargę, kiedy wysłuchała wszystkiego, co powiedział Sebastian. Nietypowo dla siebie milcząca i zamyślona, bo przetwarzała uzyskane informacje i próbowała zdecydować, co dalej. Miejsce do przechowywania nie stanowiło większego problemu. W Ministerstwie były odpowiednie sale i odpowiedni specjaliści.
- Nie stworzy tego w jeden dzień. Wszystko zajęło wiele czasu – rzuciła w roztargnieniu do Patricka. Czarnoksiężnik nie napełnił jej od razu. Ściągał kolejne ofiary i duchy powoli. Lycronis i Cynthia zajmowały się zresztą ciałami i Brenna miała zamiar jeszcze dziś zejść do nich, jeśli nie dostarczą raportu, aby dowiedzieć się, jak to wszystko przebiegało.
Czekać na Samhain? Ryzykować teraz, by osłabić czarnoksiężnika? Chciała, aby dusze uzyskały wolność, owszem, chętnie osłabiłaby też tego starca… Nie mogli jednak zwlekać z poszukiwaniami aż Sebastianowi się. Każdy dzień zwłoki był ryzykiem, że czarnoksiężnik zorientuje się, że anomalia na Mokradłach została zlikwidowana i zacznie zabijać kolejne osoby. Nie wspominając o tym, że jeśli to miało być ryzykowne…
- Jeśli potrzebujesz kogoś, kto potrafi wywoływać duchy, to kogoś takiego ci załatwię – poinformowała Brenna, bo choć wiedziała, że specjaliści w tej dziedzinie nie są łatwi do znalezienia, to nawet gdyby miała taką osobę wykopać z podziemi przy użyciu rąk w dodatku, Brenna była gotowa to zrobić. Jeżeli Macmillan chciał wywoływacza duchów, to go dostanie. – Ale ty musisz ocenić ryzyko. Jeżeli próba odesłania ich teraz miałaby być niebezpieczna dla ciebie i wywoływacza albo sprawić, że dusze… nie trafią tam, gdzie powinny, myślę, że lepiej, abyśmy poczekali do Samhain. Wiem, że oni cierpią, ale nie pomożemy im, jeśli do nich dołączysz. Poza tym zakładam, że tego rytuału nie uda ci się odprawić jeszcze dzisiaj, a poszukiwania czarnoksiężnika już i tak trwają, i nie możemy ich przerwać. Nawet jeśli czaszka go wzmacnia. Z tej perspektywy więc zwłoka nie ma aż tak dużego znaczenia
Za żadne skarby nie chciała skończyć jako winna śmierci ministerialnego egzorcysty albo jakiegoś przypadkowego konsultanta. Z dwojga złego wolała już pojedynkować się z czarnoksiężnikiem wzmocnionym dodatkową mocą. Na szczęście, Little Hangleton leżało spory kawałek stąd, więc jeżeli odpowiednio zabezpieczą czaszkę, istniała wedle słów spora szansa, że ten nie zdoła skorzystać z jej zasobów.
Może czasem nie miewała instynktu samozachowawczego w swoim przypadku, ale już cudzym życiem ryzykowała niechętnie i gdy naprawdę nie było wyjścia.
Poza tym sprawę wampirzycy znalazł Patrick. I to jego oraz Mavelle przedziwnym zrządzeniem losu wyrzuciło na Mokradłach, więc ona zasadniczo tylko dowiadując się, że było ich dwoje, zaciągnęła ich tam znowu, ale to oni potknęli się o tę sprawę!
Zastukała palcami lewej dłoni w blat i przygryzła wargę, kiedy wysłuchała wszystkiego, co powiedział Sebastian. Nietypowo dla siebie milcząca i zamyślona, bo przetwarzała uzyskane informacje i próbowała zdecydować, co dalej. Miejsce do przechowywania nie stanowiło większego problemu. W Ministerstwie były odpowiednie sale i odpowiedni specjaliści.
- Nie stworzy tego w jeden dzień. Wszystko zajęło wiele czasu – rzuciła w roztargnieniu do Patricka. Czarnoksiężnik nie napełnił jej od razu. Ściągał kolejne ofiary i duchy powoli. Lycronis i Cynthia zajmowały się zresztą ciałami i Brenna miała zamiar jeszcze dziś zejść do nich, jeśli nie dostarczą raportu, aby dowiedzieć się, jak to wszystko przebiegało.
Czekać na Samhain? Ryzykować teraz, by osłabić czarnoksiężnika? Chciała, aby dusze uzyskały wolność, owszem, chętnie osłabiłaby też tego starca… Nie mogli jednak zwlekać z poszukiwaniami aż Sebastianowi się. Każdy dzień zwłoki był ryzykiem, że czarnoksiężnik zorientuje się, że anomalia na Mokradłach została zlikwidowana i zacznie zabijać kolejne osoby. Nie wspominając o tym, że jeśli to miało być ryzykowne…
- Jeśli potrzebujesz kogoś, kto potrafi wywoływać duchy, to kogoś takiego ci załatwię – poinformowała Brenna, bo choć wiedziała, że specjaliści w tej dziedzinie nie są łatwi do znalezienia, to nawet gdyby miała taką osobę wykopać z podziemi przy użyciu rąk w dodatku, Brenna była gotowa to zrobić. Jeżeli Macmillan chciał wywoływacza duchów, to go dostanie. – Ale ty musisz ocenić ryzyko. Jeżeli próba odesłania ich teraz miałaby być niebezpieczna dla ciebie i wywoływacza albo sprawić, że dusze… nie trafią tam, gdzie powinny, myślę, że lepiej, abyśmy poczekali do Samhain. Wiem, że oni cierpią, ale nie pomożemy im, jeśli do nich dołączysz. Poza tym zakładam, że tego rytuału nie uda ci się odprawić jeszcze dzisiaj, a poszukiwania czarnoksiężnika już i tak trwają, i nie możemy ich przerwać. Nawet jeśli czaszka go wzmacnia. Z tej perspektywy więc zwłoka nie ma aż tak dużego znaczenia
Za żadne skarby nie chciała skończyć jako winna śmierci ministerialnego egzorcysty albo jakiegoś przypadkowego konsultanta. Z dwojga złego wolała już pojedynkować się z czarnoksiężnikiem wzmocnionym dodatkową mocą. Na szczęście, Little Hangleton leżało spory kawałek stąd, więc jeżeli odpowiednio zabezpieczą czaszkę, istniała wedle słów spora szansa, że ten nie zdoła skorzystać z jej zasobów.
Może czasem nie miewała instynktu samozachowawczego w swoim przypadku, ale już cudzym życiem ryzykowała niechętnie i gdy naprawdę nie było wyjścia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.