Jej wzrok, surowy i tnący skupił się na Cynthii – nie świadczył o niejakim zdenerwowaniu tudzież irytacji; spoglądała na nią jak zawsze, jak na każdego, choć w jej spojrzeniu znajdowały się nuty sympatii wobec swojej stażystki. W gruncie rzeczy były nad wyraz podobne, o nieprzespanych, bezsennych nocach, absolutnym oddaniu swojej pracy i pilności, o którą niejeden chciałby się pokusić. Nie zdziwiło jej także szybsze przyjście do prosektorium blondwłosej – był to kolejny faktor łączący je; gdy sytuacja była nagląca i nader ciekawa, nie szczędziły czasu i z niewiadomym pędem pojawiały się w kostnicy. Prawdopodobnie dlatego nawiązały nić porozumienia; prawdopodobnie dlatego ich współpraca była tak owocna i dopełniająca się wzajemnie.
Zwłoki były nader ciekawe, a tajemnica zawierająca się za nimi frapowała ją; dostrzegła pewne kwestie, które były nietypowo zbieżne, stanowiły rozwiązanie zagadki, owiniętej całunem martwych ciał topielców. Oczy jej się aż zaświeciły, gdy przenosiła wzrok na Cynthię, kiwając głową zgodnie ze słowami opuszczającymi jej wargi.
– Zgon nastąpił wskutek duszenia, prawdopodobnie pod wodą. Zwróć uwagę na sine ślady na szyi, to one były bezpośrednią przyczyną śmierci – uzupełniła jej słowa, marszcząc brwi.
Pochyliła się nad zwłokami, oceniając ich stan, aby po chwili ponownie wyprostować się, kierując wzrok na stażystkę. Przez ulotne momenty, zamieniające się w spopielone sekundy, oceniała jej reakcję, unosząc wysoko brwi.
– Tak jak zauważyłaś, świeższe zwłoki nie posiadają szycia na klatce piersiowej. Pięć z nich, tych, które najdłużej znajdowały się w wodzie, ma szwy w miejscu serca. Będziemy je otwierać, jednak myślę, że zostały pozbawione serca. Motyw może być różny, tym będzie zajmować się Brygada Uderzeniowa – rzekła prędko.
– Ciała nie zostały rozczłonkowane przez człowieka; ślady po oderwanych kończynach są wyjątkowo szarpane – myślę, że ich autorem mogą być utopce. Jeśli miałabyś mnie spytać jak to widzę – moim zdaniem zostali utopieni, pozbawieni organu i umieszczeni ponownie na mokradłach, gdzie resztą zajęły się utopce. Pytanie tylko, dlaczego świeższe zwłoki nie mają szwów na klatce piersiowej – rzekła, a na jej oblicze wstąpiło tęgie skupienie.
– Otwieramy klatkę piersiową – poleciła, chwytając za skalpel.
Pochyliła się, rozcinając szwy, aby po chwili wręczyć narzędzie Cynthii – jako jej mentorka musiała także dbać o jej rozwój, skinęła więc dłonią, aby ta rozcięła połacie skóry, zerkając aż do wnętrza żeber.
– Nie jest to fuszerka – autor tych szwów musiał wiedzieć co robi – rzekła po chwili.