05.04.2023, 12:17 ✶
W pomieszczeniu panowało zamieszanie. Wypełniał je już pył, utrudniający widoczność oraz drapiący w gardło – efekt zaklęć, wcześniej rzucanych w półki, a teraz trafiających też w ściany. Mieszały się różne zapachy, bo kilka fiolek rozbiło się lub otworzyło, wylewając swoją zawartość. Gdzieś w kącie pomieszczenia musiało rozlać się coś łatwo palnego, bo wybuchł tam mały pożar: na razie niewielkie iskierki ognia zaczęły pełzać po drewnie, pozostałym z zawalonych tam półek.
Zaklęcie Heather pomknęło ku mężczyźnie. Ten zdołał wyczarować tarczę – na tyle słabą, że czar Wood się przebił, ale na tyle silną, że nie wylądował nieprzytomny, a tylko zwinął się w pół. Kolejne zaklęcie, tym razem posłane przez sprzedawczynię, której Heather zwróciła różdżkę, śmignęło mu tuż koło ramienia.
Chyba zdał sobie sprawę z tego, że jego zabawa została skończona i nie zdoła dokończyć tutaj dzieła. Miał poparzoną nogę, zaklęcia Heather poważnie go osłabiły, a co gorsza stał teraz przeciwko dwóm uzbrojonym przeciwniczkom. Rzucił się więc ku przejściu na zaplecze, być może chcąc się stamtąd aportować albo licząc, że ze sklepu istnieje jakieś tylne wyjście. Nie był na tyle oddany „sprawie”, aby być gotowym zginąć, byle pozbyć się jakiejś kobiety, która najwyraźniej zadawała się ze szlamami. Pewnie nie spodziewał się, że ktoś przyjdzie tej z pomocą o tej porze.
Sprzedawczyni stała za ladą, wciąż z wyciągniętą różdżką w ręku. Nie próbowała już jednak rzucać kolejnych zaklęć. Chyba nawet by nie zdołała, sądząc po tym, jak mocno drżała jej dłoń. A chwilę później zaczęła trząść się na całym ciele. Na policzkach znaczyły się ślady łez. Wyglądało na to, że nie jest w stanie się poruszyć ani już podjąć żadnych sensownych czynności. Żyła, zakład przetrwał, chociaż straty i zniszczenia były straszne – półki, trochę eliksirów, uszkodzona ściana, podłoga pokryta czymś żrącym, niewielki pożar w kącie…
Heather mogła teraz próbować ścigać uciekającego albo spróbować zostać tutaj i postarać się pomóc w ogarnięciu kobiecie – ewentualnie zaalarmować Ministerstwo o tym, że doszło do kolejnego już ataku, jakiego dokonano w imię ideologii propagowanej przez Voldemorta i jego śmierciożerców.
Zaklęcie Heather pomknęło ku mężczyźnie. Ten zdołał wyczarować tarczę – na tyle słabą, że czar Wood się przebił, ale na tyle silną, że nie wylądował nieprzytomny, a tylko zwinął się w pół. Kolejne zaklęcie, tym razem posłane przez sprzedawczynię, której Heather zwróciła różdżkę, śmignęło mu tuż koło ramienia.
Chyba zdał sobie sprawę z tego, że jego zabawa została skończona i nie zdoła dokończyć tutaj dzieła. Miał poparzoną nogę, zaklęcia Heather poważnie go osłabiły, a co gorsza stał teraz przeciwko dwóm uzbrojonym przeciwniczkom. Rzucił się więc ku przejściu na zaplecze, być może chcąc się stamtąd aportować albo licząc, że ze sklepu istnieje jakieś tylne wyjście. Nie był na tyle oddany „sprawie”, aby być gotowym zginąć, byle pozbyć się jakiejś kobiety, która najwyraźniej zadawała się ze szlamami. Pewnie nie spodziewał się, że ktoś przyjdzie tej z pomocą o tej porze.
Sprzedawczyni stała za ladą, wciąż z wyciągniętą różdżką w ręku. Nie próbowała już jednak rzucać kolejnych zaklęć. Chyba nawet by nie zdołała, sądząc po tym, jak mocno drżała jej dłoń. A chwilę później zaczęła trząść się na całym ciele. Na policzkach znaczyły się ślady łez. Wyglądało na to, że nie jest w stanie się poruszyć ani już podjąć żadnych sensownych czynności. Żyła, zakład przetrwał, chociaż straty i zniszczenia były straszne – półki, trochę eliksirów, uszkodzona ściana, podłoga pokryta czymś żrącym, niewielki pożar w kącie…
Heather mogła teraz próbować ścigać uciekającego albo spróbować zostać tutaj i postarać się pomóc w ogarnięciu kobiecie – ewentualnie zaalarmować Ministerstwo o tym, że doszło do kolejnego już ataku, jakiego dokonano w imię ideologii propagowanej przez Voldemorta i jego śmierciożerców.