05.04.2023, 12:39 ✶
Ostatnio wszystko było nie tak – a właściwie bardziej „nie tak” niż zwykle. Mackenzie jednak tylko tym mocniej trzymała się swojej utartej ruty. Tego dnia więc jak zazwyczaj wstała wcześnie, zjadła śniadanie, składające się z jogurtu oraz dużej ilości warzyw, a że (tu Theodore miał szczęście), dziś akurat przypadał dzień wolny od treningu, poszła biegać. Zdążyła też wrócić, wziąć prysznic i przebrać się, a Lovegood zaczął dobijać się do jej drzwi akurat, kiedy strumieniem ciepłego powietrza z różdżki usiłowała dosuszyć jasne włosy.
Zmarszczyła brwi i zerknęła na zegarek na nadgarstku.
Według standardów Theodore’a powinna jeszcze panować głęboka noc. Znowu ktoś ich zalewał? (Zerknęła tu na swoją ścianę, ale nie dostrzegła na niej żadnych mokrych plam.) Czyżby ktoś próbował go zamordować i próbował uciekać do jej mieszkania? Albo znalazł w pościeli jakiegoś paskudnego pająka i chciał, żeby Mackenzie przyszła i się go pozbyła…? Ewentualnie może wpadł na jakąś doskonałą interpretację fragmentu roli i koniecznie musiał komuś ją zaprezentować, a wszyscy inni sąsiedzi zdążyli już wyjść z mieszkań?
Mackenzie podniosła się z fotela i ruszyła do wejścia, by otworzyć drzwi. Była trochę rozczochrana, włosy miała jeszcze wilgotne, i ubrana w mugolskie ubrania, ze względu na fakt, że chciała wybrać się na miotle do Doliny Godryka. Mieszkanie za jej plecami wyglądało jak zwykle – już w pełni umeblowane, ale dość skromnie, jak na kogoś, kto miał naprawdę pełną skrytkę w banku. I rzecz jasna, też jak zwykle, nie brakowało w nim roślin. Paprotka zwieszała długie liście z półki, na parapecie kwitł tojad, tuż obok krokusa w doniczce, a na blacie królowały mięta i bazylia.
- Co się… - zaczęła Mackenzie i urwała, spoglądając na kaktus oraz poduszkę. – O – stwierdziła, skupiając wzrok na roślinie. - Cephalocereus senilis. Piękny okaz.
Mogła doskonale zrozumieć, że Theodore postanowił wyhodować kaktusa. Może była to forma rekompensaty za tamtego, którego tak okrutnie uśmiercił. Nie była tylko pewna, dlaczego postanowił hodować go na własnej głowie. Czy był to sposób na to, aby tym razem nie zapomnieć o tym, że nawet kaktus raz na kilka tygodni potrzebuje odrobiny wody? A może koniecznie chciał mieć roślinę zawsze przy sobie? Nie, żeby Mackenzie tego nie rozumiała, ale…
- Głowa nie jest dla niego odpowiednim środowiskiem – pouczyła Theodore’a. – Potrzebuje stałego nasłonecznienia i temperatury minimum piętnaście stopni.
W Anglii wciąż bywało chłodnawo, więc wychodząc z nim na zewnątrz, mógł zaszkodzić roślince. Nie wspominając już o tym, że ta poduszka gniotła jej ciernie!
Zmarszczyła brwi i zerknęła na zegarek na nadgarstku.
Według standardów Theodore’a powinna jeszcze panować głęboka noc. Znowu ktoś ich zalewał? (Zerknęła tu na swoją ścianę, ale nie dostrzegła na niej żadnych mokrych plam.) Czyżby ktoś próbował go zamordować i próbował uciekać do jej mieszkania? Albo znalazł w pościeli jakiegoś paskudnego pająka i chciał, żeby Mackenzie przyszła i się go pozbyła…? Ewentualnie może wpadł na jakąś doskonałą interpretację fragmentu roli i koniecznie musiał komuś ją zaprezentować, a wszyscy inni sąsiedzi zdążyli już wyjść z mieszkań?
Mackenzie podniosła się z fotela i ruszyła do wejścia, by otworzyć drzwi. Była trochę rozczochrana, włosy miała jeszcze wilgotne, i ubrana w mugolskie ubrania, ze względu na fakt, że chciała wybrać się na miotle do Doliny Godryka. Mieszkanie za jej plecami wyglądało jak zwykle – już w pełni umeblowane, ale dość skromnie, jak na kogoś, kto miał naprawdę pełną skrytkę w banku. I rzecz jasna, też jak zwykle, nie brakowało w nim roślin. Paprotka zwieszała długie liście z półki, na parapecie kwitł tojad, tuż obok krokusa w doniczce, a na blacie królowały mięta i bazylia.
- Co się… - zaczęła Mackenzie i urwała, spoglądając na kaktus oraz poduszkę. – O – stwierdziła, skupiając wzrok na roślinie. - Cephalocereus senilis. Piękny okaz.
Mogła doskonale zrozumieć, że Theodore postanowił wyhodować kaktusa. Może była to forma rekompensaty za tamtego, którego tak okrutnie uśmiercił. Nie była tylko pewna, dlaczego postanowił hodować go na własnej głowie. Czy był to sposób na to, aby tym razem nie zapomnieć o tym, że nawet kaktus raz na kilka tygodni potrzebuje odrobiny wody? A może koniecznie chciał mieć roślinę zawsze przy sobie? Nie, żeby Mackenzie tego nie rozumiała, ale…
- Głowa nie jest dla niego odpowiednim środowiskiem – pouczyła Theodore’a. – Potrzebuje stałego nasłonecznienia i temperatury minimum piętnaście stopni.
W Anglii wciąż bywało chłodnawo, więc wychodząc z nim na zewnątrz, mógł zaszkodzić roślince. Nie wspominając już o tym, że ta poduszka gniotła jej ciernie!