Była okrutnie autentyczna w swojej grze pozorów; naturalna pogoda ducha, towarzyski dryg i umiejętność jednania sobie ludzi przykrywały brzydkie wnętrze, w którym kłębiła się lawina złości, niepohamowanego gniewu i okrucieństwa. Bestia budziła się w niej wybitnie rzadko, acz ci, którzy ją widzieli, poprzysięgali wielokroć, iż nie chcą tego widoku doświadczyć ponownie. Jej rysy momentalnie się wyostrzały, spojrzenie zaczynało być tnące, a słowa tak twarde, jakby wywodziły się z innego aniżeli półtorametrowego ciała. Prawdopodobnie dlatego nie musiała zakładać zakłamanych masek – wszystkie te cechy toczyły wyraźny bój o pierwsze skrzypce na scenie emocji i pozorów; każda z nich była tak autentyczna, jak ona sama. Tak prawdziwa, jak cała jej osoba.
– Szalenie mi miło! – rzekła, ująwszy kobietę pod ramię, rozpoczynając przechadzkę po rozległej sali wystawowej. – Czy coś konkretnego się dzieje, że potrzebujesz spokoju? Moje mieszkanie jest zawsze dla ciebie otwarte. Nie wystrasz się tylko wystrojem – wszędzie walają się obrazy, płótna i farby, ale ognista także jest na miejscu – odparła, pozwalając wargom skłonić się w przyjemny dla oka uśmiech.
– Fatum zawsze wie, czego potrzebujemy, moja droga – odparła miękko, unosząc kieliszek wypełniony krwistą cieczą do warg.
Ona sama, jeszcze świeża jak przymrozek wiosenny, nie posiadała w swoim arsenale narzeczonego, a co dopiero męża. W gruncie rzeczy, odrobinę uciekała przed obowiązkiem zamążpójścia, a swój mariaż odsuwała tak daleko w czasie, jak tylko mogła. Leander stanął na jej drodze odrobinę później, zmieniając całokształt życiorysu we wzburzoną pianę morską – wówczas jednak cieszyła się absolutem wolności. Dostrzegła jednak pewną mętność, pewną przygasłą iskrę we wzroku Vespery, nie poruszyła jednak tematu, wierząc, iż jeśli będzie chciała, sama zgłosi inicjatywę ku temu.
Rookwood była do niej w pewnych sferach podobna, w innych zaś absolutnie różna. Prawdopodobnie te fakty czyniły ją sobie zbieżnymi; wszystkie drogi prowadziły je ku sobie, a sama Loretta uwielbiała jej towarzystwo. Pomimo lat tworzących skromną przepaść między nimi – była jedną z osób, w których kompanii czuła się swobodnie; wiedziała, iż może być otwarta.