Kolejka dłużyła się okrutnie, a oczekiwanie zawierało w sobie tym mniej stoickiego spokoju, że oboje przecież wygrali sporą sumę pieniężną. Będąc bogatą od zarania, wychowaną w bogactwie i w równym bogactwie żyjącą – nie uznawała wygranej za szczególnie lukratywną, jednak jakiś cień uśmiechu zawitał na jej wargach nieprzejednanie. Pamiętała, iż galeria została raptem parę dni wcześniej zdezelowana przez jej furię i jak słusznie jej bliźniak stwierdził – lepiej, że jej agresja natrafiła na szyby, aniżeli na niewinnych czarodziejów, którzy bez wątpienia wyściełaliby truchłami przestrzeń. Leander osuwał się w mroczne meandry przeszłości, w aberracje umysłu, w których trzyma się stare zabawki i nieudane inicjatywy towarzyskie. Musiał odejść w zapomnienie, jeśli chciała ruszyć dalej, porzucając swój brak miłości do niego, rekompensowany pożądaniem.
Łańcuszek osób powoli zmierzał do przodu i wówczas zaczęło ją zastanawiać, jak gargantuiczna grupa ludzi miała wygrać w loterii, że tyle ich się tu znalazło. Aleja Horyzontalna przecież nie huczała dusznością ludzką tak jak Pokątna, a jednak skromna ciżba zebrała się przy niewielkim punkcie. Westchnąwszy cicho, oparła się ramieniem o fasadę kiosku, nim pochwyciła uśmiech mężczyzny, który na ledwie parę sekund przed wygięciem warg, odwrócił się ku niej niespokojnie.
Pozwoliła uścisnąć sobie dłoń, a jej kąciki ust rozszerzyły się mocniej.
– Och, ja także wygrałam na loterii – rzekła, wskazując na kupon dzierżony w dłoni. – Zaskakujący zbieg okoliczności, czyż nie? – zabrzmiała kurtuazją, poprawiając rondo kapelusza.
Przez dłużące się chwile badała jego fizjonomię roziskrzonymi oczyma, zupełnie jakby ważyła odpowiednie zagajenie tematu. Skoro wszak już stali w jednej kolejce, nie uważała za rażące faux pas nawiązanie krótkiej pogawędki.
– Czym się zajmujesz, Samuelu? Jeśli wolno mi spytać, oczywiście – rzekła, badając uważnie grunt, na którym się znalazła. Kolejka przesunęła się i teraz on był na jej przodzie. – Och, zdaje się, że pana kolej.