05.04.2023, 18:00 ✶
Jeśli Martin miał okazję brać udział w rytuałach, które być może były nieszkodliwe i oczyszczające, a może mogły zrobić krzywdę jemu albo odebrać wolną wolę mężowi wiedźmy... to Mackenzie nie zamierzała go powstrzymywać. Nie była aż tak dobrą wiedźmą, by starała się komukolwiek przemówić do rozumu w takich okolicznościach.
Odeszła i wędrowała szybko, gdy oni jeszcze tańczyli. Niepokój gryzł ją, zapewne dużo mniejszy, niż dręczyłby kogoś "normalniejsze" od Mackenzie, ale jednak wciąż obecny. Coś stało się na Beltaine. Nie wiedziała co. Porwał ją wiatr. Dziwna kobieta odprawiła jakiś równie dziwny rytuał wokół ognisk. A kto wie, czy to nie rezultat tych tańców, że tu przywiał ich wicher? Mackenzie wciąż nie rozpoznawała okolicy. To nie był jeszcze najgorszy dzień w jej życiu, ale niebezpiecznie zbliżał się do pierwszej dziesiątki.
W końcu jednak dotarła do źródła światła. Budynek. Być może zamieszkały.
Przy domku zawahała się na chwilę, ale istniała szansa, że - być może - będzie mogła zapytać w nim kogoś o drogę. Obejrzała go najpierw, jakby szukała jakichś podejrzanych śladów, a potem, jeżeli wiedźma i Martin jeszcze się nie pojawili, zapukała do drzwi. Gdyby jednak zobaczyła ich na ścieżce, zamierzała po prostu odejść, kierując się dalej. Dla niej ta kobieta była podejrzana, a to, że Martin był skłonny jej pomóc, skłaniało ją ku wnioskowi, że lepiej trzymać się od niego z dala.
- Przepraszam? - spytała, niezależnie od tego, czy drzwi się rozwarły, czy nie. - Chciałabym zapytać tylko o drogę. W którym kierunku do Doliny Godryka?
Odeszła i wędrowała szybko, gdy oni jeszcze tańczyli. Niepokój gryzł ją, zapewne dużo mniejszy, niż dręczyłby kogoś "normalniejsze" od Mackenzie, ale jednak wciąż obecny. Coś stało się na Beltaine. Nie wiedziała co. Porwał ją wiatr. Dziwna kobieta odprawiła jakiś równie dziwny rytuał wokół ognisk. A kto wie, czy to nie rezultat tych tańców, że tu przywiał ich wicher? Mackenzie wciąż nie rozpoznawała okolicy. To nie był jeszcze najgorszy dzień w jej życiu, ale niebezpiecznie zbliżał się do pierwszej dziesiątki.
W końcu jednak dotarła do źródła światła. Budynek. Być może zamieszkały.
Przy domku zawahała się na chwilę, ale istniała szansa, że - być może - będzie mogła zapytać w nim kogoś o drogę. Obejrzała go najpierw, jakby szukała jakichś podejrzanych śladów, a potem, jeżeli wiedźma i Martin jeszcze się nie pojawili, zapukała do drzwi. Gdyby jednak zobaczyła ich na ścieżce, zamierzała po prostu odejść, kierując się dalej. Dla niej ta kobieta była podejrzana, a to, że Martin był skłonny jej pomóc, skłaniało ją ku wnioskowi, że lepiej trzymać się od niego z dala.
- Przepraszam? - spytała, niezależnie od tego, czy drzwi się rozwarły, czy nie. - Chciałabym zapytać tylko o drogę. W którym kierunku do Doliny Godryka?