Byli sobie bliscy na rozciągłości lat; przez wszystkie dekady ich bytowania trwali u swojego boku, zupełnie jakby jakaś nieprzejednana moc skłoniła ich ku sobie; był jedynym świadkiem jej nikłych uśmiechów, gorzkich rozczarowań i uzależnienia, które coraz silniej zamykało ją w swoich szponach. Starsze rodzeństwo nie dzieliło z nimi tego niewerbalnego pojednania dusz, tych emocji, które do siebie żywili i muru ze szczerości, którego burzył jeden faktor – choroba, którą trzymał w okowach tajemnicy przed światem, pod tą woalką nieścisłości, ona zaś, nigdy nie naciskała nań w tym temacie, wiedząc, iż kiedyś jej powie. Uzdrowicielski dryg jednak i obecność choroby w rodzinie uzmysławiały jej, z czym zmierza się Perseus.
On jednak nie mógł wiedzieć, iż ona jest tego świadoma. Wówczas wiele ceglanych ścian mogło upaść bezpowrotnie, pozostawiając ich nagich, samych sobie, jedynie osłoniętych uczuciami.
– Wolę grozić, niż obiecywać. Groźba nie jest wiążąca – odparła.
Milczenie rozlewało się lepkim, późnoletnim sokiem między nimi, przerywanego jedynie tykaniem zegara i brzmieniem odrobinę ciężkich oddechów. Wpatrywała się w niego surowo, nie chcąc również kontynuować tematu – bała się tej informacji z równą mocą, z jaką on jej nie chciał przyswoić. Prawdopodobnie była to jedyna materia, w której los ją tak zmiękczył nieprzekornie. Już miesiące temu postanowiła sobie nie poruszać drażliwej kwestii, póki to on nie wyjdzie z inicjatywą – on jednak nie zwrócił się do niej, co ubodło ją nie byle jak.
– A jednak ona nie przyszła. To daje ci dostatecznie do wiadomości, że wszystko jest skończone. – Wzruszyła ramionami, przekrzywiając nieznacznie głowę. – Właśnie takie jest życie, Perseusie. Chciałabym cię chronić przed wszystkim, ale przed miłością nigdy nie dam rady – odparła, widząc krystalizujące się w jego tęczówkach łzy – te przeklęte deszcze majowe.
– Jesteś dosłownie żywym dowodem na to, że nie potrzebuję kochanka. Potrzebuję za to laudanum – rzekła, chowając drobną buteleczkę do kieszeni spodni.
– Czy gdybym ci powiedziała, że jest pewna osoba… – urwała, kręcąc głową. – Nieważne, zmieńmy temat – dokończyła, biorąc głęboki – odrobinę za głęboki – wdech.