Początkowo spoglądała na niego, jakby spadł z konia i im dłużej ich konwersacja kwitła, tym większe oczy robiła, a brwi unosiły się coraz wyżej. Nieprzyzwyczajona do rozmówców na tyle zdeterminowanych – zwykle porzucali chęć jakiejkolwiek pogawędki na starcie – wzięła głęboki wdech, jakby musiała powziąć tłumaczenie oczywistości małemu dziecku. W gruncie rzeczy, tak właśnie Borgin się prezentował w jadeicie jej oczu – jak komar, który uporczywie przylatuje, świadomy swojej zguby. Może dlatego jeszcze nie odwróciła się na pięcie, powracając do niezwykle miłej roboty, którą było wertowanie dokumentacji? Coś jednak ją głęboko powstrzymywało; coś sprawiało, że nie mogła powstrzymać kąśliwych uwag.
– Nie zrobię ci zatem tej przyjemności – rzekła surowo, marszcząc odrobinę brwi, opierając się ramieniem o jedną ze ścian.
Pokręciła jedynie głową na jego kolejne słowa, prychając czymś na kształt parodii śmiechu. Już dawno wymsknęła się z jej myśli irytacja, ustępując tronu swoistemu zaintrygowaniu jego niepoczytalnością. Aż chciałaby zajrzeć do jego mózgu… W zasadzie przecież brygadziści często lądowali na jej stole – może doczeka się tej rozkoszy?
– Nazwę to randką raz jeszcze, aby twój oporny umysł mógł przyswoić fakt, że robię sobie z ciebie jaja w tym momencie – odparła. – Następnym razem ubierz smoking. Nie umawiam się z byle kim.
Oparłszy się plecami o ścianę, zsunęła się z niej do siadu – nieeleganckiego, na prawdopodobnie pokrytej kurzem podłodze, jej kitel jednak nie takie ekscesy przeżył przez rozciągłość znaczonego formaliną żywota. Uniosła głowę z pytającym wyrazem malującym się na obliczu miękko.
– Och tak – zapewniła zagorzale. – Drżę przed nimi okrutnie – dodała po chwili, akcentując własne słowa w ponowne odzienie ironii.