05.04.2023, 21:42 ✶
- Oh tak, z wyróżnieniem i dyplomem najbardziej irytującego dzieciaka jakiego gościła sala od eliksirów - przyznał, bo mimo ogólnego braku zrozumienia co do kontekstu, gdy ktoś żartował, to akurat wyłapał. Poza tym, nawet Fergusa w żaden sposób nie okłamywał. Po latach wysłał nauczycielowi od eliksirów list, że ten mylił się w lekcji na czwartym roku i, że powinien uwzględnić to w następnym wykładzie do młodzieży.
Zastanowił się chwilę jak bardzo przywiązany jest do swojej różdżki. Teoretycznie był to tylko przedmiot, który bardzo łatwo mogł zastąpić. Niektórzy czarodzieje mieli zapasowe, nawet gdy nie zrobili nic z tymi głównymi, jakie używali na codzień. Lestrange zdawał sobie sprawę, że bez magicznego przedłużenia ręki nie będzie mógł kontynuować eksperymentów, pracy i podejmować wielu innych czynności. Czyżby był to czas na nauczenie się magii bezróżdżkowej? Na pewno ułatwiłoby mu to życie.
- Podramatyzują i przestaną - przyznał neutralnie. Nie wypowiedział tych słów ani z niechęcią w stronę protestujacych, ani też bez zbędnej nienawiści w stronę wymienionej gazety. Ot, niespecjalnie obchodziły go te wszystkie społeczno-polityczne dramaty, jeżeli akurat nie był w nie wciągnięty. Niby posiadał chęć pomocy rannym, jako ktoś, kto mógłby bez trudności wykonywać pracę uzdrowiciela musiał mieć odrobinę empatii. Nie zmieniało to faktu, że dość często uważał wtrącanie się i angażowanie w tego typu sprawy za problematyczne. Jeżeli chodziło tylko o leczenie i pomaganie, to był do dyspozycji, acz gdy do rozmowy wchodziły stronnictwa polityczne starał się nie wypowiadać swoich myśli, nauczony, że ludzie zdają się oceniać wszystkich według swoich własnych miar, nie rozumiejąc, ze świat nigdy nie był, nie jest, ani nie będzie czarno biały.
- To już któraś z kolei, zazwyczaj dobrze mi się pracuje z cisem, włosem z ogona testrala, długość około trzynastu cali, ta była długa na trzynaście i jedną trzecią - poinstruował, gdy weszli na zaplecze i, gdy nie musiał patrzeć na chaos, który wyczyniał się za oknami sklepu. Im głębiej wchodzili, tym bardziej otulała ich cisza, zakłócana jedynie tykaniem zegara stojącego w gabinecie nieopodal.
- Zdecyduję się na nową, już trudno. Nie mogę sobie teraz pozwolić na chodzenie bez różdżki przez następne pare dni, muszę być w Paryżu nazajutrz - wyjaśnił po krótce, rozglądając się dookoła. Zadarł podbródek spoglądając w górę. Zazwyczaj widział tylko część sklepu dostępna dla klientów, więc przebywanie w tym pomieszczeniu było nowym doświadczenie.
Nie spodziewał się, że dzisiejszy dzień zakończy kupnem różdżki, a nie odebraniem potrzebnych do eliksirów składników, ale tak samo nie zakładał, że na jego oczach odbędą się uliczne walki.
Życie pełne było niespodzianek.
Zastanowił się chwilę jak bardzo przywiązany jest do swojej różdżki. Teoretycznie był to tylko przedmiot, który bardzo łatwo mogł zastąpić. Niektórzy czarodzieje mieli zapasowe, nawet gdy nie zrobili nic z tymi głównymi, jakie używali na codzień. Lestrange zdawał sobie sprawę, że bez magicznego przedłużenia ręki nie będzie mógł kontynuować eksperymentów, pracy i podejmować wielu innych czynności. Czyżby był to czas na nauczenie się magii bezróżdżkowej? Na pewno ułatwiłoby mu to życie.
- Podramatyzują i przestaną - przyznał neutralnie. Nie wypowiedział tych słów ani z niechęcią w stronę protestujacych, ani też bez zbędnej nienawiści w stronę wymienionej gazety. Ot, niespecjalnie obchodziły go te wszystkie społeczno-polityczne dramaty, jeżeli akurat nie był w nie wciągnięty. Niby posiadał chęć pomocy rannym, jako ktoś, kto mógłby bez trudności wykonywać pracę uzdrowiciela musiał mieć odrobinę empatii. Nie zmieniało to faktu, że dość często uważał wtrącanie się i angażowanie w tego typu sprawy za problematyczne. Jeżeli chodziło tylko o leczenie i pomaganie, to był do dyspozycji, acz gdy do rozmowy wchodziły stronnictwa polityczne starał się nie wypowiadać swoich myśli, nauczony, że ludzie zdają się oceniać wszystkich według swoich własnych miar, nie rozumiejąc, ze świat nigdy nie był, nie jest, ani nie będzie czarno biały.
- To już któraś z kolei, zazwyczaj dobrze mi się pracuje z cisem, włosem z ogona testrala, długość około trzynastu cali, ta była długa na trzynaście i jedną trzecią - poinstruował, gdy weszli na zaplecze i, gdy nie musiał patrzeć na chaos, który wyczyniał się za oknami sklepu. Im głębiej wchodzili, tym bardziej otulała ich cisza, zakłócana jedynie tykaniem zegara stojącego w gabinecie nieopodal.
- Zdecyduję się na nową, już trudno. Nie mogę sobie teraz pozwolić na chodzenie bez różdżki przez następne pare dni, muszę być w Paryżu nazajutrz - wyjaśnił po krótce, rozglądając się dookoła. Zadarł podbródek spoglądając w górę. Zazwyczaj widział tylko część sklepu dostępna dla klientów, więc przebywanie w tym pomieszczeniu było nowym doświadczenie.
Nie spodziewał się, że dzisiejszy dzień zakończy kupnem różdżki, a nie odebraniem potrzebnych do eliksirów składników, ale tak samo nie zakładał, że na jego oczach odbędą się uliczne walki.
Życie pełne było niespodzianek.
Koniec sesji
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated