Czy obydwoje zakopaliśmy się w arkany niezręczności? Oj, niedobrze. Nic gorszego niż taki nieogarnięty człowiek jak ja spotykający innego. Ale może to tylko taka nieśmiałość z powodu poznania kogoś nowego? No i sytuacja jest bardzo stresująca, w końcu przyjął pod swój dach zupełnie obcą osobę. Rodzina rodziną, ale to nie zmienia wiele tego jak się (prawdopodobnie) obydwoje teraz czujemy.
— Też dobrze. Zmęczona? Hm, nie, a ty? — spytałam szybciej niż pomyślałam. Przecież spytał mnie o to, bo jestem po długiej podróży! O ja głupia!
Nie wiedziałam jeszcze jakie plany ma dla mnie Lysander, więc musiałam głowić się nad tematem do rozmowy. Może powinnam opowiedzieć coś o swojej podróży? Ale cóż takiego? Ponarzekać na ograniczone miejsce na nogi i promienie słoneczne rażące mnie w oczy na pewnym fragmencie drogi? Spytać po ile chodzą jajka w okolicy? Czy można tu gdzieś prosiaka kupić w całości i czy robią od razu przetwory czy trzeba samemu?
Na szczęście widok tęczy rozwiązał problem.
— Ojej, jak ślicznie! — westchnęłam nie dostrzegając, że po polsku.
Dolina Godryka malowała się w naprawdę pięknych barwach. Nic tylko usiąść i machnąć jakiś pejzarzyk. Nie, żeby mi wychodziły jakoś dobrze, ale przyjemnie się takie rzeczy robiło.
— Hm... To... gdzie mieszkasz? — spytałam (już po angielsku) ostentacyjnie rozglądając się po okolicy.