Lycoris stanowiła prawdziwie ciężki orzech do zgryzienia. Może powinien dać za wygraną i się po prostu poddać? Przyznać jej całkowitą rację, a następnie się wycofać? Nie. To było za proste w tym wszystkim.
- No cóż. Szkoda - przyznał z udawanym smutkiem. Nie będzie jej przecież do tego zmuszać. Skoro nie chciała tego zrobić - trudno, jej wybór.
Przyglądał się przez chwilę swojej rozmówczyni jakby próbował wyczytać jej intencję. Teraz już sam nie był pewien kto z kogo robi błazna lub się naśmiewa.
- No przecież - złapał się za głowę - Jak mogłem zapomnieć aby przyswoić tę informację. Masz całkowitą rację - pokiwał głową z uznaniem - Ale poradę wezmę sobie serca, chociaż może być trudno... Nie chodzę w smokingach - przyznał - Zresztą chciałbym zauważyć, że nie jestem też byle kim - obruszył się lekko. Za kogo ona go miała? W końcu nie był pierwszym, lepszym brygadzistą. Odważył się podjąć rękawice na walkę z nią. Pomimo tego, że szło mu raczej średnio, był zadowolony, że jednak się na to zdecydował.
Uśmiechnął się na jej słowa dotyczące strachu przed innymi ludźmi. Tak właśnie sądziłem - Powiem Ci tak. Czuję, że to początek pięknej współpracy i znajomości - stwierdził - Mógłbym nawet wznieść toast za to… Ale obawiam się, że nie mam nic innego do zaoferowania, niż nasz specjał - parsknął śmiechem na swoje własne słowa - Jedyną alternatywą jest kranówka. Wybór nieduży ale zawsze jakiś - koniec końców nie wiedział, że będzie musiał wznosić jakiś toast. Następnym razem się lepiej przygotuje i schowa w którejś z szafek jakiś tani szampan. Wszak przezorny zawsze ubezpieczony.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972