06.04.2023, 01:35 ✶
Ba, Ulysses i Leta nawet nie mieli zostać choćby zwykłymi przyjaciółmi. Nie w Hogwarcie. Crouch była mała, głośna i jazgotliwa. Jak niewyrośnięty pies, który hałasem musiał ogłaszać swoją obecność. Z uwagi na różnicę wieku, dla Rookwooda też wydawała się zwyczajnie stara a teraz również i dość głupia. W innym wypadku przypadku nie powiedziałaby tego, co właśnie powiedziała.
Naprawdę, Marto? To coś, co można po prostu usunąć, jak rozumiem, to nawet niczego ci tam nie wysadzili? – rozległo się echem w jego głowie.
Ulysses nie był najbardziej empatycznym nastolatkiem w szkole, ale nawet on zrozumiał, że ktoś pomalował drzwi kabin w toalecie, która… która była domem Jęczącej Marty. Dość osobliwym i takim, w którym sam nie chciałby zamieszkać, ale pewnie jedynym jaki zjawa naprawdę miała. W innym przypadku nie okupowałaby chyba łazienki. Tu nie chodziło o to, czy napis na drzwiach mógł zostać lub nie mógł zostać zmyty, tylko o to, że ktoś zaatakował miejsce, która uważała za swoje.
Gdyby ktoś posmarował ramy łóżka i skrzynię Crouch, Leta też pewnie byłaby zła, zamiast mądrzyć się, że można to umyć a najważniejsze, że materaca nie wysadzono w powietrze.
Ulysses utkwił spojrzenie w Marcie, mimowolnie opuszczając większą część toczącej się wokół niego rozmowy. I tak niewiele z niej zrozumiał. Uczennica umarła, ale tylko dlatego, że usłyszała chłopca mówiącego w obcym języku. Może ją przeklął? A może ukrywała coś wstydliwego i dlatego właściwie nic nie powiedziała? Rookwood zamrugał szybko powiekami, szukając w głowie czegoś, co mógłby wyrzucić z siebie a co zabrzmiałoby dobrze w tym konkretnym momencie. Tylko co można było powiedzieć do ducha, który histeryzował? Cathal miał rację i ona naprawdę histeryzowała. Czemu w Hogwarcie nie pojawił się jeszcze jakiś egzorcysta i jej nie odesłał? Nie chciała? Czemu ktokolwiek miałby chcieć zostać tutaj i nawiedzać łazienkę? Ze wszystkich dostępnych pomieszczeń akurat łazienkę…
- A ty co? Nie chcesz sobie popatrzeć? – zapytała Marta. Pociągnęła przeciągle nosem, jakby szykowała się na kolejną salwę płaczu. – Idź, idź za nimi i zobacz, jak mnie obrażają!
Młody Rookwood nieśmiało zajrzał do środka, ale wcale tam nie wszedł. Przez kilka sekund tylko wpatrywał się w plecy Shafiqa a wreszcie cofnął się zupełnie na korytarz. Tu już zwyciężył w jego głowie zwykły upór. Wszedłby do środka, by zrozumieć co się tam naprawdę stało, gdyby nie to, że chwilę wcześniej kategorycznie powiedział, że nie bywał w damskich łazienkach. A skoro już tak powiedział, to nie mógł złamać własnych słów kilka sekund później, by zwyciężyć miała w nim zwykła ciekawość.
- Nie chodzę do damskich łazienek – powtórzył wreszcie z uporem w głosie, spoglądając spod byka na ducha.
- Tamten też mówił, że nie wchodzi a teraz wlazł do środka – zauważyła.
I tu Ulysses niewiele miał do wyjaśnienia, więc tylko wzruszył ramionami.
- Złapali go? – zapytał zamiast tego.
- Kogo? Przecież myślałam, że to wy pomazaliście drzwi w mojej łazience! – krzyknęła ze złością Marta. Ton głosu miała taki, jakby rozmawiała z kompletnym durniem.
- Tego chłopca, który cię zabił.
- Nie zabił mnie żaden chłopiec – oburzyła się, wprawiając młodego Rookwooda tylko w większą konsternację swoimi słowami. – Umarłam zaraz po tym, jak zobaczyłam żółte oczy.
- Och – skomentował mało inteligentnie.
I już kompletnie nic nie rozumiał.
Naprawdę, Marto? To coś, co można po prostu usunąć, jak rozumiem, to nawet niczego ci tam nie wysadzili? – rozległo się echem w jego głowie.
Ulysses nie był najbardziej empatycznym nastolatkiem w szkole, ale nawet on zrozumiał, że ktoś pomalował drzwi kabin w toalecie, która… która była domem Jęczącej Marty. Dość osobliwym i takim, w którym sam nie chciałby zamieszkać, ale pewnie jedynym jaki zjawa naprawdę miała. W innym przypadku nie okupowałaby chyba łazienki. Tu nie chodziło o to, czy napis na drzwiach mógł zostać lub nie mógł zostać zmyty, tylko o to, że ktoś zaatakował miejsce, która uważała za swoje.
Gdyby ktoś posmarował ramy łóżka i skrzynię Crouch, Leta też pewnie byłaby zła, zamiast mądrzyć się, że można to umyć a najważniejsze, że materaca nie wysadzono w powietrze.
Ulysses utkwił spojrzenie w Marcie, mimowolnie opuszczając większą część toczącej się wokół niego rozmowy. I tak niewiele z niej zrozumiał. Uczennica umarła, ale tylko dlatego, że usłyszała chłopca mówiącego w obcym języku. Może ją przeklął? A może ukrywała coś wstydliwego i dlatego właściwie nic nie powiedziała? Rookwood zamrugał szybko powiekami, szukając w głowie czegoś, co mógłby wyrzucić z siebie a co zabrzmiałoby dobrze w tym konkretnym momencie. Tylko co można było powiedzieć do ducha, który histeryzował? Cathal miał rację i ona naprawdę histeryzowała. Czemu w Hogwarcie nie pojawił się jeszcze jakiś egzorcysta i jej nie odesłał? Nie chciała? Czemu ktokolwiek miałby chcieć zostać tutaj i nawiedzać łazienkę? Ze wszystkich dostępnych pomieszczeń akurat łazienkę…
- A ty co? Nie chcesz sobie popatrzeć? – zapytała Marta. Pociągnęła przeciągle nosem, jakby szykowała się na kolejną salwę płaczu. – Idź, idź za nimi i zobacz, jak mnie obrażają!
Młody Rookwood nieśmiało zajrzał do środka, ale wcale tam nie wszedł. Przez kilka sekund tylko wpatrywał się w plecy Shafiqa a wreszcie cofnął się zupełnie na korytarz. Tu już zwyciężył w jego głowie zwykły upór. Wszedłby do środka, by zrozumieć co się tam naprawdę stało, gdyby nie to, że chwilę wcześniej kategorycznie powiedział, że nie bywał w damskich łazienkach. A skoro już tak powiedział, to nie mógł złamać własnych słów kilka sekund później, by zwyciężyć miała w nim zwykła ciekawość.
- Nie chodzę do damskich łazienek – powtórzył wreszcie z uporem w głosie, spoglądając spod byka na ducha.
- Tamten też mówił, że nie wchodzi a teraz wlazł do środka – zauważyła.
I tu Ulysses niewiele miał do wyjaśnienia, więc tylko wzruszył ramionami.
- Złapali go? – zapytał zamiast tego.
- Kogo? Przecież myślałam, że to wy pomazaliście drzwi w mojej łazience! – krzyknęła ze złością Marta. Ton głosu miała taki, jakby rozmawiała z kompletnym durniem.
- Tego chłopca, który cię zabił.
- Nie zabił mnie żaden chłopiec – oburzyła się, wprawiając młodego Rookwooda tylko w większą konsternację swoimi słowami. – Umarłam zaraz po tym, jak zobaczyłam żółte oczy.
- Och – skomentował mało inteligentnie.
I już kompletnie nic nie rozumiał.