Spoglądała na niego przez ulotne momenty, zupełnie jakby chciała ocenić jego poczytalność – wśród plątaniny myśli jednak, nie potrafiła wydać słusznego osądu. Wydawał się być rozbrajająco autentyczny w całej swojej krasie; zupełnie jakby nie przejmował się jej ciętymi uwagami i ironią kapiącą ze słów. Westchnięcie zbolałe opuściło jej usta, a oczy zostały przymknięte na moment, gdy oparła się mocniej o ścianę. Głęboki wdech i ponowne otwarcie oczu, z których świdrujące spojrzenie wbiła w Borgina.
– Musisz mi udowodnić, że nie jesteś byle kim. Póki co jesteś dla mnie upartym, opornym na informacje brygadzistą, który zachowuje się jak guma do żucia przyklejona do buta. Irytuje, ale ciężko się jej pozbyć – odparła, biorąc kolejny głęboki wdech.
W gruncie rzeczy musiała wyłuskać z siebie niebotyczne pokłady cierpliwości, aby nie odwrócić się na pięcie i nie odejść w swoim kierunku. Coś jednak było frapującego w tej rozmowie; coś skłaniało ją do pozostania w miejscu, słuchania jego dyrdymałów bez zająknięcia się; skrzyżowała ręce na piersi, opierając głowę o ścianę.
– Toast niech pozostanie na specjalną okazję. Na przykład na taką, że przy kolejnym spotkaniu nie ukrócę twojego życia. Będzie to wymagało ode mnie sporego wysiłku – odparła, podnosząc się z podłogi.
– Jesteś szalony, Borgin – rzekła, przymykając oczy na dwie sekundy. – Wracam do siebie. Ta przerwa i tak trwała o wiele za długo – zawyrokowała, obracając się na pięcie.
Oddalając się, uniosła dłoń w geście pożegnalnym, nim zniknęła za zakrętem.