27.10.2022, 19:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 30.10.2022, 19:58 przez Brenna Longbottom.)
Brenna przywołała na twarz uprzejmy uśmiech, gdy na progu stanęła - prawdopodobnie - pani Black. Wprawdzie spodziewała się służącego, ewentualnie skrzata, ale widok szafirowej biżuterii natychmiast przekonał Brennę, że ma raczej do czynienia z panią tego domu. Twarz też była znajoma, chociaż akurat Eunice była o tyle młodsza, że Brenna nie miała okazji dobrze zapamiętać jej z Hogwartu: te kilka lat dość mocno ją odmieniły. Kobieta więc patrząc na nią mogła powiedzieć, że były razem w szkole, ale nie dałaby głowy na to, czy to Malfoyówna.
Był w tym swego rodzaju paradoks, bo Longbottom nie ufała ani Malfoyom, ani Blackom. Od dnia, w którym Voldemort ogłosił swój manifest Brenna, choć sama czystej krwi, zrobiła się bardzo czujna wobec takich rodów. Nawet pod ciemną szatą młodziutkiej Eunice mógł skrywać się mroczny znak. A jednak stała tutaj, na progu rezydencji Blacków.
Głupia.
Może tylko naiwna.
Ewentualnie rozpaczliwie próbująca czasem zachowywać się, jakby dało się uratować choć okruchy dawnego świata.
- Tak, Brenna Longbottom. Miło panią widzieć - przywitała się, przekraczając próg, a potem ruszając za Eunice do salonu. Rozejrzała się, niezbyt nachalnie, ot chcąc zobaczyć, jak mieszkają Blackowie, ale też unikając nadmiernego, niegrzecznego gapienia. Na to mogła sobie pozwalać w innych sytuacjach niż ta. Brenna, wbrew pozorom, umiała dostosować zachowanie do okazji i osoby, przynajmniej do pewnego stopnia.
- Podróż nie była męcząca. Dziękuję, że zechciała się pani ze mną spotkać. - Tak naprawdę aportowała się niemal pod drzwi, ale nie musiała chwalić się każdej napotkanej osobie, że potrafi się teleportować.
- Mogłabym prosić o wodę? Chyba trochę zaschło mi w gardle - Odmówienie napoju całkiem byłoby niegrzeczne. Lekka paranoja Brenny podpowiadała jednak, że w przypadku domu Blacków, lepiej prosić o coś bezwonnego i bezsmakowego. Nie to, że naprawdę spodziewała się, że Eunice spróbuje ją otruć. Nie, kiedy było wiadome, do kogo poszła, gdy istniały potwierdzające te listy i gdy tak jakby Brenna była Brygadzistką, która pewnie łatwo wpadłaby na to, kto jej coś podał.
Ale strzeżonego Dumbledore strzeże.
Był w tym swego rodzaju paradoks, bo Longbottom nie ufała ani Malfoyom, ani Blackom. Od dnia, w którym Voldemort ogłosił swój manifest Brenna, choć sama czystej krwi, zrobiła się bardzo czujna wobec takich rodów. Nawet pod ciemną szatą młodziutkiej Eunice mógł skrywać się mroczny znak. A jednak stała tutaj, na progu rezydencji Blacków.
Głupia.
Może tylko naiwna.
Ewentualnie rozpaczliwie próbująca czasem zachowywać się, jakby dało się uratować choć okruchy dawnego świata.
- Tak, Brenna Longbottom. Miło panią widzieć - przywitała się, przekraczając próg, a potem ruszając za Eunice do salonu. Rozejrzała się, niezbyt nachalnie, ot chcąc zobaczyć, jak mieszkają Blackowie, ale też unikając nadmiernego, niegrzecznego gapienia. Na to mogła sobie pozwalać w innych sytuacjach niż ta. Brenna, wbrew pozorom, umiała dostosować zachowanie do okazji i osoby, przynajmniej do pewnego stopnia.
- Podróż nie była męcząca. Dziękuję, że zechciała się pani ze mną spotkać. - Tak naprawdę aportowała się niemal pod drzwi, ale nie musiała chwalić się każdej napotkanej osobie, że potrafi się teleportować.
- Mogłabym prosić o wodę? Chyba trochę zaschło mi w gardle - Odmówienie napoju całkiem byłoby niegrzeczne. Lekka paranoja Brenny podpowiadała jednak, że w przypadku domu Blacków, lepiej prosić o coś bezwonnego i bezsmakowego. Nie to, że naprawdę spodziewała się, że Eunice spróbuje ją otruć. Nie, kiedy było wiadome, do kogo poszła, gdy istniały potwierdzające te listy i gdy tak jakby Brenna była Brygadzistką, która pewnie łatwo wpadłaby na to, kto jej coś podał.
Ale strzeżonego Dumbledore strzeże.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.