08.04.2023, 01:43 ✶
Ach, te psy! Uwielbiała futrzaki, mogła je czochrać godzinami, biegać z nimi po lesie, rzucać im piłeczki, patyki czy nawet bawić się w przeciąganie liny – pozwalając im, oczywiście, raz za razem wygrywać. To spojrzenie, które właśnie rzucił Osmel? Rozczuliło do głębi, nie mogła więc nie rzucić psisku uśmiechu podobnego do tych, które wywoływały czworonogi w posiadłości Longbottomów. W szczególności Gałgan, któremu pozwalała spać w nogach łóżka – bo dlaczego by nie?
- Dobrze, tyci-tyci podrapanie za uchem – zgodziła się od razu; naprawdę nie trzeba jej było do takich rzeczy namawiać – bo jakżeby mogła odmówić, no jak, zwłaszcza patrząc w te psie oczy? Nie mówiąc już o ogonie! Tak, ogon-zdrajca, z drugiej strony dzięki niemu mogła poczynić pewne założenie, że nie do końca takie „tyci” drapanko – Daj mi tylko jeszcze chwilę – poprosiła – w końcu nie chciała jeszcze bardziej zamoczyć podłogi i przysporzyć tym samym gospodarzom jeszcze więcej problemów… Toteż wszystko po kolei: najpierw doprowadzenie się do względnego stanu suchości – a przynajmniej jedynie wilgotności, miast zmokłej kury – a potem dopiero przykucnięcie przy futrzaku, żeby podrapać za uchem. Albo i uszami. A nawet i… och, zdecydowanie było znacznie więcej punktów, które mogła wydrapkać! O ile tylko Osmel zechce, oczywiście.
- Och, jestem pewna, że naprawdę dobrze sobie radzi – oznajmiła, odruchowo chcąc wesprzeć psiaka. Rzecz jasna – może i mówił, ale nadal był… psem. Co za tm idzie, możliwości też miał dość ograniczone.
Skinęła krótko głową, potwierdzając, że tak, jak najbardziej, bardzo chętnie napije się herbaty. I zaraz też pokręciła, w geście zaprzeczenia.
- Dziękuję, nie, nie słodzę – odparła, wyciskając w tej chwili, co się tylko dało, z włosów. Uch, po takiej przymusowej „kąpieli” to można było mieć dość wody na jakiś czas… Gdy skończyła, oddała ręczniki Colette – może nawet trochę za długo trwało to całe przekazanie, z niewiadomych powodów - której posłała przyjazny uśmiech. I podziękowała cicho. A skoro Osmelowi obiecała porcję pieszczot, to nie mogła teraz nie podejść do niego, żeby zaraz przykucnąć.
- To od którego ucha mam zacząć? – spytała, wyciągając rękę. Miała zamiar poskrobać dokładnie tam, gdzie futrzak chciał, a przynajmniej zacząć – bo potem to kto wie? Może tyci-tyci drapanko zmieni się w bardzo-długie-drapanko? Przy czym zerkała co chwilę na Binnsa, próbując wydedukować tytuł powieści. Hmmm. HM. Ojciec pięciu córek, uprzedzony… zaraz.
- Uprzedzenie? – wyrwało się jej i… tak, kojarzyła taką książkę! - Duma i uprzedzenie? – wypaliła zaraz, będąc całkiem pewną, że to powinno być właśnie to.
- Dobrze, tyci-tyci podrapanie za uchem – zgodziła się od razu; naprawdę nie trzeba jej było do takich rzeczy namawiać – bo jakżeby mogła odmówić, no jak, zwłaszcza patrząc w te psie oczy? Nie mówiąc już o ogonie! Tak, ogon-zdrajca, z drugiej strony dzięki niemu mogła poczynić pewne założenie, że nie do końca takie „tyci” drapanko – Daj mi tylko jeszcze chwilę – poprosiła – w końcu nie chciała jeszcze bardziej zamoczyć podłogi i przysporzyć tym samym gospodarzom jeszcze więcej problemów… Toteż wszystko po kolei: najpierw doprowadzenie się do względnego stanu suchości – a przynajmniej jedynie wilgotności, miast zmokłej kury – a potem dopiero przykucnięcie przy futrzaku, żeby podrapać za uchem. Albo i uszami. A nawet i… och, zdecydowanie było znacznie więcej punktów, które mogła wydrapkać! O ile tylko Osmel zechce, oczywiście.
- Och, jestem pewna, że naprawdę dobrze sobie radzi – oznajmiła, odruchowo chcąc wesprzeć psiaka. Rzecz jasna – może i mówił, ale nadal był… psem. Co za tm idzie, możliwości też miał dość ograniczone.
Skinęła krótko głową, potwierdzając, że tak, jak najbardziej, bardzo chętnie napije się herbaty. I zaraz też pokręciła, w geście zaprzeczenia.
- Dziękuję, nie, nie słodzę – odparła, wyciskając w tej chwili, co się tylko dało, z włosów. Uch, po takiej przymusowej „kąpieli” to można było mieć dość wody na jakiś czas… Gdy skończyła, oddała ręczniki Colette – może nawet trochę za długo trwało to całe przekazanie, z niewiadomych powodów - której posłała przyjazny uśmiech. I podziękowała cicho. A skoro Osmelowi obiecała porcję pieszczot, to nie mogła teraz nie podejść do niego, żeby zaraz przykucnąć.
- To od którego ucha mam zacząć? – spytała, wyciągając rękę. Miała zamiar poskrobać dokładnie tam, gdzie futrzak chciał, a przynajmniej zacząć – bo potem to kto wie? Może tyci-tyci drapanko zmieni się w bardzo-długie-drapanko? Przy czym zerkała co chwilę na Binnsa, próbując wydedukować tytuł powieści. Hmmm. HM. Ojciec pięciu córek, uprzedzony… zaraz.
- Uprzedzenie? – wyrwało się jej i… tak, kojarzyła taką książkę! - Duma i uprzedzenie? – wypaliła zaraz, będąc całkiem pewną, że to powinno być właśnie to.
395/1809