07.04.2023, 00:32 ✶
Ulysses wyglądał, jak wcielenie chłodnej obojętności. Po tym jak wreszcie nie zdecydował się na uniesienie folii, która okrywała jeden z mebli, oparł się o niego biodrem. To pewnie miało mu dodać nonszalancji, ale przez to jak bardzo był spięty, jak bardzo zamyślony i poważny, wyglądało raczej średnio naturalnie.
- Przyszłaś obejrzeć dom, który chcesz kupić w czerwonej sukience i szpilkach – stwierdził wreszcie. Zakładał, że to nie był najlepszy możliwy wybór stroju na taką okazję. Byłby idealny, gdyby Eunice chciała taki dom komuś sprzedać. Z jej aparycją, wydusiłaby ze szczęśliwego nabywcy dobre dwadzieścia siedem procent więcej niż jego początkowa oferta kupna.
Wzruszył bezradnie ramionami zaplątany we własnych myślach.
- Próbowałem ci powiedzieć, że wyglądasz tak samo dobrze jak zazwyczaj. Mimo okoliczności, które… - zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy nie powinien czasem w ogóle porzucić tego tematu, zamiast brnąć w niego i pogrążać się coraz bardziej. – Mimo niedawnego rozwodu. I to miał być komplement.
Może nie najszczęśliwszy, ale szczery. I trochę taki, który miał podnieść Eunice na duchu. Ale dopiero teraz, patrząc na jej reakcję, do Ulyssesa dotarło, że być może w ogóle nie potrzebowała by ktoś (a już na pewno nie on) podnosił ją na duchu. I jej perfekcyjny wygląd właśnie to udowadniał. Nie był maską jak jego własny, ale oznaką drzemiącej w niej siły.
I to nie tak, że nie zakładał swojego przyszłego ożenku. Wiedział, że wcześniej czy później będzie musiał mieć żonę. Oczywiście czystokrwistą, bo tylko taka zadowoliłaby jego ojca. Może nawet taką, którą dosłownie przyprowadzi mu ojciec. Tylko nie był pewien, czy życzyłby nieszczęsnej takiego męża jak on sam. Wbrew wszystkiemu, młody Rookwood dobrze zdawał sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Nie tylko tych, które dotykały jego charakteru, ale i sytuacji rodzinnej, podejmowanych decyzji (choć może w jego przypadku uczciwsze byłoby: niepodejmowanych). A im więcej braków u siebie widział, tym trudniej było mu sobie wyobrazić, że mógłby (jeśli nawet nie uszczęśliwić to przynajmniej) zapewnić dobre życie kobiecie u swojego boku.
Choć gdyby się miał zastanowić… była jedna, którą najszybciej widziałby w tej roli. Tylko na szczęście dla samej siebie traktowała go jak zwykłego kolegę.
Posłał Eunice zamyślone, choć nadal poważne spojrzenie. Kiwnął głową całkiem ukontentowany jej propozycją.
- Tak, tak. Oczywiście – powiedział powoli. Właśnie dlatego przyszedł z tym teraz, a nie na ostatnią chwilę. Chciał, żeby jasnowłosa miała czas na spokojnie przygotowanie się. Im więcej zapasów śmierciożercy będą mieli w czasach pokoju, tym więcej ich będą mieli, gdy będą musiały zostać wykorzystane. – Który pokój zamierzasz wyremontować najpierw?
- Przyszłaś obejrzeć dom, który chcesz kupić w czerwonej sukience i szpilkach – stwierdził wreszcie. Zakładał, że to nie był najlepszy możliwy wybór stroju na taką okazję. Byłby idealny, gdyby Eunice chciała taki dom komuś sprzedać. Z jej aparycją, wydusiłaby ze szczęśliwego nabywcy dobre dwadzieścia siedem procent więcej niż jego początkowa oferta kupna.
Wzruszył bezradnie ramionami zaplątany we własnych myślach.
- Próbowałem ci powiedzieć, że wyglądasz tak samo dobrze jak zazwyczaj. Mimo okoliczności, które… - zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy nie powinien czasem w ogóle porzucić tego tematu, zamiast brnąć w niego i pogrążać się coraz bardziej. – Mimo niedawnego rozwodu. I to miał być komplement.
Może nie najszczęśliwszy, ale szczery. I trochę taki, który miał podnieść Eunice na duchu. Ale dopiero teraz, patrząc na jej reakcję, do Ulyssesa dotarło, że być może w ogóle nie potrzebowała by ktoś (a już na pewno nie on) podnosił ją na duchu. I jej perfekcyjny wygląd właśnie to udowadniał. Nie był maską jak jego własny, ale oznaką drzemiącej w niej siły.
I to nie tak, że nie zakładał swojego przyszłego ożenku. Wiedział, że wcześniej czy później będzie musiał mieć żonę. Oczywiście czystokrwistą, bo tylko taka zadowoliłaby jego ojca. Może nawet taką, którą dosłownie przyprowadzi mu ojciec. Tylko nie był pewien, czy życzyłby nieszczęsnej takiego męża jak on sam. Wbrew wszystkiemu, młody Rookwood dobrze zdawał sobie sprawę z własnych niedoskonałości. Nie tylko tych, które dotykały jego charakteru, ale i sytuacji rodzinnej, podejmowanych decyzji (choć może w jego przypadku uczciwsze byłoby: niepodejmowanych). A im więcej braków u siebie widział, tym trudniej było mu sobie wyobrazić, że mógłby (jeśli nawet nie uszczęśliwić to przynajmniej) zapewnić dobre życie kobiecie u swojego boku.
Choć gdyby się miał zastanowić… była jedna, którą najszybciej widziałby w tej roli. Tylko na szczęście dla samej siebie traktowała go jak zwykłego kolegę.
Posłał Eunice zamyślone, choć nadal poważne spojrzenie. Kiwnął głową całkiem ukontentowany jej propozycją.
- Tak, tak. Oczywiście – powiedział powoli. Właśnie dlatego przyszedł z tym teraz, a nie na ostatnią chwilę. Chciał, żeby jasnowłosa miała czas na spokojnie przygotowanie się. Im więcej zapasów śmierciożercy będą mieli w czasach pokoju, tym więcej ich będą mieli, gdy będą musiały zostać wykorzystane. – Który pokój zamierzasz wyremontować najpierw?