07.04.2023, 10:07 ✶
Guinevere uśmiechnęła się do Wood blado, raczej niezbyt wesołym uśmiechem, gdy ta wspomniała, że każdy by tak postąpił.
- Wcale nie – mruknęła cicho. – Niektórzy na przykład atakują. Jak ten człowiek. A ja… ja pewnie bym uciekła – przyznała ze wstydem. Po pierwsze ze strachu, po drugie, bo nie sądziła, że zdołałaby cokolwiek zrobić. Była w końcu zielarką oraz alchemiczką, nie mistrzynią pojedynków. Dała sobie wytrącić różdżkę z dłoni, ledwo ten człowiek wszedł do jej sklepu, a i sięgnęła po nią zbyt późno. Nie miała nawet szans spróbować rzucić tarczy, bo kiedy tylko ręka dotknęła różdżki, już wystrzeliła w powietrze. Czytała poza tym w gazetach o atakach, o trupach i torturach, więc na pewno nie odważyłaby się interweniować w takiej sytuacji, gdyby chodziło o kogoś innego. Ba, nigdy nie spodziewała się, że może chodzić o nią.
A jednak… chodziło o nią. Z powodu prababci mugolaczki? Ze względu na chłopca, z którym poszła na spotkanie? Czy dlatego, że po prostu… sprzedawała eliksiry, nie pytając, czy ktoś, kto po nie sięga, ma czystą krew?
Wzdrygnęła się lekko na wspomnienie grozy tych chwil. Powstrzymała jednak dalsze łzy, choć miała ochotę płakać – nad utratą sklepu oraz poczucia bezpieczeństwa.
- Guinevere Sprout. Jestem twoją dłużniczką, skontaktuj się ze mną, gdybym kiedyś mogła w jakikolwiek sposób ci pomóc – dodała jeszcze, dla porządku, bo we własnej ocenie była winna tej dziewczynie życie i była więcej niż pewna, że nie każdy postąpiłby tak jak ona. Nie była pewna, w jaki sposób mogłaby spłacić ten dług, ale gdyby Wood kiedyś zwróciła się do niej po pomoc, na pewno by ją otrzymała. – Raczej nie odważę się już z nim spotkać. Jeśli przyjdą po mnie znowu, nie obronię się. Jestem tchórzem, wiem, ale nie chcę umierać. W pewnym sensie… osiągnęli swój cel. Oto świat, jaki daje nam ten lord… a podobno robią to dla dobra czarodziejów… - Jej głos z każdym kolejnym zdaniem cichł, aż ostatnie słowa stały się ledwo słyszalne. Świat strachu i terroru.
Wyszła za Wood przed sklep. Nalegała też, żeby kawałek od niego odeszły, czekając na pojawienie się Brygady Uderzeniowej. Obawiała się chyba, że mężczyzna, który się aportował, może sprowadzić swoich kolegów. Nikt takiego jednak się nie stało. Być może nie odważył się zameldować porażki, może naprawdę nie był pełnoprawnym członkiem kręgu Voldemorta, a jedynie do niego aspirował, a może jeśli przyjmował od kogoś zalecenia – ten ktoś mógł uznać, że w tej chwili niebezpieczeństwo wpadnięcia na Brygadzistów będzie już nazbyt duże.
Potem obie zostały przesłuchane. Heather mogła odejść pierwsza, gdy panna Sprout została zabrana przez Brygadzistów do Ministerstwa Magii, gdzie zapewne próbowano dowiedzieć się nieco więcej o potencjalnych powodach ataku i być może chciano porozmawiać o tym, jak zapewnić jej bezpieczeństwo.
Sklep został zamknięty, choć panna Sprout nie zbankrutowała – na szczęście ostatecznie udało im się ocalić lokal, zniszczenia ograniczyły się do lekko uszkodzonej podłogi, pęknięcia na ścianie oraz rozwalonych półek. Dziewczyna odsprzedała go i wkrótce powstał tam sklep z zabawkami, a ona ot przeniosła działalność do Doliny Godryka, gdzie w pobliżu rodziny czuła się bezpieczniej.
- Wcale nie – mruknęła cicho. – Niektórzy na przykład atakują. Jak ten człowiek. A ja… ja pewnie bym uciekła – przyznała ze wstydem. Po pierwsze ze strachu, po drugie, bo nie sądziła, że zdołałaby cokolwiek zrobić. Była w końcu zielarką oraz alchemiczką, nie mistrzynią pojedynków. Dała sobie wytrącić różdżkę z dłoni, ledwo ten człowiek wszedł do jej sklepu, a i sięgnęła po nią zbyt późno. Nie miała nawet szans spróbować rzucić tarczy, bo kiedy tylko ręka dotknęła różdżki, już wystrzeliła w powietrze. Czytała poza tym w gazetach o atakach, o trupach i torturach, więc na pewno nie odważyłaby się interweniować w takiej sytuacji, gdyby chodziło o kogoś innego. Ba, nigdy nie spodziewała się, że może chodzić o nią.
A jednak… chodziło o nią. Z powodu prababci mugolaczki? Ze względu na chłopca, z którym poszła na spotkanie? Czy dlatego, że po prostu… sprzedawała eliksiry, nie pytając, czy ktoś, kto po nie sięga, ma czystą krew?
Wzdrygnęła się lekko na wspomnienie grozy tych chwil. Powstrzymała jednak dalsze łzy, choć miała ochotę płakać – nad utratą sklepu oraz poczucia bezpieczeństwa.
- Guinevere Sprout. Jestem twoją dłużniczką, skontaktuj się ze mną, gdybym kiedyś mogła w jakikolwiek sposób ci pomóc – dodała jeszcze, dla porządku, bo we własnej ocenie była winna tej dziewczynie życie i była więcej niż pewna, że nie każdy postąpiłby tak jak ona. Nie była pewna, w jaki sposób mogłaby spłacić ten dług, ale gdyby Wood kiedyś zwróciła się do niej po pomoc, na pewno by ją otrzymała. – Raczej nie odważę się już z nim spotkać. Jeśli przyjdą po mnie znowu, nie obronię się. Jestem tchórzem, wiem, ale nie chcę umierać. W pewnym sensie… osiągnęli swój cel. Oto świat, jaki daje nam ten lord… a podobno robią to dla dobra czarodziejów… - Jej głos z każdym kolejnym zdaniem cichł, aż ostatnie słowa stały się ledwo słyszalne. Świat strachu i terroru.
Wyszła za Wood przed sklep. Nalegała też, żeby kawałek od niego odeszły, czekając na pojawienie się Brygady Uderzeniowej. Obawiała się chyba, że mężczyzna, który się aportował, może sprowadzić swoich kolegów. Nikt takiego jednak się nie stało. Być może nie odważył się zameldować porażki, może naprawdę nie był pełnoprawnym członkiem kręgu Voldemorta, a jedynie do niego aspirował, a może jeśli przyjmował od kogoś zalecenia – ten ktoś mógł uznać, że w tej chwili niebezpieczeństwo wpadnięcia na Brygadzistów będzie już nazbyt duże.
Potem obie zostały przesłuchane. Heather mogła odejść pierwsza, gdy panna Sprout została zabrana przez Brygadzistów do Ministerstwa Magii, gdzie zapewne próbowano dowiedzieć się nieco więcej o potencjalnych powodach ataku i być może chciano porozmawiać o tym, jak zapewnić jej bezpieczeństwo.
Sklep został zamknięty, choć panna Sprout nie zbankrutowała – na szczęście ostatecznie udało im się ocalić lokal, zniszczenia ograniczyły się do lekko uszkodzonej podłogi, pęknięcia na ścianie oraz rozwalonych półek. Dziewczyna odsprzedała go i wkrótce powstał tam sklep z zabawkami, a ona ot przeniosła działalność do Doliny Godryka, gdzie w pobliżu rodziny czuła się bezpieczniej.
Koniec sesji