07.04.2023, 10:49 ✶
Smród śmietnika był równie nieznośny, co całe to towarzystwo i okolica, w której się znaleźli. Salome była na siebie wręcz wściekła, że pozwoliła się teleportować z tej polany, nim na dobre rozeznała się z sytuacją. Chociaż, czy z tym ciałem byłoby to tak łatwe, jak pierwotnie sądziła? Udawanie na nic się jej nie zdawało i być może sprzedała się już na początku, używając francuskiego zupełnie bez namysłu. Szansa na to, że trafi na kogoś, kto nim władał, była zaledwie jedna na sto. Najwyraźniej jednak ten rosły blondyn posługiwał się tym językiem całkiem przyzwoicie.
- Spokojnie, moja droga, w ostateczności transmutujemy cię w kwiat – zaproponowała, przedrzeźniając nieco podniesiony do trajkotania ton głosu kobiety. Jeśli miałaby tego słuchać na co dzień, pewnie prędzej czy później rzeczywiście by ją transmutowała w coś bezgłośnego. Mogła przewidzieć, że zbyt łatwo udało jej się opętać ciało tego człowieka. Musiał być w tym jakiś haczyk i najwyraźniej byli nim ludzie, z którymi zadawał się ten Klaus.
Nie wytrzymała. Próba rozbrojenia ciemnowłosej kobiety zdała się na niczym, petryfikacja, by w końcu zamknęła usta, tym bardziej. Trafiła nie w tę osobę, w którą planowała. Nie umiała stwierdzić, co było przyczyną: obca różdżka, obce ciało, zły cel, czy fakt, że magia szwankowała, o czym ciągle mówili? Może wszystko naraz? Cudem było i tak, że w ogóle jakikolwiek efekt się udał. Gorzej z ewakuacją, bo nim zdążyła podjąć jakikolwiek krok, mężczyzna rzucił się w kierunku Klausa. Uderzenie w twarz zamroczyło ją na moment, ale wciąż usilnie trzymała się tego ciała. Nie zamierzała odpuścić tak łatwo. Zbyt długo czekała, by powrócić do żywych. Nim się jednak zorientowała, została przyparta do ściany i spętana, a różdżka należąca do jej gospodarza spoczęła w dłoni blondyna. Szarpnęła się, próbując uwolnić z więzów, ale magiczne sznury nie ustępowały.
Leta, bo najwyraźniej tak miała na imię ta irytująca kobieta, zupełnie zmieniła ton wypowiedzi, stając się bardziej znośną. Salome nie zwracała już jednak na nią większej uwagi, zbyt zajęta faktem, że została jeszcze bardziej przyciśnięta do muru.
- Monsieur? Czy ja wyglądam jak… Nieistotne, nie było pytania – odparła również po francusku, uświadamiając sobie, że przecież znajdowała się w ciele mężczyzny, więc ciężko byłoby zinterpretować jej osobę inaczej. Zresztą, zorientowali się. Najwyraźniej wiedzieli od samego początku. – Lepszym pytaniem jest, z kim ja mam do czynienia? Mówi pan po francusku, jak gdyby urodził się we Francji, choć Francuzem na pewno nie jest. Nie wygląda pan też jak pracownik ministerstwa, raczej jak turysta. Kim zatem pan jest? Człowiekiem Dumbledore’a? Nie, nawet on nie współpracowałby z tchórzami uciekającymi z pola walki.
W międzyczasie Leta odczarowała Nell, co sprawiło, że znów przeciwko Delacour było trzech przeciwników. Teraz jednak uświadamiała sobie, że nie poradziłaby sobie nawet z jednym z nich.
- Cracmol - dodała jeszcze, spluwając mu w twarz, co było raczej kiepskim posunięciem, ale ciało i tak nie należało do niej, więc wszystko jej w tym momencie było jedno, czy Klaus oberwie kolejny raz. - Tak się u was traktuje przyjaciół? - rzuciła po angielsku, by zrozumiały ją również kobiety.
- Spokojnie, moja droga, w ostateczności transmutujemy cię w kwiat – zaproponowała, przedrzeźniając nieco podniesiony do trajkotania ton głosu kobiety. Jeśli miałaby tego słuchać na co dzień, pewnie prędzej czy później rzeczywiście by ją transmutowała w coś bezgłośnego. Mogła przewidzieć, że zbyt łatwo udało jej się opętać ciało tego człowieka. Musiał być w tym jakiś haczyk i najwyraźniej byli nim ludzie, z którymi zadawał się ten Klaus.
Nie wytrzymała. Próba rozbrojenia ciemnowłosej kobiety zdała się na niczym, petryfikacja, by w końcu zamknęła usta, tym bardziej. Trafiła nie w tę osobę, w którą planowała. Nie umiała stwierdzić, co było przyczyną: obca różdżka, obce ciało, zły cel, czy fakt, że magia szwankowała, o czym ciągle mówili? Może wszystko naraz? Cudem było i tak, że w ogóle jakikolwiek efekt się udał. Gorzej z ewakuacją, bo nim zdążyła podjąć jakikolwiek krok, mężczyzna rzucił się w kierunku Klausa. Uderzenie w twarz zamroczyło ją na moment, ale wciąż usilnie trzymała się tego ciała. Nie zamierzała odpuścić tak łatwo. Zbyt długo czekała, by powrócić do żywych. Nim się jednak zorientowała, została przyparta do ściany i spętana, a różdżka należąca do jej gospodarza spoczęła w dłoni blondyna. Szarpnęła się, próbując uwolnić z więzów, ale magiczne sznury nie ustępowały.
Leta, bo najwyraźniej tak miała na imię ta irytująca kobieta, zupełnie zmieniła ton wypowiedzi, stając się bardziej znośną. Salome nie zwracała już jednak na nią większej uwagi, zbyt zajęta faktem, że została jeszcze bardziej przyciśnięta do muru.
- Monsieur? Czy ja wyglądam jak… Nieistotne, nie było pytania – odparła również po francusku, uświadamiając sobie, że przecież znajdowała się w ciele mężczyzny, więc ciężko byłoby zinterpretować jej osobę inaczej. Zresztą, zorientowali się. Najwyraźniej wiedzieli od samego początku. – Lepszym pytaniem jest, z kim ja mam do czynienia? Mówi pan po francusku, jak gdyby urodził się we Francji, choć Francuzem na pewno nie jest. Nie wygląda pan też jak pracownik ministerstwa, raczej jak turysta. Kim zatem pan jest? Człowiekiem Dumbledore’a? Nie, nawet on nie współpracowałby z tchórzami uciekającymi z pola walki.
W międzyczasie Leta odczarowała Nell, co sprawiło, że znów przeciwko Delacour było trzech przeciwników. Teraz jednak uświadamiała sobie, że nie poradziłaby sobie nawet z jednym z nich.
- Cracmol - dodała jeszcze, spluwając mu w twarz, co było raczej kiepskim posunięciem, ale ciało i tak nie należało do niej, więc wszystko jej w tym momencie było jedno, czy Klaus oberwie kolejny raz. - Tak się u was traktuje przyjaciół? - rzuciła po angielsku, by zrozumiały ją również kobiety.