07.04.2023, 17:54 ✶
Nie marnował czasu. Gdy drzwi się otworzyły, szybko wprosił się do środka. Był zbyt poddenerwowany, by czekać na zaproszenie na korytarzu. Wszedł do mieszkania Green z takim pośpiechem, jakby ktoś go ścigał i prędko zamknął za sobą drzwi. Dopiero wtedy odetchnął i obrócił się w stronę gospodyni, która była nadzwyczaj spokojna i widok kaktusa nie zdawał się zrobić na niej większego wrażenia. To ani trochę nie uspokoiło Theodore’a, który nie rozumiał, jak mogła tak stoicko udzielać mu lekcji zielarstwa, gdy całe jego życie właśnie waliło się w gruzy.
- Żaden piękny okaz – zaprotestował dziewczynie, która wyraźnie nie rozumiała powagi sytuacji - Żaden Cecezereus syfilis. To demon, szatan w roślinnej postaci. Mój kaktus wrócił zza grobu, by się na mnie zemścić – powiedział tak, jakby sam nie mógł się zdecydować, czy powinien krzyczeć, żeby dotarło do niej, w jakich był kłopotach, czy może szeptać, żeby przypadkiem jacyś sąsiedzi go nie usłyszeli i dowiedzieli się o jego wstydliwym problemie. Jego usta wygięły się w minie wyrażającej ogromny smutek i niezadowolenie: nawet nie musiał udawać, by osiągnąć ten efekt, wystarczyło pomyśleć tylko o tym jak niedorzecznie, głupio, nieatrakcyjnie, nierycersko i niebohatersko musiał wyglądać z siwo-zielonym potworem na głowie. Zupełnie nie tak jak Godryk Gryffindor powinien wyglądać.
- Zgadzam się, on nie powinien być na mojej głowie. Musisz pomóc mi go z niej ściągnąć. Jesteś moją jedyną nadzieją – Niczym dziecko trzęsące skarbonką po to, by wydobyć z niej pieniążka, tak on miał ochotę chwycić dziewczynę za ramiona potrząsać nimi tak długo, aż wyleci z jej ust dobra rada. Powstrzymał się przed tym i jedynie wbił w nią błagające spojrzenie sugerujące, że nigdzie sobie nie pójdzie, póki jego kłopot nie zostanie rozwiązany.
- Widziałaś kiedyś wcześniej coś podobnego? - spytał się, delikatnie łapiąc za poduszkę. Znów próbował ją uwolnić z uścisku roślinki, ale ponownie zasyczał, bo zabolały go od tego tylko „włosy”.
- Żaden piękny okaz – zaprotestował dziewczynie, która wyraźnie nie rozumiała powagi sytuacji - Żaden Cecezereus syfilis. To demon, szatan w roślinnej postaci. Mój kaktus wrócił zza grobu, by się na mnie zemścić – powiedział tak, jakby sam nie mógł się zdecydować, czy powinien krzyczeć, żeby dotarło do niej, w jakich był kłopotach, czy może szeptać, żeby przypadkiem jacyś sąsiedzi go nie usłyszeli i dowiedzieli się o jego wstydliwym problemie. Jego usta wygięły się w minie wyrażającej ogromny smutek i niezadowolenie: nawet nie musiał udawać, by osiągnąć ten efekt, wystarczyło pomyśleć tylko o tym jak niedorzecznie, głupio, nieatrakcyjnie, nierycersko i niebohatersko musiał wyglądać z siwo-zielonym potworem na głowie. Zupełnie nie tak jak Godryk Gryffindor powinien wyglądać.
- Zgadzam się, on nie powinien być na mojej głowie. Musisz pomóc mi go z niej ściągnąć. Jesteś moją jedyną nadzieją – Niczym dziecko trzęsące skarbonką po to, by wydobyć z niej pieniążka, tak on miał ochotę chwycić dziewczynę za ramiona potrząsać nimi tak długo, aż wyleci z jej ust dobra rada. Powstrzymał się przed tym i jedynie wbił w nią błagające spojrzenie sugerujące, że nigdzie sobie nie pójdzie, póki jego kłopot nie zostanie rozwiązany.
- Widziałaś kiedyś wcześniej coś podobnego? - spytał się, delikatnie łapiąc za poduszkę. Znów próbował ją uwolnić z uścisku roślinki, ale ponownie zasyczał, bo zabolały go od tego tylko „włosy”.