07.04.2023, 18:20 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.04.2023, 18:29 przez Mackenzie Greengrass.)
Theodore faktycznie nie wyglądał ani trochę bohatersko – w piżamie, z kaktusem na głowie i jeszcze poduszką na dodatek. Na całe szczęście, Mackenzie nie była widzem na jego przedstawieniu, a znała go już wystarczająco długo, aby chyba żaden stan, w jakim mógłby się znaleźć, nie zrobił na niej wrażenia.
- Cephalocereus senilis – sprostowała odruchowo, przesuwając się, kiedy Lovegood wpadł do jej mieszkania. – Broda starca.
Zmarszczyła lekko brwi. Czasem bywała czyjąś „jedyną nadzieją” – ale tylko podczas meczy, kiedy zdobycie trzech goli mogło zadecydować o wygranej. Raczej nie w takich sytuacjach, jak ta. To ją trochę konsternowało. Z drugiej strony, ten biedny kaktus, pozostawiony na głowie Theodora, na pewno umrze.
- Siadaj – zarządziła, przysuwając mu krzesło, kiedy zobaczyła jak marnie idzie mu walka z poduszką. Jeżeli miała pozbyć się tej poduszki i obejrzeć kaktusa, nie zamierzała w tym celu stawać na palcach ani skakać. – Nie. Widziałam nos zamieniony w rzepę. W wyniku klątwy.
Pochyliła się nieco, starając ocenić wygląd kaktusa, ale nie, nie myliła się: broda starca. Żaden magiczny okaz, który dałoby się wyhodować na czyjejś głowie, żaden pasożyt. To też ją trochę konsternowało. Sięgnęła ku poduszce, ale szybko odkryła, że kolce dość mocno się w nią wbiły. Próba wyciągnięcia jej mogła uszkodzić roślinę, a także głowę Lovegooda. Może to było trochę mniej istotne, ale Mackenzie jednak nie chciała żywcem oskalpować swojego sąsiada.
- Mam nadzieję, że masz zapasową poduszkę – powiedziała, sięgając po różdżkę. Ciche reducto i za pomocą transmutacji po prostu przekształciła poduszkę w znacznie mniejszy obiekt. Na tyle nieduży, że zdołała ostrożnie odczepić go od kolców i nawet nie pokaleczyła sobie przy tym mocno palców.
- Skąd to wzięło się na twojej głowie? – zapytała, ostrożnie odgarniając jego włosy, po czym przesunęła palcami u nasady rośliny, chcąc sprawdzić, jak mocno kaktus się zakorzenił. Jeśli nie miał korzeni, i tak obumrze. Jeśli jednak miał i te sięgnęły w głąb czaszki… to jej wiedza o zielarstwie i transmutacji zdecydowanie nie wystarczała i musiał biec do Munga. Rezultat nietrwałego zaklęcia mógł jednak zaraz minąć. Brała pod uwagę, że chłopak po prostu z jakichś powodów chciał wyhodować sobie coś na głowie i jakieś rzucił. Nie miała pojęcia, dlaczego, ale to nie była żadna nowość, że czegoś nie pojmowała w cudzym zachowaniu…
- Cephalocereus senilis – sprostowała odruchowo, przesuwając się, kiedy Lovegood wpadł do jej mieszkania. – Broda starca.
Zmarszczyła lekko brwi. Czasem bywała czyjąś „jedyną nadzieją” – ale tylko podczas meczy, kiedy zdobycie trzech goli mogło zadecydować o wygranej. Raczej nie w takich sytuacjach, jak ta. To ją trochę konsternowało. Z drugiej strony, ten biedny kaktus, pozostawiony na głowie Theodora, na pewno umrze.
- Siadaj – zarządziła, przysuwając mu krzesło, kiedy zobaczyła jak marnie idzie mu walka z poduszką. Jeżeli miała pozbyć się tej poduszki i obejrzeć kaktusa, nie zamierzała w tym celu stawać na palcach ani skakać. – Nie. Widziałam nos zamieniony w rzepę. W wyniku klątwy.
Pochyliła się nieco, starając ocenić wygląd kaktusa, ale nie, nie myliła się: broda starca. Żaden magiczny okaz, który dałoby się wyhodować na czyjejś głowie, żaden pasożyt. To też ją trochę konsternowało. Sięgnęła ku poduszce, ale szybko odkryła, że kolce dość mocno się w nią wbiły. Próba wyciągnięcia jej mogła uszkodzić roślinę, a także głowę Lovegooda. Może to było trochę mniej istotne, ale Mackenzie jednak nie chciała żywcem oskalpować swojego sąsiada.
- Mam nadzieję, że masz zapasową poduszkę – powiedziała, sięgając po różdżkę. Ciche reducto i za pomocą transmutacji po prostu przekształciła poduszkę w znacznie mniejszy obiekt. Na tyle nieduży, że zdołała ostrożnie odczepić go od kolców i nawet nie pokaleczyła sobie przy tym mocno palców.
- Skąd to wzięło się na twojej głowie? – zapytała, ostrożnie odgarniając jego włosy, po czym przesunęła palcami u nasady rośliny, chcąc sprawdzić, jak mocno kaktus się zakorzenił. Jeśli nie miał korzeni, i tak obumrze. Jeśli jednak miał i te sięgnęły w głąb czaszki… to jej wiedza o zielarstwie i transmutacji zdecydowanie nie wystarczała i musiał biec do Munga. Rezultat nietrwałego zaklęcia mógł jednak zaraz minąć. Brała pod uwagę, że chłopak po prostu z jakichś powodów chciał wyhodować sobie coś na głowie i jakieś rzucił. Nie miała pojęcia, dlaczego, ale to nie była żadna nowość, że czegoś nie pojmowała w cudzym zachowaniu…