Nie była świadoma tego, że ona również go potrzebowała. Starała się walczyć ze wszystkich sił, aby jej serce pozostało obojętne jam w każdym innym przypadku człowieka, który próbował wkradać się w jej życie, ale Perseus był innych, cholernie inny. Tworzył wokół niej otoczkę, które nie potrafiła przegonić. Był zbyt śmiały, zbyt odważny i zbyt sprawny w tym co jej robił. To jak wkradał się w zakamarki jej myśli, jej serca, jej życia. Gdy leżał w szpitalu, co jakiś czas przechadzając się po mieście łapała się na myśli o tym, co by mu się spodobało, że jakiś drobny przedmiocik zauważony na wystawie sklepowej witryny by go rozbawił i chciała się z nim tym podzielić. Uważała, że była to czysta ułuda, po prostu poznała go na tyle, aby móc stwierdzać takie fakty.
Gdy odwiedzała go w szpitalu nie współczuła mu. Tak, była wściekła, że ktoś doprowadził go do takiego stanu, że ktoś odebrał mu chwile wolności i przykuł do szpitalnego łóżka. Zamiast tego chciała dalej mu pokazywać, że ten filtr, który między sobą zbudowali nadal w niej płonął, próbowała wywołać u niego uśmiech, próbowała o niego zadbać na tyle na ile pozwalała jej umiejętność dbania o innych, a przyznajmy sobie szczerze, że ona czegoś takiego nigdy nie okazywała i nie doświadczała. Zawsze musiała dbać tylko o siebie, a inni byli na drugim miejscu. Nie była też jego matką, aby skakać nad nim i gderać jaki to on biedny. Zamiast tego przynosiła do tamtej Sali żar, który zbudowali między sobą miesiąc temu.
Lubiła jego spojrzenie, jego zagadkowość i tajemnicę, którą wokół siebie rozsiewał. Lubiła jego bliskość, jego dotyk i to, że bez strachu mogła przymknąć przy nim oczy i pozwolić sobie na relaks i rozluźnienie. Z dziecinną naiwnością pozwoliła sobie na to, aby czuć się przy nim bezpiecznie. Był dżentelmenem, który sprawiał, że czuła się dobrze. Na enigmatyczną odpowiedź odpowiedziała tylko uśmiechem pozwalając mu na posiadanie tajemnic i brak chęci mówienia o czymś. Nie miała zamiaru wyciągać z niego jego myśli jeśli nie miał ochoty o czymś mówić. To po prostu nie była jej rola. Wiedziała, że kiedyś nadejdzie czas, że będzie chciał jej o sobie więcej opowiedzieć. Jeśli nie chciał o czymś mówić to oznaczało, że mogłoby to zepsuć ich uczucia, które teraz zbudowali, aby ten wieczór był idealny. Nie miała zamiaru drążyć w nim dziury i być nachalna.
Potem wszystko potoczyło się szybko; jego dotyk wywołał u niej żar, ujście tęsknoty, którą w sobie trzymała od ich ostatniego razu, momentami była zbyt nerwowa jakby miał zaraz się rozpłynąć, ale pod wpływem jego pocałunków, jego słów, szeptów uspokajała się, rozpływała, poddawała się. W końcu przestawała być walczącą o niezależność lwicą, a stawała się zmysłową kochanką, która oddawała mu siebie. Pruderyjność uciekła w głąb lasu pozostawiając miejsce prawdziwemu, niecenzuralnemu pożądaniu.
Leżała wtulona w niego z szybkim oddechem i biciem serca. Czuła się spokojna i spełniona. Gdy padło z jego ust pytanie o miłość delikatnie się spięła, ale nie było to złe. Po prostu bała się odpowiedzieć na to pytanie, aby nie poczuł się urażony, smutny, lub zawiedziony.
— Nie. – odpowiedziała cicho i krótko, patrząc w niebo jakby szukała tam odpowiedzi. – Nie wiem, czy kiedykolwiek kochałam w taki książkowy, romantyczny sposób. W moim życiu dwa lata temu była osoba, która pomogła mi z pewnymi uczuciami, ale nigdy jej nie kochałam. Nigdy nikogo nie kochałam, chyba. Moi mężowie zostali dobrani przez ojca, a on nigdy nie był dobry w doborze partnerów. – szepnęła czując niepewność w swoim głosie i strach, że może zostać przez to odrzucona w jego oczach. W końcu osoby, które nie są zdolne do kochania są uznawane za spaczone. – A ty? – zapytała będąc ciekawą jego doświadczeń.